Rejestracja i logowanie

Ks. Jan Sposób: Ostatnia moja droga, czyli posługa w kutnowskim szpitalu

Wydarzenia 17-05-2019 Autor: Bożena Gajewska Foto: Bożena Gajewska
38

Ksiądz Jan Sposób – żołnierz AK, salezjanin, kapelan szpitalny i środowisk kombatanckich, społecznik, patriota, a dziś Honorowy Obywatel Miasta Kutna (informowaliśmy o tym TUTAJ). Dzięki uprzejmości Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Kutnowskiej poniżej przedstawiamy fragment wspomnień ks. Jana Sposoba zawartych w artykule pt. „Wszystko co w życiu robiłem, było z miłości do Boga i Ojczyzny”. Artykuł ukazał się w XVII tomie Kutnowskich Zeszytów Regionalnych.

W 1983 roku w Kutnie oddano do użytku nowy szpital. Ksiądz, który wcześniej zajmował się chorymi w szpitalu, zmarł. W 1984 roku przełożeni skierowali mnie do Kutna – Woźniakowa i powierzyli mi funkcję kapelana szpitalnego w nowym szpitalu. Miałem sześćdziesiąt jeden lat, ale przecież chorzy w szpitalu w większości też nie są tacy młodzi. W każdym chorym człowieku widziałem Jezusa. Dla mnie to była najlepsza funkcja, jaką mogłem sobie wyśnić lub wymarzyć. Bardzo dobrze układała mi się współpraca z administracją szpitala. Kaplica była duża i ładna, miała 100 miejsc siedzących. Była zakrystia, i salka dla katechezy. Prezbiterium w kaplicy było absydalne – prześliczne. Był krzyż, stacje drogi krzyżowej, organy i nagłośnienie. Popatrzyłem, co trzeba zrobić i stwierdziłem, że przydałoby się tabernakulum. Trzeba powiedzieć, że dużo chorych przychodziło w niedzielę do kaplicy, część osób stała na korytarzu.

Pomyślałem sobie, że na każdej szafeczce szpitalnej w Kutnie musi być obrazek i różaniec gratis dla chorych. W kaplicy zresztą też leżały dewocjonalia i każdy mógł sobie wziąć. I tak przez kilkanaście lat, te darowane dewocjonalia zawsze w szpitalu były i pomagały chorym zmagać się z chorobą. Jakże ci chorzy się uśmiechali radośnie, gdy do nich zaglądałem, gdy zostawiłem im jakiś drobiazg. Tak właśnie jest z tym moim życiem, gdzie tylko nie spojrzeć, tylko łaska boża i łaska boża. Posługa duszpasterska szpitalna to była dla mnie sama przyjemność.

Przełożeni uczynili mnie także szpitalnym kapelanem diecezjalnym, żeby też o innych chorych myśleć. Było to dla mnie bardzo trudne, wszędzie trzeba było jeździć. Prosiłem, aż zdjęto ze mnie tę ogromną odpowiedzialność. Znów mogłem się skupić na naszym kutnowskim szpitalu. Różnie to bywało, czasem trafił się jakiś niedowiarek. Kiedyś pielęgniarki zawołały mnie do młodego człowieka leżącego na OIOM – ie, potłukł się na motorze. Poszedłem, a ten młody człowiek mówi, że przeprasza, ale on księdza nie prosił. Ale za dwa tygodnie było z nim coraz gorzej i sam mnie wezwał do siebie, udzieliłem mu sakramentu pokuty. Wyzdrowiał, ale długo leżał w szpitalu. Spotykałem się z różnymi ludźmi, czasem dziwnie mnie traktowali, ale ja nigdy do nikogo nie miałem żadnych pretensji. Pytano mnie nieraz, dlaczego tak chodzę po szpitalu. Ja zaś odpowiadałem, że chodzę, bo mnie proszą. A regulamin kapelana stanowi, że jak proszą, to trzeba przyjść. Regulamin stanowi także, iż kapelan ma jeden dzień wolny. To ja sobie wybrałem środę. Ale po kilku dniach stwierdziłem, że nie, nie mogę zostawić chorych bez pomocy na jeden dzień, mowy nie ma! Nie będę miał wolnego dnia, trudno! Regulamin mówił także o tym, że gdybym czasem nie mógł zajmować się chorymi w szpitalu, to powinienem sobie zastępcę załatwić. A ja przez te dwadzieścia lat nie musiałem sobie szukać zastępcy na dłużej niż na parę godzin. Chorzy zawsze wiedzieli, że ksiądz w dni powszednie od godziny 15.oo do samego końca dnia codziennie jest, a w niedziele jest zawsze do godziny 12.oo i Mszę św. w kaplicy szpitalnej odprawia. Bardzo rzadko się zdarzało, że dzwonili do Woźniakowa po kapelana, bo zawsze byłem na miejscu.

Przez te dwadzieścia lat, codziennie jeździłem do szpitala w Kutnie na rowerze, a gdy warunku atmosferyczne nie pozwalały, to autobusem i nie traktowałem tego jako przykry obowiązek. Swoją pracę wykonywałem z troski o chorych, codziennie musiałem obejść wszystkie sale. Wystarczało mi, że tak wielu chorych korzystało z sakramentu pokuty i komunii św., czasem bardzo mnie radowało dobre słowo, jakie powiedział do mnie niewierzący. Pamiętam taki przypadek, jak leżał w szpitalu człowiek, który odmroził sobie palce u nóg, bo mu koledzy zdjęli buty. Ten człowiek niesamowicie cierpiał, bolało go, bo to były zakończenia nerwów. Podszedłem do niego i pytam, czy bardzo go boli, a on na to, że nie ma ksiądz pojęcia. Proszę go więc, żeby ofiarował to cierpienie za dusze w czyśćcu cierpiące, to mu zaraz ulży. Powiedziałem mu, że na drugi dzień, jak będę tędy przechodził to zajrzę do niego i zapytam, czy może go mniej boli. I tak zrobiłem, a on mi dziękuje, że mniej cierpi. To była radość ogromna, pomoc temu człowiekowi.

O czym się jeszcze przekonałem przez te 20 lat pracy? Nie wystarczy, aby kapelan chodził po salach chorych i pytał, czy chory chce przyjąć komunię świętą, lub się wyspowiadać. Kapelan musi umieć rozmawiać z chorymi. Udzielanie przez kapłana sakramentów wynika ze szczerej troski o zbawienie pacjenta znajdującego się często w niesprzyjających okolicznościach, a nawet na granicy życia i śmierci. Kapelan ma pomagać i jako takiego powinien go postrzegać chory człowiek. Przed wyjściem na swój obchód zawsze mówiłem: Panie, Jezu prowadź, a gdy wracałem do kaplicy po wizycie u wszystkich chorych, to zawsze mówiłem: Panie, Jezu, dzięki Ci. Gdy się chce drugiej osobie pomóc duchowo, to trzeba się samemu najpierw pomodlić. Zawsze wracałem zadowolony z obchodu, że moja praca nie idzie na marne. Bo to są tylko ludzie, każdy jest inny i trzeba wiedzieć, w jaki sposób do nich podejść. Mówiłem nieraz do siebie: a ty co, będziesz wiedział, jak się zachować, jak się odezwać do chorego pacjenta? Bóg jest mi niezbędny. Gdy wiem, że jest ze mną, że mi towarzyszy w mojej wędrówce, moja posługa chorym idzie mi dobrze. Jestem pewien, że to co robię wychodzi mi dzięki łasce bożej, a nie jest moją zasługą.

Gdy skończyłem osiemdziesiąt pięć lat, ludzie mnie pytali, czy jeszcze daję radę na rowerze jeździć do kutnowskiego szpitala, czy to zima, czy lato, czy mróz, czy spiekota. Ja wszystkim odpowiadałem, że szukam następcy, szukam… Tylko musi być lepszy ode mnie. Mam już swoje lata, trudno jest czasami, bo zdrowie już nie takie dobre jak kiedyś. W końcu znalazł się zastępca, zaprowadziłem go, przedstawiłem, i ja już jestem wolny. Dzisiaj wspominam, że ta moja posługa w szpitalu, podobnie jak moja praca katechetyczna z dziećmi, to była sama radość z obcowania z drugim człowiekiem.

Nasz szpital kutnowski jest duży. Oprócz posługi wśród chorych, prowadziłem całą dokumentację mojej pracy, miałem wizytacje w szpitalu, często przyjeżdżał biskup Józef Zawitkowski, który chwalił moją działalność, kontrola mojej pracy zawsze przebiegała pozytywnie. Przez dwadzieścia lat pracy nie miałem zatargu z biurem personalnym, współpraca układała się dobrze.

komentarze (38)
Dodaj komentarz

Tak prawda to jest ksiądz z powołania dużo zdrowia życzę

Ksiądz Sposób jest księdzem z powołania. Ja i koleżanki śpiewałyśmy co niedzielę w chórku u księdza. Pamiętam jak dziś jak ksiądz chodził po kolędzie to wszyscy na klatce czekali zeby do niego wszedl jak najszybciej, bo każdy bardzo lubił i cenił sobie wizyty księdza. Czasem na obiad zajrzał. A czasem przyniósł ciasto do herbaty, bo miał jeszcze godzine do autobusu i chodził i pukał mieszkanie po mieszkaniu i zawsze u kogoś sobie przeczekał ten czas. Bardzo lubi drugiego człowieka ten nasz ksiądz. Fajne czasy.

cudowny ksiądz jak byłam dzieckiem często przyjeżdżał przez osiedle olimpijska i zawsze z nami rozmawiał .... wyczekiwalismy spotkania z nim ... opowiadał o chorych ...

I dostawaliscie snikersa za ciągnięcie laski .

...a ty znowu wrzodów na tych dwóch zwojach mózgu - wytnij to bracie, to może się poprawi

Nie byłeś ostatnio w Łodzi?

Zabierzcie stąd tę padlinę.

Sprawdziłem na sąsiednim portalu. Podobne cytaty, kulturalny komentarz. A tu jak zawsze- szambo wybija.

Też go Pamiętam z oddziału cudowny człowiek z wielkim sercem.

Świetny Człowiek!

i to jest ksiądz z powołania prawdżywego. tak powinna wyglądać posługa kapłańska

Znam tego księdza od dzieciństwa. Wspaniały człowiek. Zawsze pomocny. Cieszę się że jest wciąż wśród nas. To jest ksiądz z prawdziwego powołania. Nie spotkałam już nigdy drugiego takiego księdza. Dużo zdrówka życzę

KCI ma taką informację STOP Hejt! Czyli nowocześni są bardzo,, a tak naprawdę to bzdura. Opublikowali artykuł o postaci ogólnie szanowanej. Ksiądz został nagrodzony. Ludzie piszą o nim pozytywnie. Czy wszyscy muszą? Każdy kto pamięta księdza rozdającego jabłka, skromnego człowieka, wie, że jest postacią pozytywną. Ale przecież nie wszyscy muszą go znać i lubić. Tymczasem ktoś chory ubliża mu na forum. Nazwisko księdza jest znane, chory z nienawiści człowiek ukrywa się pod anonimowymi nickami. Obrażają drugiego człowieka nie mając mu nic konkretnego do zarzucenia. I co? I nic! Mamy napis:,,Stop hejt" i nic z tego nie wynika. Czy ktoś te wpisy kontroluje? Po co? Jak się zacznie ostra dyskusja to będzie więcej odsłon i interes się kręci. A jakiś czas temu jeden z redaktorów umieścił taki śmieszny wpis, że nie zamieści kompromitującego filmu, który sam autor upublicznił (ostra jazda),bo coś tam coś tam. A tu anonimowe, obraźliwe wpisy moderatora nie ruszają. Po co ten artykuł skoro NIE REAGUJECIE na poniżanie godności drugiego człowieka, człowieka, którego zaprosiliście do waszego artykułu.

Bo widzisz, KCI jest jak PZPR, które jak mówiło, że da 100zł, to mówiło emoji Oni żyją z naszego przepychania się z hejterami, bo chodzi o ilość wejść, a ta jest przetargiem przy ustalaniu cen reklam, a - jak nie trudno zauważyć - KCI to przede wszystkim słup ogłoszeniowy.

Dobry, oddany ludziom i Bogu ksiądz. Jasna twarz kościoła. Na mnie w szpitalu zrobił bardzo pozytywne wrażenie.

Może doczekam dnia kiedy kościół katolicki przestanie istnieć. Patrzę na tą bandę pedofilii, alkoholików którzy pouczaja ludzi a sami są największą zaraza tego świata. Większość księży i biskupów śmieją nam się w oczy, są pewni siebie i aroganccy a to wszystko dzięki niby naszemu wielkiemu Papieżowi który zamiatał pod dywan tych zwyrodnialców. Ludzie żyją w biedzie a te ****y oplywaja w luksusie i gwalaca dzieci. Dla nich jest tylko jedno miejsce. Chłopaki w więzieniu już by wiedzieli co z taką **** zrobić za zniszczenie życia dziecku. Przepraszam za język ale nie można stać obok i mówić że nic się nie dzieje jeśli biskup broni księdze pedofila. Ciekawy jaki był ten Jezus Chrystus może przykład idzie z góry HEHHE.

A my czekamy na "twój dzień". Alkoholicy i pedofile to "produkt" rodzin w których Bóg jest zbędnym dodatkiem..., a nie Kościoła jako takiego. Wszystko inne stoi na głowie Ludzie nie żyją w biedzie, a arogancki i pewny siebie, w sensie swojej głupoty, to ty jesteś. Dla ciebie jest tylko jedno miejsce - to właśnie, które w swoich myślach wskazałeś. Co się w twoim życiu wydarzyło, że jesteś taki nieszczęśliwy i pogmatwany, skąd u ciebie takie kompleksy? I masz rację - zawsze i wszystko można napisać, trzeba było nam zacytować fragment twojej tabliczki mnożenia np., gdzie 2x2=5. Bardzo ci współczuje, że musisz taki być, nawet sam przed sobą.

Skoro jesteś taki szczęśliwy to zapytaj rodziny, dzieci i inne osoby dotknięte przez tych zwyrodnialcow w spódnicy. Już Ci powiem skąd moja wypowiedź prosty, uduchowiony człowieku a no stąd że miałem doczynienia z niektórymi ludzi którzy padli ofiarą takich działań. Jeśli młody człowiek staje się wrakiem nie proś mnie o inny ton wypowiedzi. Dlatego idź do swojego Boga i pomódl się też za mnie może cię wysłucha. Ale gdzie był ten Bóg kiedy ksiądz pedofil dopuszcza się kolejnego gwałtu.

Jedź ty kolego do Holandii lepiej, tam skuteczniej spożytkują twój "byt nieoceniony" - że tak sobie pozwolę zażartować.

Nick dicka- ja też Ci współczuję. Na świecie jest wiele zła i ludzkiej krzywdy. Życie jest okrutne i wielu ludzi różnych zawodów popełnia czyny naganne. Musisz jakoś z tym żyć, choć na pewno jest ciężko.

Spoko masz może rację. Dlatego daje mi wiele satysfakcji pomoc innym a jeśli to jeszcze moja praca i mi płacą to już jest nieźle. Ale współczuc to ja mogę policjantowi który odcina wisielca a nie zwyrodnialcow który świadomie dokonuje gwałtu na dzieciach. Skoro chce być księdzem taka menda to kastracja i problem załatwiony. Nie lubię tego naszego forum ale jak znajomi przysylaja mi link a w nim wiadomość że jakiś ksiądz jest uhonorowany to ja się pytam w jakim kierunku idziemy. Kilka lat temu na studiach natknąłem się na pewny ciekawy artykuł w New York Times. Jak znajdę to zaraz podeślę moze zrozumiecie co niektórzy ze jednak nie jest tak źle że mną i z moją tabliczka mnożenia. Pozdrawiam.

Jak pójdziesz do pierdla za pomówienia wobec księdza Sposoba (nadmienię tylko, że pisemne zgłoszenie już wpłynęło) to my będziemy pełni współczucia dla policjanta, który będzie musiał się z tobą spotkać, także tu się zgadzamy - wpsółczujemy policjantom.

Nick, ludzie szczerze Ci współczują. Nikt Ci nie ubliża, zauważyłeś? Dlaczego piszesz, że współczuć to można policjantowi, a nie zwyrodnialcowi. Nikt nie współczuje zwyrodnialcom. Dlaczego to Ci się skojarzyło? Czy jest jakiś problem? Temat , który poruszyłeś jest bardzo nośny, od kilku dni wszyscy o nim mówią. Ale przecież wiadomo, że takie odrażające sytuacje zdarzają się wśród przedstawicieli różnych zawodów i - niestety- wśród najbliższych, w domach. To jednak nie jest tematem artykułu. Mnie martwi, co Cię spotkało, że pod tekstem o szlachetnym człowieku - uwierz mi: są na świecie ludzie szlachetni, uczciwi, prawi- piszesz o sprawach tak odrażających?

Wspanialy ksiadz zycze mu tylko duzo zdrowia i duzo wypoczynku bo mu sie napradwe nalezy

Ciekawy jestem ilu ma ministrantów w trakcie swojej posługi wyruchał ??? W końcu wśród księży to taki standard , od kościelna tradycja .

Opowiesz nam o tym wypadku?

Nie mierz wszystkich swoją miarą gimbusie.

Chyba jedyny ksiądz z powołania a nie dla kasy.... Skromny do tego jak miał więcej siły jeździł do szpitala rowerem...już chyba nie ma takich duchownych

Był wspaniałym katechetą,zawsze wesoły i nigdy nie krzyczał.

Bo nie można wszystkich wrzucić do jednego worka nie wszyscy są pedofilami. i.

Niesamowicie skromny człowiek. Pomocny chorym. Wielki szacun!

żeby mu tylko nie postawili zarzutów żadnych bo jeżeli się okaże że szanowny ma jednak bardziej barwny życiorys niż nam się wydaje to będzie potem dużo wstydu i odkręcania, że tak nawiąże do obecnych tematów emoji ciekawe akurat dlaczego teraz ten artykuł, dlaczego teraz to honorowe obywatelstwo... akurat teraz? emoji

Nie masz żadnego pojęcia dzieciaku to sięlepiej nie wypowiadaj jaki był ten człowiek. Ile to razy chodziło się za do niego na msze i normalnie się zachowywał.Ciebie pewnie jeszcze w planach nie było lub wisiałeś na firance.

Ta propozycja padła kilka miesięcy temu.

Szanowny Panie/Pani... deklarowanie kogoś tylko dlatego, że jest księdzem to jakieś nieporozumienie.

Właśnie nie tylko dlatego, że jest księdzem...dyletancie emoji

A kiedy, jak umrze?

dodaj komentarz
Średnio co 2-3 tygodnie ktoś z forum jest zgłaszany na policję, wykrywa się ponad 80% przypadków! Większość piszących zostaje ukarana...
Czytaj także