Rejestracja i logowanie

[OPINIA] Popieram postulaty nauczycieli, dlatego... liczę na fiasko strajku

Wydarzenia 15-04-2019 Autor: Krzysztof Szymański
24
[OPINIA] Popieram postulaty nauczycieli, dlatego... liczę na fiasko strajku

Obserwowanie reakcji na strajk nauczycieli ukazuje smutny stan naszego społeczeństwa: Cierpimy na dramatyczny deficyt wyważonych opinii, które zostały zastąpione skrajnymi radykalizmami. W bieżącej kwestii sprowadzając cały problem do wręcz prostackiego: jesteś za, czy przeciw protestowi? Otóż ja, amplifikując paradoks Wałęsy, jestem tak bardzo za, że aż przeciw. Jak to możliwe?

    Mija tydzień od rozpoczęcia strajku a ja nie ukrywam, że dopiero po takim czasie czuję się na tyle rozeznany w temacie, żeby cokolwiek napisać. Sprawa jest na tyle złożona, że - idąc za cudowną radą Ryszarda Kapuścińskiego - układam swoje zdanie dopiero po wcześniejszym poznaniu tysiąca cudzych.

    Znam kilkunastu nauczycieli, na różnych szczeblach kariery, lepiej lub gorzej, kilku z nich pełni stanowiska dyrektorskie. Wśród swoich znajomych mam kilkudziesięciu rodziców i pokaźną grupę uczniów. Nie ze wszystkimi miałem okazję porozmawiać, a niektórzy wcale nie chcieli poruszać tematu strajku, ale wiele opinii udało mi się poznać. Siłą rzeczy, zarówno zawodowo jak i prywatnie, rozmawiałem także z ludźmi niezwiązanymi ze sprawą, ale nadrabiającymi - jak to bywa w Polsce - niepohamowaną potrzebą wypowiedzenia się na każdy temat. Poznałem pełne spektrum opinii - od skrajnie negatywnych po bezkrytycznie laudacyjne. Bardzo często ledwie dało się ich słuchać, jednak każda z tych rozmów składała się na niezwykle pouczającą całość, diagnozującą problem naszego społeczeństwa - cierpimy na dramatyczny wręcz deficyt wyważonych opinii, które zostały zastąpione skrajnymi radykalizmami. W bieżącej kwestii strajku nauczycieli sprowadzając cały problem do wręcz prostackiego: jesteś za, czy przeciw?

    Otóż ja, amplifikując paradoks Wałęsy, jestem tak bardzo za, że aż przeciw. Jak to możliwe?

    W sobotę strajkujący nauczyciele oraz sympatyzujący z nimi nauczyciele i zwykli mieszkańcy wyszli z protestem na ulicę, demonstrując swoje zaangażowanie w akcję na placu Piłsudskiego. Wśród tych, którzy zabrali głos znalazł się odpowiedzialny za oświatę w mieście wiceprezydent Zbigniew Wdowiak. Dosłownie na dzień przed sobotnią akcją jako były jego uczeń wraz z dwoma innymi jego wychowankami, zastanawialiśmy się, jaki może być jego stosunek do strajku. Za każdym razem z pełnym przekonaniem stwierdzałem, że zdecydowanie... nie wiem. Wiadome mi było, że jako były nauczyciel jest on zadeklarowanym przeciwnikiem ostatnich zmian w oświacie, jej organizację ocenia jako złą, jednocześnie z racji tego, że ma na nią (ograniczony, ale jednak) wpływ na swoim poletku, robi wszystko, by funkcjonowała w sposób leibnizowski - najlepszy z możliwych. Poznałem go jako niezwykle inteligentnego człowieka, posiadającego olbrzymią wiedzę cementowaną dodatkowo życiowym doświadczeniem... dlatego właśnie z dużym zdziwieniem przyjąłem jego jednoznaczną deklarację poparcia dla strajku, tym bardziej, że przedstawioną jako - jak można zrozumieć jego słowa - remedium na wszystkie edukacyjne choroby w kraju.

    Bo akcja strajkowa to nie jest nawet aspiryna, choć u wielu uczestniczących i zaangażowanych może wywoływać efekt placebo.

    To, że system edukacyjny w Polsce toczy choroba, jest sprawą oczywistą. Wiele osób, z którymi na ten temat rozmawiałem, zastanawia się, dlaczego nauczyciele strajkują akurat teraz. Pomijając kwestie polityczne, o których będzie dalej, odpowiedź jest prosta: bo choroba weszła w kolejne stadium. Nie trzeba się specjalnie znać na edukacji, żeby w ślad za ZNP nazwać działania minister Zalewskiej "deformą", a nie reformą. Było źle - jest jeszcze gorzej. Większy bałagan, większe koszty, większa dezorganizacja i mniej faktycznej nauki. Jeśli wierzyć doniesieniom medialnym, nawet w rządowych kuluarach mówi się o "straconych rocznikach" uczniów. Nawet jeśli w rzeczywistości nikt tak nie mówił - to jednak powinien zacząć, bo sam natłok młodzieży w szkołach średnich (do pierwszej klasy idą naraz "nowi" ósmoklasiści i "starzy" gimnazjalni trzecioklasiści) skutecznie uniemożliwi odpowiednie się nimi zajęcie, nie mówiąc już o wyszpachlowaniu nierówności programowych.

    - Pani minister była znakomicie przygotowana, wiedziała jak przeprowadzano reformę w Finlandii, ale u nas zrobiła dokładnie odwrotnie - mówił Wdowiak podczas sobotniej manifestacji pod ratuszem (przemówienia i całe spotkanie można zobaczyć w relacji wideo TUTAJ).

    Problem w tym, że postulaty strajkujących są tak samo odległe od tej fińskiej reformy, jak i wprowadzone działania rządu.*

    Wielu przeciwnych nauczycielskiemu protestowi zarzuca, że chodzi tylko o podwyżki. To jest faktycznie pierwszy postulat, ale potrzeba naprawdę dużo złej woli, żeby pomijać pozostałe z nich. Szybkie résumé: żądań strajkujących jest pięć: podwyżka w wysokości 1000 złotych, większe nakłady na oświatę z budżetu, zmiana oceny pracy nauczycieli, zmiana ścieżki awansu oraz dymisja minister Anny Zalewskiej. Wszystkie punkty, poza właśnie tym pierwszym, związane są z wprowadzoną reformą, więc jest to jedynie przywracanie status quo, a nie naprawianie faktycznych problemów edukacji, które się z nim wiążą i funkcjonują w Polsce od lat, dekad wręcz, dużo wcześniej, zanim PiS wygrał wybory.

    Podczas sobotniego spotkania podkreślano wielokrotnie, że walka toczy się nie o zarobki, a o godność, szacunek i poważanie społeczne. Pełna zgoda - nauczyciel to praktycznie z definicji ktoś, kto musi cieszyć się respektem wśród uczniów, co siłą rzeczy wiąże się z respektem wśród danej społeczności. Problem w tym, że szacunek ten znalazł się w postulatach w jednym jedynym aspekcie: finansowym. Nauczyciele nie postulują o zwiększenie wymagań dla aspirujących do zawodu, żeby nie wpuszczać do swojego grona przypadkowych, rozwadniających ich prestiż osób (tak działa to w Finlandii), nauczyciele nie postulują o zwiększenie możliwości podnoszenia swoich kwalifikacji, by być lepszymi pedagogami (tak działa to w Finlandii), nie postulują o podkręcenie jakości studiów pedagogicznych tak, żeby dawały jakość kształcenia atrakcyjną dla niemal wszystkich pracodawców, nie tylko tych związanych z edukacją (znów - tak działa to w Finlandii), nie postulują o decentralizację nauczania i dużą autonomię we wprowadzaniu autorskich programów (tak, tak - Finlandia). A przecież właśnie to wpływa na pozycję, jaką cieszą się nauczyciele fińscy i dopiero w ślad za tym idą pieniądze - choć wcale nie zarabiają tam oni wyjątkowych kwot, ich pensja wynosi jedynie nieco więcej niż średnia krajowa. Postulat podniesienia zarobków - choć ze wszech miar słuszny - w oderwaniu od punktów odniesienia jest jak walka z ubóstwem za pomocą wprowadzania zakazu ubóstwa. Podnieśmy nauczycielom pensje i patrzmy, jak... zupełnie nie zyskują w oczach społeczeństwa.

    Tym bardziej, że ostrze trwającego protestu wbrew jego założeniom nie jest w ogóle wymierzone w rząd, a rani wyłącznie uczniów. I w ogóle nie dziwię się rodzicom (choć nie mogę się z nimi zgodzić), którzy na strajkujących nie zostawiają suchej nitki, wyrzucając im hipokryzję. Bo jak inaczej odbierać sytuację, gdy nauczyciele z wymalowanymi na ustach hasłami walki "o dobro ucznia" jednocześnie odmawiają temu uczniowi możliwość zaliczenia egzaminów i kontynuowania nauki? To tworzy lukę dla znienawidzonego rządu, który wjeżdża cały na biało, ratując sytuację i przekuwając cały kryzys na swoją korzyść. Ja wiem, że w hasłach nauczycieli chodzi o hipotetycznego ucznia - tego z przyszłego roku, czy z dekady wprzód, tylko żyjemy w czasie teraźniejszym - i kogo dzisiaj obywatele obarczą winą za "stracony rocznik"? Przykro jest patrzeć, jak słuszna idea zostaje wykorzystana politycznie i jak środowiska nieprzychylne PiS-owi dopisują do postulatów ukryty szósty punkt "wykolejenia rządu" - bo trzeba naprawdę być ślepym, by tego nie zauważyć. Przecież i rok strajku nie jest przypadkowy (wybory - podwójne!) i miesiąc (egzaminy). Gdyby ZNP faktycznie działał bez porozumienia z opozycją, to czy nie zapowiedziałby strajków od - powiedzmy - nowego roku szkolnego? Wtedy zostają miesiące na przygotowanie rodziców i samorządów do sytuacji, zminimalizowane zostałyby problemy z egzaminami a i przekonanie społeczeństwa do swoich racji byłoby prostsze. A tak mamy w dużej mierze oburzenie obywateli, oburzenie nauczycieli na oburzenie obywateli i rząd, który bierze wszystkich na przeczekanie wykorzystując oburzenie obydwu stron do tworzenia własnej narracji.

    Wszystko, co się teraz dzieje to robiony na szybko strajk przeciwko robionym na szybko reformom. To jest absurd, a widząc dodatkowo kolejne osoby, które jedynie ślizgając się po istocie problemu opowiadają się kategorycznie "za" lub "przeciw" (i co gorsze oczekują tego od swojego otoczenia), budzi się mój zdroworozsądkowy opór - co znamienne poczęty w czasach szkoły średniej, właśnie między innymi dzięki obecnemu wiceprezydentowi Wdowiakowi. Przecież ten strajk do niczego (dobrego) nie prowadzi! W kakofonii ujadania jednych na drugich słyszę jednak cichy szept wypowiadany mądrymi ustami. Zupełnie poza głównym nurtem sporu trwa akcja będąca zaledwie odpryskiem mainstreamowych działań, a której autorzy jako jedyni słusznie zdiagnozowali sytuację - mówię tu o Naradzie Obywatelskiej o Edukacji.

    - Mamy świadomość, że problemy, które doprowadziły do protestu są znacznie szersze niż niskie zarobki w oświacie. To samo można powiedzieć o rozwiązaniach – one także muszą znacznie wykraczać poza postulowane podwyżki wynagrodzeń - wyczytać można na stronie akcji. - Warto wykorzystać moment, w którym kwestie edukacji w wielu domach, szkołach, społecznościach znajdą się w centrum uwagi, aby poważniej i co najważniejsze - wspólnie pochylić się nad nimi. Namysł w tej sprawie (podobnie jak w wielu innych publicznych kwestiach) nie może ograniczać się do urzędników, polityków i ekspertów. Kształt edukacji jest formą umowy społecznej, która angażuje wiele środowisk i powinna być wypracowywana razem z nimi.

    Jako obywatel chcę taką akcję w swoim mieście. Nauczyciele, dyrektorzy, panie prezydencie - podejmiecie wyzwanie?

[EDIT:] Wiceprezydent Zbigniew Wdowiak odniósł się do sprawy pisząc list otwarty. Przeczytać można go W TYM MIEJSCU.


*O systemie edukacji w Finlandii przeczytać można w książce człowieka, który brał udział w tworzeniu tamtejszej reformy - Pasi Sahlberga, pt. "Finnish Lessons 2.0. What can the world learn from educational change in Finland?", nie wydanej niestety po polsku, ale za to dostępnej w całości za darmo w internecie, np. TUTAJ.

komentarze (24)
Dodaj komentarz

Rodzice was podsumowują i zobaczycie jak wrócicie do pracy po strajku.

Widać, że u Krzysztofa Sz. wena jest King Konga (to cytat, zgadnijcie czyj), ale do niczego dobrego to nie prowadzi. Ten felieton to deforma felietonu! Napuszone, nienaturalne słownictwo, a jednocześnie brak jakiejkolwiek innowacyjnej treści. Błędy językowe pominę, bo napisał o nich The Natoorat (którego styl pisania jest zresztą równie irytujący jak u autora felietonu), ale, proszę Państwa, metafor, nawet tych najbardziej zużytych i stereotypowych, nie ujmuje się w cudzysłowy. Stracony rocznik, nowi ósmoklasiści, starzy gimnazjaliści - cydzysłowy zbędne i irytujące. Ten nadmiar cudzysłowów to pierwszy defekt tekstu, króry rzuca się w oczy już po pierwszym spojrzeniu. Przemyślenia niestety są bardzo płytkie, na siłę sformułowane przy użyciu długich, pseudoerudycyjnych zdań. Dobrzy autorzy potrafią pisać o sprawach skomplikowanych prostym językiem, ci mniej dobrzy - dokładnie odwrotnie. Dodatkowo chaotyczne wymieszanie zwrotów i wyrażeń pochodzących z wysokiego i niskiego rejestru językowego oraz żargonu biurokratycznego w tekście, który z założenia nie jest satyryczny, daje wyjątkowo komiczny efekt nieporadności stylistycznej.

Czytelniku - czasem bardzo się staram żeby irytować... Jakoś trzeba się przebić, prawda ? emoji A poważniej - dziękuję !

"zwykły, prosty czytelnik" emoji

Doprawdy, nie rozumiem, dlaczego nauczyciele nie mogą walczyć po prostu o podwyżki, czy to naprawdę coś złego? Idee są fajne, gdy nie trzeba się martwić o pieniądze. To prawda, że oczekiwania finansowe postawione przez ZNP są zaporowe, a stanowisko "ani kroku wstecz", mogą być irytujące, ale doskonale rozumiem frustrację nauczycieli, którzy tak postawili sprawę. Rząd zwyczajnie sobie z nich zakpił, publicznie obśmiał, pośrednio dając do zrozumienia, że ma do czynienia z debilami. Nastąpiło to z chwilą, w której wbrew wcześniejszym zapewnieniom, że w budżecie nie ma pieniędzy na podwyżki, nagle takowe znalazły się na potrzeby kampanii wyborczej (i oczywiście nie dla nauczycieli). Osobiście nie lubię, gdy ktoś robi ze mnie idiotę, dlatego - o ile wcześniej żądania nauczycieli, były mi obojętne, bo traktowałem je jako głos kolejnej niezadowolonej grupy zawodowej - to od tego momentu jestem po stronie nauczycieli. Bo cała ta sytuacja, to mniej więcej tak, jakby szef nie wypłacał Ci pensji, twierdząc, że nie ma pieniędzy, że kasa firmowa jest pusta, a z drugiej strony budowałby sobie nowy dom pod miastem, zakładając, że żaden z pracowników się nie zorientuje, a jeśli nawet, to nikt nie będzie miał tyle odwagi, żeby powiedzieć szefowi, że jest zwykłą świnią. Od wielu lat nie dostaję żadnej podwyżki (poza ustawową), znalezienie nowej sensownej pracy - dla osoby z wyższym wykształceniem i określoną specjalizacją - to wbrew pozorom też nie taka prosta sprawa, jakby wielu chciało to widzieć. Dlatego trochę zazdroszczę nauczycielem, że mają taką możliwość, aby razem walczyć o polepszenie sobie życia. Oczywiście, żal dzieci, a moment rozpoczęcia strajku ma ewidentnie podłoże polityczne, wszak teraz, przed wyborami, nauczyciele mogą najwięcej "ugrać". Ale niestety też najwięcej stracić. I tak pewnie będzie. Niemniej ich protest dzięki takiemu doborowi terminu jest zauważalny, a to też nie jest bez znaczenia. Gdyby strajk nauczycieli zorganizowano np. w wakacje, nikt by tego specjalnie nie zauważył. Oglądalibyśmy protest w telewizorach podczas wieczornych wiadomości i po kilku minutach, znudzeni, kończylibyśmy ów protest poprzez zmianę kanału. Taka prawda.

Jesteś za strajkującymi nauczycielami - tzn. jesteś za tym, aby uczniom, kończącym podstawówki i gimnazja uniemożliwić zdanie egzaminów a maturzystom kazać powtórzyć rok nauki ? Bo w ten sposób nauczyciele mogą więcej ugrać ? Zauważyłeś, że nauczyciele praktycznie nie mają już szans na wygraną, że z każdym dniem tracą więcej - nie tylko w wymiarze finansowym. Ale umknęło Ci, że na stole rozmów leży pakiet rządowych propozycji, chyba najlepszy w historii polskiej oświaty. Że nauczyciele to specyficzna grupa zawodowa ciesząca się szczególnymi przywilejami... W końcu - że nauczyciele nie mają nic kompletnie do powiedzenia w kwestii swojego protestu a całością manipuluje pan Broniarz z ZNP... On i tylko on podejmuje wszelkie decyzje... Lecz nie martw się - nauczyciele też tego nie widzą - a mienią się być intelektualną elitą. Tymczasem Broniarz prowadzi ich w przepaść jak pastuszek z fujarką naiwne owieczki.

Każdy zarabia mało przy dzisiejszych kosztach utrzymania, ale nauczyciele stracili szacunek, godność i autorytet w momencie, kiedy wzięli uczniów za zakładników. Kim trzeba być, aby uniemożliwić uczniom podejście do egzaminów, a zastępcze osoby do komisji wyzywać od łamistrajków? To jest karygodne. Przecież to jest najlepszy dowód na to, że Ci właśnie nauczyciele są niegodni bycia nauczycielem i powinny być wyciągnięte konsekwencje względem tych osób. Dlatego właśnie nauczyciele stracili prawo do jakichkolwiek żądań i oczekiwań. Przez to właśnie zachowanie społeczeństwo odwróciło się od nich. Dochodzą do tego inne mankamenty, które wyszły podczas strajku typu 3-4 godz w szkole, korepetycje, płatne urlopy około 50 dni w roku i inne ich kłamstwa, którymi karmili wszystkich, itp. Jestem ciekaw czy w święta będą strajkować, czy może będą 100% łamistrajkami i stracą już resztki godności??? Święta to będzie wielki test dla tej "inteligencji", bo skoro nie mogą zawiesić strajku na czas egzaminów, to na czas świąt już absolutnie nie mogą i dyżury w święta powinni mieć od 7-18, aby choć minimalnie wyjść z twarzą.

Stop dofinansowania szkoły przez nauczycieli! Od lat kradniemy z domu i wynosimy do szkoły i za to spotyka nas hejt i lekceważenie. Nie wiem jak wy, ale ja zaczynam pracować w myśl zasady - jaka płaca, taka praca.

ciekawe co p ukradła

A może ta płaca jest odzwierciedleniem pracy.

Stop kłamstwom nauczycieli !!!!!!!!!!

czy nauczycielka może napisać coś od siebie, czy tylko potrafi przepisać nie swoje wnioski z artykułu WP Wiadomości.

O czym tu deliberowac, strajk polityczny. Padło ostatnio pytanie w debacie w tv :komu ostatnio Rząd dał tyle podwyżki 15 % a no nikomu. Nie chcą kasy , niech innej grupie społecznej dadzą a naszych maturzystów niech nie terroryzuja.Niech nasze dzieci napiszą w końcu spokojnie egzamin maturalny!

Szanowny Panie Krzysztofie ! Jeden z bohaterów "Ziemi Obiecanej", Karol Borowiecki tak zwraca się do niejakiego Kesslera: "ma pan rację i nie ma pan racji (...)" Ta wypowiedź Borowieckiego ma ciąg dalszy, dosyć obrazowy... Drogi Redaktorze - szacunek mam "dla", respekt czuję "przed". Subtelna, ale znacząca ta różnica polega na innym wydźwięku emocjonalnym, proszę więc nie nazbyt ufać słownikowym, uproszczonym definicjom. Również - jaki efekt przyniesie wzmocnienie - amplifikacja, jak ładnie Pan to ujął - nonsensu ? Nonsens do kwadratu ? Słowa Wałęsy wykraczają poza jakąkolwiek logikę, nie tylko formalną, nawet poza logikę rozmytą - pozbawione są jakiegokolwiek sensu. Oczywiście, Wałęsa, jako człowiek prosty, ma prawo nie znać słów takich, jak np. ambiwalencja, czy nie potrafić użyć zwrotu: "mieszane uczucia". Ale nawet - mówienie o amplifikacji ambiwalentnego stosunku czy mieszanych uczuć jest mocno karkołomną konstrukcją stylistyczną, nieprawdaż ? I jeszcze jedno - czy wartości takie jak godność czy szacunek można "dzielić na aspekty", szczególnie wyróżnić "finansowy aspekt szacunku" lub "finansowy aspekt godności" ? Ja, osobiście, nigdy dotąd z czymś takim się nie zetknąłem. Kiedyś Kazimierz Grześkowiak, w pewnej swojej balladzie śpiewał: "bracia szacunek mają i sławę, we dwóch rozpędzą każdą zabawę", ale w tym tekście użycie słowa "szacunek" należy chyba traktować z przymrużeniem oka. Tu, zdaje się, pasowałby ów respekt właśnie, prawda ? A tak, dla przemyślenia - jak Pan pisze, niemalże w toku kampanii wyborczej pojawia się żądanie "po tysiąc" na głowę... Żądanie absurdalne - czy każdy nauczyciel zasługuje na natychmiastową, bardzo wysoką (w społecznym znaczeniu) podwyżkę ? Żądanie nie do spełnienia - żaden rząd przy zdrowych zmysłach, w żadnym cywilizowanym państwie nie ugiął by się i podobnego żądania by nie spełnił. W końcu - żądanie nie podlegające żadnym negocjacjom... Jak Pan myśli - dlaczego takie żądanie zostało wysunięte ? A jak wyobraża Pan sobie sytuację społeczną w przedwyborczej Polsce, gdyby egzaminy gimnazjalne i kończące szkołę podstawową się nie odbyły ? Widzi Pan związek między tymi kwestiami ? Wielki Szu mawiał: patrz na rzeczy a nie na przedstawienie... Pozdrawiam !

Ugiąłby - piszemy razem, niepodlegający - też (jeśli chodzi o imiesłowy przymiotnikowe reguły niedawno się zmieniły)... Może trzeba pomyśleć zanim zacznie się pouczać innych..

Słownik, The Natoorat obroni się sam, jego tekst również, a Ty masz coś ciekawego do powiedzenia? Czasem błędny tekst pojawia się przy pisaniu na komórce. The Natoorat- gratuluję mądrej refleksji. Nic już dodać nie można

Nie ośmieliłbym się pisać o błędach Naturata, gdyby on sam nie wytykał błędów językowych redaktorowi. Wychwycenie ich świadczy wprawdzie o dużej świadomości i wrażliwości językowej, ale maniera pouczania może drażnić. Czyżby nauczyciel ?

Dziękuję ! Nie popełnia błędów ten, kto nic nie robi... Spróbuję jednak przykłożyć więcej uwagi do gramatyki. Ale te zmieniające się reguły - do dzisiaj z trudem akceptuję "kutnianina", "modowe wpadki" i "siłowe rozwiązania"... Reguły się zmieniają, nawyki trudno wykorzenić. Jeżeli, natomiast, chodzi o pouczanie - nic takiego nie było moim zamiarem. Odniosłem wrażenie, że niektóre konstrukcje językowe w tekście p. Krzysztofa są dla mnie dosyć dziwaczne, utrudniają mi odbiór treści i dlatego zwróciłem na to uwagę - mam nadzieję, że nie urażając nikogo. Dziękuję za miłe słowa a przede wszystkim rzeczową krytykę...

Dobrze przemyślany text. Nie sposób się nie zgodzić.

panie Szymański tego gniota to powinien pan wysłać na prywatny adres e-mailowy do swoich pracodawców.zamiast oświaty w Finlandii powinno pana zainteresować wolność prasy w Finlandii.powiatowy dziennikarz zabrał głos -klękajta narody!!!

Napisane jakby dziennikarz Trybuny Ludu pisał do Sekretarza KC PZPR. czytać-nie komentować!!!.

A moim zdaniem to całkiem ciekawy, wyważony artykuł. Ten strajk ma słuszne idee, ale paradoksalnie jest na rękę rządzącym. Winą zostaną obarczeni protestujący. Ten strajk obnażył też hipokryzję osób o skrajnych poglądach. Zastanawiam się, czy nauvzycielom nie odechce się organizować wycieczek, na których odpowiadają za bezpieczeństwo uczniów 24 h na dobę, wyjścia do kina itp. Kwiatów też nie powinni przyjmować itd. Można też odnieść wrażenie, że niektórzy traktują przedszkole/szkołę jak przechowalnię dzieci... Przykre to wszystko.

Ten strajk nie jest poparty żadną ideą - to ewidentna manipulacja nauczycielami, wykorzystująca ludzką pazerność. ZNP cynicznie postawił niemożliwe do spełnienia żądanie licząc na to, że nieuchronny wybuch strajku uniemożliwi egzaminy gimnazjalne i końcowe w szkołach podstawowych co wywoła antyrządowe nastroje. A to z kolei da kapitalny argument opozycji - za przeprowadzenie egzaminów odpowiada MEN, który nie wywiązał się z obowiązków wobec społeczeństwa i straciła na tym młodzież szkolna. Cyniczna zagrywka - nie żadne idee...

trudno się nie zgodzić. Generalnie jest to rodzaj swoistego majdanu. Próba destabilizacji sytuacji przed wyborami. Kulawa o tyle że manipulowana przez środowiska PO pochodne które same latami albo zwalniały nauczycieli albo nie dawał podwyżek a to wszystko za aprobatą towarzysza Broniarza. Biedni nauczyciele dali się zmanipulować i wmanipulować , teraz są narzędziem a będą ofiarami tej akcji bo to na nich skupi się prędzej czy później gniew rodziców. Zresztą rząd też to cynicznie wykorzystuje. Dlaczego odkłada rozmowy na po świętach? Ano liczy na presje społeczeństwa. Teraz ludzi podchodzą do tego tak bardziej na lajcie. Są tacy którzy nawet się cieszą . Znam takich którzy pozabierali dzieciaki na zaległe urlopy , ferie . Ale po świętach nastawienie się zmieni. Ludzie będą chcieli wrócić do normalnego porządku a w sytuacji gdy nauczyciele dalej będą strajkować nie będzie to możliwe. Wtedy się zacznie jazda po nauczycielach na maxa i na to liczy Rząd.

dodaj komentarz
Średnio co 2-3 tygodnie ktoś z forum jest zgłaszany na policję, wykrywa się ponad 80% przypadków! Większość piszących zostaje ukarana...
Czytaj także