Rejestracja i logowanie

[AKTUALIZACJA] "Między słowami" - Jakub Żulczyk w CTMiT

Kultura 25-10-2017 Autor: jej
2

Gościem kolejnego spotkania "Między Słowami" był Jakub Żulczyk - pisarz, scenarzysta, felietonista i dziennikarz, choć do drugiego określenia podchodzi z dystansem. Dziś w Centrum Teatru, Muzyki i Tańca mówił o swojej najnowszej książce "Wzgórze psów" i nie tylko. Spotkanie prowadziła Ola Kołodziejek.

Pochodzący z Mazur współtwórca scenariusza serialu "Belfer", Jakub Żulczyk zadebiutował w 2006 r. w wydawnictwie „Lampa i Iskra Boża” książką młodzieżowo romantyczną "Zrób mi jakąś krzywdę". Autor powieści: Radio Armageddon" (2008; przeniesiona na deski Teatru Współczesnego we Wrocławiu w 2014), "Instytut" (2010) i "Ślepnąc od świateł (2014, nominowana do Paszportów Polityki i do Gwarancji Kultury) oraz dwóch części fantastyczno-przygodowego cyklu "Zmorojewo". Jako publicysta współpracował również z „Polityką”, „Wprost”, „Dziennikiem” i „Playboyem”. I o (nie)dziennikarstwie Żulczyka rozpoczęła się rozmowa:

- Pisarz, dziennikarz, scenarzysta, chociaż właściwie odwrotnie: pisarz, scenarzysta, dziennikarz - tak bym dzisiaj bardziej powiedziała, bo chyba dziennikarstwo trochę poza tobą pozostało? - pyta Ola Kołodziejek.

- Nie uważam żebym był dziennikarzem kiedykolwiek. Dziennikarz moim zdaniem to jest człowiek, który dowiaduje się jakiejś informacji, której nikt przedtem nie wiedział, w skrócie mówiąc "po łepkach" i potem tę informację puszcza w świat, dowiaduje się czegoś - to jest dziennikarz. Ja nigdy nie robiłem takiej roboty dziennikarskiej, tak samo jak nie siedziałem w redakcji i nie robiłem tyłkogodzin, nie łamałem tekstu itd - wyjaśnia Jakub Żulczyk.

- Ale z wykształcenia jesteś dziennikarzem?

- Trudno powiedzieć czym ja jestem z wykształcenia. Z dziennikarstwa dochrapałem się licencjatu, ale ciągle studiuję kulturoznawstwo o specjalizacji amerykanizacji. Jestem amerykanistą z wykształcenia - wyjaśnia pisarz, scenarzysta.

Zastanawialiście się kiedyś ile zarabiają pisarze? O tym była mowa chwilę później:

- Ludzie strasznie ekscytują się zarobkami pisarzy. Raz na jakiś czas przetacza się taki temat przez media: ile właściwie zarabiają pisarze? Ludzi to ciekawi: ile pisarz zarabia na książce? Tymczasem jest to zawód, w którym jest ogromna dysproporcja zarobków i o ile jest jeszcze zawód scenopisarski i tam jest jednorodny garnitur pieniędzy - inne pieniądze dostanie ktoś początkujący, a inne ktoś, kto ma nazwisko, markę, zrobił dużo rzeczy itd. Ale wszystko to się porusza po jednym polu, jeśli rozumieją państwo o co mi chodzi. Natomiast jeśli chodzi o pisanie książek, to są ludzie, dla których jest to działalność czysto hobbystyczna, są też ludzie, którzy naprawdę nieźle na tym wychodzą, a to wszystko tak naprawdę jest związane ze sprzedażą. Nic innego nie ma na to wpływu - wyjaśniał Żulczyk.

Tyle o kasie, a po niej o książkach, m.in. "Ślepnąc od świateł" - powieści, na podstawie której razem z Krzysztofem Skoniecznym Jakub Żulczyk napisał sześcioodcinkowy miniserial dla telewizji HBO.

- Na ekranie HBO będzie wiosną przyszłego roku. Nie mogę za dużo powiedzieć, bo jestem obwarowany karami umownymi. [...] Ale mogę powiedzieć, że jest na co czekać, bardzo jestem z tego zadowolony. Jak chyba z niczego innego, co zrobiłem w swoim życiu. Na pewno jest na co czekać. Dużo ludzi będzie zaskoczonych, zdziwionych, zdegustowanych, może zafascynowanych. Na pewno będzie to budziło skrajne emocje - zwiastuje pisarz.

Debiutem Jakuba Żulczyka była wydana 2006 roku niewielkich rozmiarów książka wydana przez "Lampę" pt. "Zrób mi jakąś krzywdę, czyli wszystkie gry wideo są o miłości", o której również była mowa. Okazało się, że pozycja jest teraz białym krukiem, a cena jej egzemplarzy osiąga cenę 200 zł, choć Żulczyk nie ma z tego ani grosza.

- "Gdzie można kupić "Zrób mi jakąś krzywdę"?" - to pytanie, które jest mi zadawane niemal codziennie. Żadnego innego typu wiadomości nie dostaję tak często - o skali zjawiska mówi Żulczyk.

Ostatnią książką pisarza jest wydany wiosną tego roku mrocznym thriller "Wzgórze psów".  Zaskakująca, niepokojąca, wciągająca od pierwszej strony, poruszająca mnóstwo wątków, będąca lawiną opowieści zajmujących 862 strony... Objętość nie raz była powodem do pytań. Co na to autor?

- Pytanie "Dlaczego pan napisał taką grubą książkę?" to dla mnie jak: "o, buty pan dzisiaj ubrał!" albo: "o, słońce dzisiaj świeci". Książka była jeszcze dłuższa, ale mam bardzo agresywną redakcję i wydaje mi się, że jak napisałem pierwszą wersję, to wywaliłem z niej połowę.

- Dlaczego napisanie tej książki było dla ciebie takie ważne? - pytała Ola Kołodziejek.

- Jest sporo powodów. Na pewno chciałem napisać książkę, która działaby się w miejscu, z którego pochodzę, czyli na Warmii i Mazurach, bo o jest jednak jest świat, który znam najlepiej. [...] Drugim była chęć zamiany tego świata w literaturę., tzn. nie zrobić mu zdjęcie, nie zrobić rozliczeniową książkę jak to jest naprawdę na Warmii i Mazurach i zrobić reportażową interwencję, tylko zamienić w zupełnie inny świat. Powiedzmy literacką fikcję, ale o wielu walorach prawdy. A po trzecie chciałem napisać książkę o przemocy przede wszystkim. Jakim narzędziem jest przemoc w przekształcaniu świata? - wyjaśniał Jakub Żulczyk.

Czytaliście "Żulczyka"? Co sądzicie o jego książkach?

komentarze (2)
Dodaj komentarz

A coś więcej? O czym rozmawiano? Cytaty? Cokolwiek ze spotkania?

Panie Zenonie, czy pisać ciąg dalszy? emoji

dodaj komentarz
Czytaj także