Rejestracja i logowanie

Spotkanie z Filipem Springerem. „Podążam za miejscem, a nie za człowiekiem”

Kultura 19-01-2019 Autor: ez.
5

Reporter, fotograf, dziennikarz, felietonista, autor książek poświęconych przestrzeni i architekturze. Nominowany do najważniejszych nagród literackich w kraju. Mowa o Filipie Springerze, którego gościł dziś o 18 Kutnowski Dom Kultury w ramach Festiwalu na Faktach. Był on rozmówcą Olgi Gitkiewicz i opowiedział o swojej twórczości: jak postrzega siebie jako reportera, a jak jako pisarza, czym jest dla niego przestrzeń, a czym architektura.

Zapytany na samym początku o to, które z powyższych określeń jest mu najbliższe odpowiedział, że nie wzbrania się już przed określeniem siebie jako pisarza.

- Nauczyliśmy się od starszych kolegów z Gazety Wyborczej, że reporter nie jest pisarzem. Dziś uważam, że jest. Przełom nastąpił całkiem niedawno, zacząłem rozumieć, że nie ma sensu wydzielanie gatunków, przestały interesować mnie granice gatunku i tego konkretnego również. Uważam, że to co robię to opowiadanie historii i ja akurat korzystam z narzędzi dziennikarskich do tego - zaczął Filip Springer.

Wpisując w wyszukiwarkę Filip Springer najczęściej pojawiającymi się hasłami są przestrzeń, krajobraz, architektura, miasto oraz tłumacz architektury i kolekcjoner wizualnych absurdów. I z tym dzisiejszy gość może się zgodzić, ponieważ architekturą i krajobrazem opowiada historie i w nich stara się te historie odnaleźć.

- Konsekwencjami tego są zdjęcia brudnych ulic, rozpadających się budynków czy śmieci otagowane moim nazwiskiem na facebook'u. Dostaję masę zdjęć brudu, syfu, kiczu z dopiskiem „skojarzyło mi się z tobą” - opowiadał Springer.

- Dla mnie punktem wyjścia jest przestrzeń, a architektura jest dla mnie narzędziem formowania tych przestrzeni - dodał.

Następnie opowiedział nieco o książce „Miedzianka. Historia znikania”, której bohaterowie interesowali pisarza dopóki ich losy związane były z tytułową kopalnią. Podkreślał, że nie idzie za człowiekiem, a za miejscem. To w miejscach „upycha” ludzi.

Prowadząca zapytała go także o to, dlaczego od 2,5 roku nie wydał ani jednej książki. Springer opowiedział o konieczności zmiany życia - urodziło mu się bowiem dziecko.

- Uwielbiam pracować. Wszystkie kolejne książki wynikały z głodu pisania i możliwości pisania. Ale taki tryb życia prowadzi do tego, że człowiek zaczyna się męczyć. Książka  „Miasto Archipelag. Polska mniejszych miast” wydana w 2016 r. była przełomowa nie tylko dlatego, że wtedy urodziło mi się dziecko, ale było to męczące doświadczenie reporterskie, jakie kiedykolwiek miałem. Sama ta podróż trwała 6 miesięcy, zbieranie materiałów trwało od rana do wieczora. Byłem po tym skrajnie zmęczony fizycznie i psychicznie - relacjonował.

Od tego momentu pracuje 8 godzin, no chyba, że wyjeżdża za granicę w poszukiwaniu materiałów do nowej książki. I tak było z książką, która ukaże się jeszcze w tym roku.

komentarze (5)
Dodaj komentarz

Z tym wąsem to już nie Filip Springer, ale Janusz Springer.

Brawa dla KDK ale z ostateczną oceną wstrzymam się do następnej edycji... Reportaż to nie tylko GW i lewa strona.

GW to lewa strona? Proszę nie żartować.

Ja bym nazwał ten festiwal ,,Mariusz Szczygieł i reszta”, bo tylko on był godny uwagi. Pozostali to tylko tlo, co pokazała frekwencja. Mimo wszystko, oceniam pomysł i realizację na 4 i polecam wprowadzić więcej pluralizmu emoji

A ja oceniam festiwal na 6, a Szczygła nawet na 7. Brawa dla Oli Kołodziejek za pomysł i realizację. Pełen profesjonalizm. Polecam jeszcze Tochmana, dzisiaj będzie spotkanie z nim. Zaciekawił już wczoraj jako prowadzący rozmowę z Grzebałkowską.

dodaj komentarz
Średnio co 2-3 tygodnie ktoś z forum jest zgłaszany na policję, wykrywa się ponad 80% przypadków! Większość piszących zostaje ukarana...
Czytaj także