Rejestracja i logowanie

[ZDJĘCIA] Magdalena Zawadzka w CTMiT. „Absolutnie nie jestem celebrytką”

Kultura 28-11-2018 Autor: toza
0

Aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna. Dziś gościem „Podwieczorka z…” była Magdalena Zawadzka. Spotkanie prowadził Leszek Bonar, a sama artystka chętnie opowiadała o swoim dzieciństwie czy o swojej recepcie na optymizm i uśmiech.

- Nie mogę powiedzieć, że jestem niespełniona. Ale, że taka spełniona? Tak to chyba można powiedzieć dopiero nad grobem. Ciągle jestem ciekawa tego co będzie i, może naiwnie, liczę na to, że będzie dobrze – mówiła na początku spotkania Magdalena Zawadzka.

Dodała, że to, co wydarzyło się w jej życiu dotychczas, zarówno zawodowo, jak i prywatnie, jest dla niej bazą wielkiego szczęścia. Na życie stara się patrzeć z optymizmem i stara się, by każdy dzień był dla niej dobry pod każdym względem.

- Żeby czerpać z życia i czerpać z tego szczęścia trzeba temu szczęściu wychodzić naprzeciw. Czy pani stara się wykazywać aktywność w tym kierunku?

- Może nie jestem tak aktywna jak inne osoby, które pchają się łokciami, rozpychają i walczą. Do tego trzeba mieć odpowiedni charakter, ja go nie mam. Po prostu uważam, że najważniejsze jest życie. Wszystko inne, te ważne sprawy, są jego częścią. Są ludzie, którzy są pracoholikami i uważają, że wszystko co zrobią, że będą pracować, zdobywać, szaleć, za wszelką cenę do przodu – że to jest ich szczęście i cel. Moim celem jest przeżyć każdy dzień w taki sposób, żeby wieczorem nie było mi przykro i smutno, że coś zawaliłam, że może celowo zrobiłam komuś krzywdę. Niechcący, wiadomo, popełniamy błędy, ale jeśli umiem sama przed sobą się do tego przyznać, kogoś z tego powodu przeprosić, poprosić o wybaczenie to już wiem, że ten dzień był dobry. Ale staram się iść po tej „jasnej stronie ulicy” – mówiła.

- Absolutnie nie jestem celebrytką, jestem po prostu zawodową aktorką. Ale w mój zawód jest wpisane to, że ktoś gdzieś mi zrobi zdjęcie, ktoś się ze mną sfotografuje, że jestem mile widziana w niektórych miejscach. Nie idę w te miejsca kiedy nie mogę lub kiedy nie chcę. Wtedy zawsze znajdę wymówkę. Ale jeżeli mam na coś ochotę to nie stronię przed tym. Ale to nie jest główne moje życiowe zajęcie a moim głównym celem nie jest, żeby wszędzie pokazać gębę – mówiła Magdalena Zawadzka.

Po tych słowach tłumnie zgromadzona publiczność nagrodziła ją gromkimi brawami.

- A jak to wszystko się zaczęło? Czy miała pani dzieciństwo, które przygotowywało panią do uczestnictwa w życiu kulturalnym? – pytał Leszek Bonar.

- Jestem z domu inteligencji pracującej, czyli ludzi, którzy swoją pracą zarabiali na życie i musieli bardzo główkować, żeby z tych pensji wyżyć. Dziadkowie byli bardzo zamożni, gdyby nie wojna to byłabym teraz bardzo bogata z domu. Ale moi rodzice to już pokolenie powstańców warszawskich, młodych ludzi, którym wojna całkowicie zdemolowała życie, a potem zdemolowały im życie następne układy polityczne, do których nie mieli ochoty wstąpić – opowiadała Magdalena Zawadzka.

Podkreślała, że jej dom był domem ludzi uczciwych w swoich przekonaniach, decyzjach i życiowych przedsięwzięciach. Oprócz tego jej rodzice kochali kulturę. Mówiła, że jako dziecko marzyła o pewnej wyjątkowej lalce, jednak rodzice nie mieli pieniędzy, by ją kupić.

- Nigdy jej nie dostałam, bo rodziców na tę lalkę nie było stać. Była zwyczajnie bardzo droga. Ale za to miałam wszystkie możliwe piękne książki, zabierali mnie na koncerty, do teatru, do kina. Wszystkie moje kulturalne potrzeby zaspokajali. Jeżeli marzyłam o tym, żeby być w kółku baletowym, to natychmiast zaprowadzili mnie za rączkę i podpisali, że dwa razy w tygodniu będę brała udział w zajęciach – mówiła aktorka.

To oczywiście tylko krótki wyrywek dzisiejszego spotkania, lecz na jego podstawie widać, jak ciekawie i inteligentnie Magdalena Zawadzka opowiada o sobie i swoich spostrzeżeniach na świat. Tym bardziej każdy kto nie był ma powody, żeby żałować.

Komentarze
komentarze (0)
Dodaj komentarz
dodaj komentarz
Czytaj także