Rejestracja i logowanie

Lipiński na ławie oskarżonych

Region 20-06-2017 Autor: mk
0


Wreszcie. Po wielu perturbacjach związanych ze zwolnieniami lekarskimi składanymi przez Krzysztofa Lipińskiego, proces zawieszonego burmistrza w końcu wystartował. Jako pierwszy na pytania sądu odpowiadał Jan Budziński.
Pierwsza rozprawa odbyła się dziś.

Jednak już na jej początku nie było wiadome, czy nie będzie musiała zostać przesunięta po raz kolejny. Powód? Wniosek obrony Lipińskiego, by sędzia prowadząca sprawę, Mirosława Karolak, została wyłączona ze sprawy. Obrona argumentowała to obawami, o stronniczość sądu. Argumentowała to związkiem ze stronami zainteresowanymi. Mecenas jako dowód przedstawił słowa Teresy Budzińskiej, wypowiedziane podczas jednej z sesji Rady Miasta.

- Obrady są jawne, publiczne, a pani używała określeń, cytuję: "Pani sędzia nie wiedziała o tych faktach, była zdziwiona, bo dostarczyłam jej tę informację pochodzącą z mediów", "Pani sędzia oczekiwałaby tego (...) pani sędzia oczekuje takich informacji, będę wdzięczna, kiedy zostaną dostarczone" – cytował mecenas, dając również płyty z nagraniem.

Sąd ogłosił przerwę, rozpatrzył wniosek, po czym stwierdził, że jest on bezzasadny, a rozprawa była kontynuowana. Prokuratura przedstawiła oskarżonemu Krzysztofowi Lipińskiemu akt oskarżenia – żądanie korzyści majątkowej w zamian za wykonanie czynności służbowej.

Oskarżony nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień.

- Uważam te zarzuty za absurdalne, nie przyznaję się do winy, ponieważ jest to dowolna interpretacja ze strony oskarżenia. W dniu dzisiejszym nie będę składał żadnych wyjaśnień niż te, które chwilę wcześniej wyartykułowałem wysoki sądzie – powiedział Krzysztof Lipiński.

Po tym Jan Budziński rozpoczął składanie zeznań. Rozpoczął od opowiadania sytuacji z dnia 15 lipca 2015 roku i spotkania z burmistrzem Krzysztofem Lipińskim oraz ówczesnymi: zastępcą burmistrza Krzysztofem Urbańskim i przewodniczącym rady miasta Zenonem Koperkiewiczem, które to spotkanie nagrał na dyktafonie.

- Zanim wyszedłem, żona powiedziała do mnie, co mnie zaskoczyło: „Weź dyktafon”. Nie chciałem tego zrobić. Gdy wszedłem do urzędu, okazało się, że nie będę rozmawiał w cztery oczy z burmistrzem, czego się spodziewałem, natomiast będę rozmawiał z trójką osób (…). Uznałem, że skoro warunki zaproszenia uległy zmianie to skorzystam na wszelki wypadek z dyktafonu – mówił Budziński – usłyszałem od pana burmistrza, że mam wpływ na decyzje radnych, że pojutrze, 17 lipca, będzie miało miejsce ważne dla miasta wydarzenie w postaci sesji, podczas której radni zamierzają pozbawić funkcji przewodniczącego Koperkiewicza. Odpowiedziałem, że nie mam wpływu na decyzje radnych, są osobami samodzielnymi i nie będę im sugerował czegokolwiek. Usłyszałem w odpowiedzi od pana burmistrza, że czy mam wpływ czy nie mam wpływu na decyzje rady, to jeżeli pan Koperkiewicz pojutrze podczas tej sesji zostanie pozbawiony funkcji przewodniczącego, to ja po tym piątku w poniedziałek przestanę być prezesem Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej. Całe spotkanie trwało 3 minuty z sekundami, zostało utrwalone nagranie na tym dyktafonie i sądzę, że po odsłuchaniu potwierdza prawdziwość moich słów.

Po tych słowach zaczęły padać pytania w kierunku świadka. Oskarżyciel pytał między innymi o to, jak doszło do opublikowania stenogramu, na co świadek odpowiedział, że udostępnił to na sesji, po odwołaniu Zenona Koperkiewicza. Z kolei oskarżyciel posiłkowy dopytywał o osoby będące na spotkaniu 15 lipca 2015 roku oraz o to, kto wypowiedział słowa o odwołaniu Budzińskiego z funkcji prezesa PEC-u.

Pytano o możliwości odwołania prezesa przez samego burmistrza. Świadek zeznał, że tego dokonuje rada nadzorcza, której członków powołuje właśnie burmistrz.

Obrona wypytywała Budzińskiego dlaczego ten upublicznił taśmy, skoro po 15 lipca pracował jeszcze 10 miesięcy na stanowisku prezesa. Świadek powiedział, że jego zdaniem żadna władza nie może zastraszać nikogo w ten sposób. Mecenas Kona kontynuował, pytając czy świadek posiadał jakieś środki pieniężne, zanim objął funkcję prezesa. Chodziło o to, że wcześniej poruszono temat pożyczki (w lecie 2014 roku) pieniędzy przez Lipińskiego od Budzińskiego w wysokości 6 tysięcy złotych (oskarżony twierdzi, że chodzi o kwotę 8 tysięcy złotych).

Mecenas kontynuował pytając świadka między innymi o jego wykształcenie i historię jego zdobycia, jakie funkcje sprawował wcześniej, zanim objął funkcję prezesa PEC, a także o to, kiedy narodziła się idea powiadomienia o sprawie ogólnopolskiej telewizji. Tu odpowiedzią było, że media same zainteresowały się tematem.

Poruszany był również temat kampanii wyborczej, roli świadka w kampanii oraz tego, czy ten miał jakieś oczekiwania w zamian za pomoc w kampanii. Świadek zeznał, że ze względu na wykształcenie ekonomiczne, widziałby się na stanowisku prezesa spółki komunalnej.

Pytania zadawał również sam Krzysztof Lipiński, który pytał Jana Budzińskiego o to, skąd ten czerpie wiedzę na temat wydarzeń politycznych, ponieważ wcześniej zeznał, że spotkania z radnymi są okazjonalne.

- Jak było naprawdę nie wiem. Faktem jest, że odwołał pan pana Urbańskiego, a równolegle powołał pan pełnomocnika przed usłyszeniem aktu oskarżenia – tłumaczył świadek.

Krzysztof Lipiński kontynuował pytając o to, czy świadek brał udział w rozmowach Lipińskiego z Teresą Budzińską, ten zaprzeczył. Parokrotnie zawieszony burmistrz zadawał pytania nie do końca związane ze sprawą, gdzie reagował mecenas Kucharski prosząc o uchylenie pytań.

Pod koniec sędzia odczytała wcześniejsze zeznania świadka i  spytała czy je podtrzymuje, co ten potwierdził.

Obrona wraz z oskarżeniem wniosła o to, aby przesłuchanie Teresy Budzińskiej odbyło się w innym terminie, ze względu na fakt, że Jan Budziński zeznawał ponad 2,5 godziny. Sąd przychylił się do wniosku. Następna rozprawa odbędzie się 29 czerwca (czwartek) o godzinie 9:00.

komentarze (0)
Dodaj komentarz
dodaj komentarz
Czytaj także