Rejestracja i logowanie

Łęczycka Straż miejska na pohybel znieczulicy – uratowała małego kotka

Region 07-11-2017 Autor: ez Foto: Tomasz Olczyk
4

Małżeństwo z Łęczycy spacerując po osiedlu, na którym mieszka, natknęło się na nietypowy widok.  Zauważyli bowiem kotka, który utknął w rurze. Zaniepokojeni tym faktem próbowali mu pomóc, jednak działania na własną rękę nie przyniosły efektu. Ewakuacja zwierzaka nie byłaby możliwa bez pomocy straży pożarnej. Te jednak nie zainterweniowały od razu. Jak wygląda sprawa?

Z prośbą o pomoc zgłosili się do nas mieszkańcy Łęczycy, którym los uwięzionego w rurze kotka nie był obojętny. Zwierzak znaleziony został na osiedlu przy ul. Belwederskiej 38. Idąc za naszą radą postanowili zawiadomić straż miejską, do której, jak wynika z ich doniesień, nie udało się dodzwonić. Kolejnym krokiem była próba skontaktowania się ze strażą, która za każdym razem otrzymując zgłoszenie o zakleszczonym gdzieś zwierzęciu natychmiast reaguje. Jednak nie w tym przypadku. Państwo Marciniakowie usłyszeli tłumaczenie dyżurującego strażaka, który postanowił nie wysyłać jednostki na miejsce, bo „kot to nie człowiek”. O zajście postanowiliśmy zapytać rzecznika prasowego KP PSP Łęczyca.

Z rozmowy z p. Markiem Mikołajczykiem - rzecznikiem prasowym KP PSP Łęczyca, dowiadujemy się, iż rzeczywiście takowe zgłoszenie miało miejsce, a dyżurny, który je przyjmował, nie wysłał żadnej jednostki.

W rozmowie telefonicznej łęczycanie zgłosili fakt, iż kot znajduje się w rurze i nie wiedzą w jaki sposób go uwolnić. Dyżurny przekazał im instrukcje jak w bezpieczny sposób usunąć stamtąd futrzaka. Na samym wstępie zaznaczył, że nie wyśle na miejsce żadnego zastępu, jednak zapewnił również, że gdyby nie udało im się samodzielnie uwolnić kota i zostanie on o tym poinformowany, tym razem wyśle jednostki straży. Jednak drugiego zgłoszenia nie otrzymał.

Rzecznik prasowy łęczyckiej straży podkreśla, że zgłoszenie nie było jednoznaczne, gdyż małżeństwo nie sprecyzowało jasno, czy kot znajduje się w stanie zagrożenia lub jest wystraszony. Z ich wypowiedzi wynikało, że nie wiedzą jak wyjąć kotka z rury, w której tak na prawdę się nie zaklinował, tylko chodził w jej wnętrzu próbując sam znaleźć wyjście.  Dyżurny więc dosadnie rozumując treść zgłoszenia pomógł w uwolnieniu kotka telefonicznie.

Kolejne kroki podjęli strażnicy miejscy.

Komendant Straży miejskiej w Łęczycy informuje nas, że wpłynęło do nich zgłoszenie o kotku w niedzielę o godzinie 19:39, jednak na miejscu nie było wystarczającej liczby funkcjonariuszy, zatem nie mogli wysłać żadnego patrolu. Poradził, by zadzwonili na straż pożarną, co też uczynili. Po nieudanej próbie uzyskania realnej pomocy, komendant Straży miejskiej wysłał w poniedziałkowy poranek na miejsce patrol. Jak się okazało, kotek przebywał w przerabianej wcześniej rurze deszczowej, po której został gliniany otwór. Pan Darek Marciniak, który zgłaszał sprawę, w poniedziałkowy poranek widział kotka przebywającego w tym właśnie otworze. Wówczas na miejsce przybyło również dwóch strażników. Podejmując kroki w pomocy futrzakowi, zawiadomili oni Przedsiębiorstwo Komunalne i Mieszkaniowe w Łęczycy. Ci zaś po 30 minutach przybyli na miejsce, lecz kotka nie znaleźli.

Sprawa dziś znalazła swój finał. Zaniepokojony losem kociaka komendant osobiście przybył na pomoc. W godzinach porannych udał się na miejsce. Próbując go wybawić ze szczeliny, podsunął mu kawałki mięsa, dzięki czemu udało się go stamtąd wyciągnąć. Po wszystkim postanowiono oddać go na obserwację do weterynarza. Istnieje szansa na przygarnięcie kotka przez małżeństwo, które pierwsze pospieszyło mu na ratunek i utrzymało go przy życiu.

W poniedziałek podsunąłem im pomysł, by podłożyć futrzakowi stare koce i ręczniki, gdyż miejsce, w którym przebywał od niedzieli było wilgotne i istniała obawa, że zwierzak nie przeżyje w panujących warunkach. Zwłaszcza, że jest malutki. Dzięki temu  przeżył kolejną noc, został również nakarmiony. - mówi Tomasz Olczyk, komendant Straży miejskiej w Łęczycy.

Na szczęście sprawa kotka, który utknął w rurze zakończyła się happy endem. A wszystko dzięki zaangażowaniu i ofiarności strażników oraz reakcji państwa Marciniaków, którzy utrzymali zwierzaka przy życiu. Proszą oni tym samym o kontakt pod nr tel. 507-199-393 osoby chętne do zaadoptowania małego kociaka.

komentarze (4)
Dodaj komentarz

szacunek dla Tych ludzi...dobro wraca, niech się futrzak chowa i daje dużo radości

wow co za wyczyn

to życie które trzeba ratowac

Kot to nie człowiek a dziecko to nie dorosły .masakra. lepiej nic nie robić i kasę brać.

dodaj komentarz
Czytaj także