Mało firm z Łódzkiego w programie SAFE
Polska ma dostać gigantyczne środki z unijnego programu SAFE, który ma wzmocnić europejskie bezpieczeństwo i przemysł obronny. W grze są miliardy złotych, nowe kontrakty i ogromne zamówienia dla firm współpracujących z sektorem zbrojeniowym. Problem w tym, że województwo łódzkie na tle kraju wypada dość blado.
Jak wynika z danych przytoczonych przez BrandScope, w regionie łódzkim działa zaledwie 487 podmiotów mogących skorzystać na programie SAFE. Biorąc pod uwagę potencjał przemysłowy województwa łódzkiego zdaniem ekspertów to zaskakująco niski wynik. Dla porównania na Mazowszu jest ich aż 2754.
W pozostałych województwach wygląda to następująco: śląskie 1 647, wielkopolska 980, małopolska 926, kujawsko-pomorskie 899, pomorskie 885, dolnośląskie 878, podkarpackie 764, opolskie 199, warmińsko-mazurskie 121 i lubuskie 95.
Polska otrzyma z unijnego instrumentu SAFE (Security Action for Europe) ponad 43,7 miliarda euro, czyli około 183 miliardy złotych. To największa pula spośród wszystkich państw Unii Europejskiej. Już w maju do kraju ma trafić pierwsza zaliczka wynosząca około 27,5 miliarda złotych.
Rząd zakłada, że aż 89 procent środków zostanie wykorzystanych przez polski przemysł obronny.
Eksperci alarmują jednak, że czasu na przygotowanie praktycznie nie ma, a najmniejsze firmy mogą najbardziej odczuć skutki nadchodzącego boomu.
- Majowy termin na podpisanie kontraktów to duża szansa dla przedsiębiorstw i ogromna presja. Trzeba się spieszyć. Dopiero po dopełnieniu formalności przyjdzie czas na korzyści. Dzięki środkom z programu SAFE popyt na moce produkcyjne, kooperację przemysłową i finansowanie kontraktów obronnych skokowo się zwiększy. Dla bezpieczeństwa kraju i rozwoju polskich firm kluczowe jest to, czy przedsiębiorcy będą gotowi operacyjnie i płynnościowo, kiedy zamówienia przyspieszą. Najbardziej zyskają te podmioty, które potrafią szybko zwiększyć skalę działania, sfinansować inwestycje, skrócić czas reakcji na potrzeby i wejść w kooperację z większymi partnerami – mówi Krzysztof Skowronek, ekspert eFaktor, który specjalizuje się w finansowaniu MŚP.
To oznacza ogromne możliwości nie tylko dla największych zakładów produkujących broń czy sprzęt wojskowy, ale także dla tysięcy mniejszych firm.
Jak poinformowali przedstawiciele polskiego rządu, przy korzystaniu ze środków w ramach programu SAFE kluczowe jest dochowanie odpowiednich terminów. 40 nowych umów i aneksów do wcześniej zawartych kontraktów na dostawy sprzętu wojskowego musi zostać podpisanych przez Agencję Uzbrojenia do 30 maja.
Według szefa MON, Władysława Kosiniaka-Kamysz, umowy będą dotyczyły wszystkich rodzajów sił zbrojnych: Wojsk Lądowych, Marynarki Wojennej, Sił Powietrznych, Wojsk Obrony Terytorialnej, Wojsk Specjalnych, Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni i Wojsk Dronowych.
Eksperci podkreślają, że z programu SAFE może pośrednio skorzystać blisko 12 tys. firm współpracujących z sektorem obronnym. Wśród beneficjentów rząd wymienia małe firmy produkcyjne, technologiczne, elektroniczne, optyczne i informatyczne. Na liście zadań są nie tylko klasyczne zakupy wojskowe, ale też systemy antydronowe, satelity, rozwiązania AI i cyber, infrastruktura 5G, logistyka, a także projekty dla Policji, Straży Granicznej i SOP.
Największe środki poza zbrojeniami trafią też do dostawców radarów, sensorów, optoelektroniki, terminali satelitarnych, serwerowni kontenerowych, systemów szyfrowania i rozwiązań 5G. Skorzystają także mniej oczywiste branże: gumowa i materiałowa, mechanika precyzyjna, obróbka metali, komponenty napędowe, zabudowy specjalne, sprzęt ochronny, teleinformatyka, analiza danych i infrastruktura telekomunikacyjna – m.in. w projektach obejmujących systemy satelitarne (SAR, GEO), centra kryptografii, szyfrowanie postkwantowe, AI i sieci 5G NR SA.
– SAFE może być dla polskich firm tym, czym wielkie programy infrastrukturalne były dla budownictwa. Tyle że dziś impulsem jest bezpieczeństwo. To także szansa dla wielu małych podmiotów, które mogą „wbić się” w łańcuchy dostaw. Muszą jednak budować elastyczność i przygotować się na specyfikę współpracy z największymi graczami na rynku – mówi Krzysztof Skowronek z eFaktor.
Wg danych Faktura.pl w 2025 roku małe podmioty z grupy przetwórstwo przemysłowe średnio na przelew czekały 13,2 dnia. To jednak tylko część prawdy, bo to statystyczna średnia, a w wielu podgrupach czas oczekiwania jest znacznie dłuższy, nawet 30 czy 60 dni.
- Perspektywa dużych środków, które są na stole i można je zarobić, niesie też pewne ryzyko związane z „higieną” płatności. Duże firmy mogą oczekiwać, że mniejsi dostawcy będą wystawiać faktury z długimi terminami zapłaty w nadziei na solidny zarobek. Mniejszym podmiotom może natomiast brakować odwagi, żeby domagać się rozliczenia w rozsądnym terminie w obawie przed utratą takich zleceń. Niestety to może wydłużyć terminy przelewów, podobnie jak to było w czasie boomu infrastrukturalnego. Wtedy skończyło się to poważnymi problemami i bankructwem wielu mniejszych firm. Trzeba teraz zrobić wszystko, żeby tego uniknąć – mówi Krzysztof Skowronek z eFaktor.
Komentarze (0)