reklama

Afera wokół znanego ZOO. Aktywiści rzucili oskarżenia, a ogród odpowiada

Opublikowano:
Autor:

Afera wokół znanego ZOO. Aktywiści rzucili oskarżenia, a ogród odpowiada - Zdjęcie główne
Autor: ZOO Borysew | Opis: Aktywiści rzucili oskarżenia, a ogród odpowiada

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WydarzeniaObrońcy praw zwierząt wrzucili do sieci raport, w którym zarzucają placówce męczenie zwierząt dla pieniędzy i zabawy. Pokazali m.in. kulejącego tygrysa i foki robiące sztuczki. Władze ogrodu kompletnie nie zgadzają się z krytyką i odpowiadają na każdy zarzut.
reklama

„Małe cele, brak kryjówek i pokazy jak w cyrku”

Przedstawiciele projektu „Nie chodzę do zoo” krytykują sposób działania ogrodu. Twierdzą, że białe lwy i tygrysy to tylko chwyt marketingowy, bo nie są to osobne gatunki i nie wymagają ochrony w naturze. Przez to odwiedzający mają być wprowadzani w błąd.

- Na miejscu zaobserwowaliśmy lwy i tygrysy utrzymywane na wybiegach, bez możliwości schowania się przed widokiem gapiów. W innym miejscu z kolei dwa tygrysy były zamknięte w małych celach bez możliwości wyjścia na wybieg zewnętrzny i również bez możliwości schowania się przed ludźmi. Na wybiegu zaobserwowaliśmy jednego z tygrysów, który mocno kuleje - piszą aktywiści.

reklama

Według nich wiele gatunków - w tym lwy, tygrysy, dingo australijski, wilk polarny czy lemur katta - nie ma gdzie schować się przed ludźmi. Twierdzą też, że poidła z wodą są specjalnie montowane blisko ścieżek, żeby zwierzęta musiały podchodzić blisko zwiedzających.

Najpoważniejsze zarzuty dotyczą pokazów z udziałem fok:

- Foka szara nie jest zagrożona wyginięciem. W Borysewie są trzymane dwie foki, jedna z nich żyje w niewoli już 26 lat! Wyobrażacie to sobie? Niestety pod płaszczykiem treningu medycznego, byliśmy świadkiem tak naprawdę występu cyrkowego. Głośna muzyka, obroty foki do rytmu, skoki przez obręcz, strzelanie gola do bramki i na koniec klaskanie z ludźmi. Wszystko to podczas „pokazu karmienia” w obecności tłumu gapiów. Tak wygląda edukacja w zoo? Brak nam słów - grzmią aktywiści.

reklama

W raporcie dodano, że serwal, lamparty i puma leżą cały dzień w apatii na małych wybiegach. Wspomniano o Zedonku (krzyżówce zebry i osła) oraz flamingach zamkniętych w pomieszczeniu z fototapetą. Aktywiści krytykują też zachowanie ludzi (stukanie w szyby, krzyki, dotykanie pelikanów), obecność placu zabaw blisko wybiegów oraz to, że dorośli mogą chodzić po zoo z piwem.

ZOO Borysew odpowiada: „Ona momentami chyba symuluje”

Przedstawiciele ZOO Borysew odpowiedzieli na zarzuty. Wyjaśniają, że kulejący tygrys to samica, która jesienią ubiegłego roku uszkodziła łapę i miała operację w Toruniu. Jest pod stałą opieką lekarzy, a prześwietlenia pokazują, że wszystko dobrze się goi.

reklama

- Kilka miesięcy unieruchomienia u takiego kota sprawia, że on będzie na tę nogę bardzo uważał. My się śmiejemy, że ona momentami to już chyba symuluje. Ostatnio zaobserwowaliśmy, jak biła się z bratem, stojąc na tylnych łapkach. Przepychały się przednimi łapami, w końcu dogadały się, kto jest tutaj ważniejszy i ona opadła na wszystkie cztery. Idzie sobie dalej, wszystko w porządku i nagle się rozejrzała w lewo, w prawo, jakby jej się przypomniało: matko, przecież ja mam chorą nogę, nie? - mówi przedstawiciela ogrodu. 

Na szybie wybiegu wisi kartka informacyjna dla ludzi, żeby nie dzwonili niepotrzebnie na numer alarmowy zoo, gdy widzą, że tygrys kuleje.

Ogród zaprzecza też, że poidła są specjalnie montowane przy siatce, by przyciągać zwierzęta. Wybiegi są ogromne, ogród ma 26 hektarów, więc poidła muszą być z każdej strony. 

reklama

- Te poidła są rozmieszczane w zasadzie w każdym miejscu. Jeżeli wybieg jest ogromny, co charakteryzuje nasz ogród, to poidło czy karmidło musi być z każdej strony. Trudno, żeby wszystkie cztery tygrysy tłoczyły się przy jednym. Absolutnie nie było naszym zamiarem przyciąganie ich bliżej ogrodzenia. Co ciekawe, bliżej ogrodzenia specjalnie przywołujemy je opowiadając o nich w czasie pokazowych karmień. Wtedy mówimy o strefach, o ciekawostkach oraz czym są te zwierzaki i jak się nimi opiekujemy, bo ten gatunek jest zagrożony, tak jak w przypadku tygrysów bengalskich. W czasie pokazowego karmienia próbujemy rzucać im przekąski troszkę bliżej ogrodzenia, po prostu żeby ludzie mogli na nie popatrzeć. Ludzie tego chcą i to jest cała filozofia - tłumaczą pracownicy.

Trening foki to konieczność. „Nie przeżyją narkozy”

Ogród odniósł się do zarzutu o cyrkowe pokazy z udziałem fok - 26-letniego Dawida i 11-letniego Olka. Zwierzęta urodziły się w innych ogrodach, a w Borysewie dożywają emerytury, bo w Polsce wstrzymano program ich rozmnażania. Pracownicy tłumaczą, dlaczego foki muszą ćwiczyć na oczach ludzi:

- W Polsce funkcjonował program hodowli i rozmnażania foki szarej, który kilkanaście lat temu został wstrzymany. Zaczęto wtedy w ogrodach rozdzielać foki, ponieważ nie było zgody na ich rozmnażanie w celu przywracania do Bałtyku. Te, które się urodziły w ogrodach, mają w nich opiekę i spokojnie dożyją swojej emerytury. Bardzo ważne jest codzienne obserwowanie, czy nic im nie dolega. A nie da się tego zrobić inaczej, jak poprzez zabawę. Z tego powodu w każdym ogrodzie zoologicznym uczy się foki wykonywania pewnych ruchów. Ponieważ są to stworzenia towarzyskie i te ćwiczenia fajnie wyglądają, zazwyczaj robi się to na oczach zwiedzających, żeby oni też wiedzieli, że w taki sposób trzeba czasami o zwierzaka zadbać. Jeśli nasza opiekunka każe mu podskoczyć, to po to, żeby zobaczyć, czy on w ogóle może - wyjaśnia zoo.

Dla fok wybudowano też specjalny basen z solanką, bo słona woda dobrze wpływa na ich skórę.

„Mamy ciągłe kontrole i patrzy nam się na ręce”

Przedstawicielka zoo tłumaczy, że białe lwy i tygrysy to czysta natura, a gen pojawia się naturalnie w miotach w Afryce. Pierwszy taki lew pojawił się w Parku Krugera w RPA i został otoczony opieką w zoo, by chronić go przed kłusownikami. W Borysewie urodziło się ich już 14 białych lwów i 14 białych tygrysów.

Zoo podkreśla, że jest ogrodem prywatnym, który powstał z pasji właściciela, a nie dla czystego biznesu. Właściciel dopłaca do ogrodu z innych interesów, bo samo zoo by się nie utrzymało. Odnosi się też bezpośrednio do krytyki aktywistów:

- Z racji tego, że jesteśmy prywatnym ogrodem, patrzy nam się na ręce trzy razy bardziej niż samorządowym. Mamy tutaj wieczne kontrole. Skoro Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, lekarze weterynarii powiatowi i wojewódzcy ciągle nas kontrolują i nawet nie myślą o tym, żeby nam coś ograniczać lub nas zamykać, to jakim cudem nagle znajdzie się aktywista, który po prostu potępi wszystko? - podsumowuje przedstawicielka ogrodu.

 

 

 

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo