Reklama

Co dalej z pobitym niemowlęciem? Trwa śledztwo...

Opublikowano:
Autor:

Co dalej z pobitym niemowlęciem? Trwa śledztwo... - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wydarzenia Prokuratura Rejonowa w Kutnie w dalszym ciągu prowadzi śledztwo przeciwko rodzicom 6-miesięcznego Damianka, który trafił do kutnowskiego szpitala 6 kwietnia z podejrzeniem ciężkiego pobicia. Jakie są postępy sprawy?

Ojciec chłopca usłyszał trzy zarzuty.

- Mężczyzna odpowie za usiłowanie zabójstwa, znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem i spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu dziecka, za co grozi mu dożywocie - informuje Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

Matka również nie uniknie odpowiedzialności za dopuszczenie do tak dramatycznej sytuacji. Kobieta odpowie za narażenie syna na bezpośrednie ryzyko utraty życia lub zdrowia, za co grozi jej do 5 lat za kratkami.

Oskarżeni cały czas osadzeni są w areszcie, a śledztwo prokuratorskie trwa.

- Sukcesywnie przesłuchiwane są w charakterze świadków osoby z najbliższego otoczenia i rodziny podejrzanych oraz osoby mające wiedzę o stosunkach panujących w ich rodzinie, a także lekarze, którzy udzielali pomocy medycznej małoletniemu pokrzywdzonemu - informuje Piotr Helman, Prokurator Rejonowy w Kutnie.

Prokurator nie może udzielić bardziej szczegółowych informacji ze względu na dobro śledztwa, jednak, jak udało nam się nieoficjalnie dowiedzieć, stan zdrowia dziecka w dalszym ciągu nie uległ poprawie.


Przypomnijmy, że chłopiec został przywieziony do kutnowskiego szpitala w piątek, 6 kwietnia, niemalże punktualnie o godzinie 20:00.

- Stan niemowlęcia w momencie przyjęcia był bardzo ciężki. Dziecko było nieprzytomne, reagowało jedynie prężeniem na bodźce bólowe - informuje Justyna Sola, rzecznik prasowy Kutnowskiego Szpitala Samorządowego.

Ostatnie chwile na pomoc

W tym dniu dyżur pełniła pediatra-neurolog, która, po wstępnej błyskawicznej diagnostyce, widząc w jakim stanie jest dziecko, podjęła decyzję o przewiezieniu go do Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi i natychmiast wezwała karetkę. Była godzina 20:08.

W związku z tym, że stan dziecka był bardzo poważny, wezwano również anestezjologa, aby przygotować i zabezpieczyć dziecko do transportu.

Podczas badania lekarze zauważyli na ciele chłopca liczne otarcia naskórka, siniaki, zwłaszcza na twarzy i wybroczyny na klatce piersiowej oraz pod łopatką. Na pytania lekarza o pochodzenie tych niepokojących śladów, matka miała odpowiedzieć, że dziecko spało buzią na smoczku i odcisnęło go sobie w tym miejscu.

Karetka z niemowlęciem wyjechała z Kutna o 21:15, a jeszcze przed północą dziecko trafiło na stół operacyjny, gdzie przeszło zabieg usuwania krwiaka. Obecnie chłopiec znajduje się na Oddziale Intensywnej Terapii, jego stan w dalszym ciągu jest ciężki, obecnie przebywa w śpiączce farmakologicznej, a lekarze walczą o jego życie i zdrowie.

"To była normalna spokojna rodzina..."

Damianek mieszkał w miejscowości Budzyń, nieopodal Żychlina wraz z rodzicami. To właśnie oni zostali oskarżeni o doprowadzenie go do tak dramatycznego stanu. Ojciec w momencie zatrzymania miał 1,3 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Z relacji sąsiadów wynika jednak, że rodzina wyglądała na normalną i nic nie wskazywało na to, że może tam dojść do takiej tragedii. Nie mieli też założonej "niebieskiej karty".

- Decyzją prokuratora zatrzymano 21-letnią matkę i 41-letniego ojca dziecka do wyjaśnienia sprawy z uwagi na fakt, iż obrażenia dziecka wskazują na to, że mogło zostać pobite. Trwają czynności w celu wyjaśnienia wszystkich okoliczności tego zdarzenia - informuje st. asp. Edyta Machnik, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Kutnie.

Grozi mu dożywocie, jej 5 lat więzienia

Mężczyzna nie przyznał się do niczego, a nawet stwierdził, że nie ma pojęcia skąd wzięły się ślady pobicia na ciele jego dziecka oraz kiedy mogły powstać. Twierdził również, że nigdy nie bił dziecka i nie widział, aby je ktoś bił. Matka z kolei miała nie reagować na stosowanie przemocy wobec swojego dziecka, usłyszała zarzut narażenia syna na bezpośrednie ryzyko utraty życia lub zdrowia, za co grozi jej do 5 lat za kratkami.

- Matka formalnie również do niczego się nie przyznała, jednak powiedziała, że dostrzegała pewne sygnały i zamierzała coś zrobić, ale nie wiedziała w jaki sposób się zachować - dodaje K. Kopania.

Prokuratura podkreśla, że mężczyzna miał działać świadomie, zdawał sobie sprawę, że swoimi działaniami może doprowadzić do utraty zdrowia, a nawet życia dziecka.

- Jak wynika z dokonanych ustaleń, dziecko było wielokrotnie potrząsane i szarpane, a także uderzane ręką i twardymi przedmiotami po głowie i tułowiu. Skutkiem stosowanej przemocy było powstanie licznych obrażeń w postaci złamania trzech żeber i stłuczenia płuc. Krwiaki ujawnione na ciele dziecka pochodzą z różnego okresu, są rozłożone w czasie - podtwardówkowe są stare, a podpajęczynówkowe, z którymi dziecko trafiło do szpitala, są świeże. Precyzyjna ocena skutków będzie jednak możliwa dopiero po zakończeniu leczenia - kwituje rzecznik.

Sprawę będziemy monitorować i na bieżąco informować Państwa o postępach śledztwa.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE