Wychłodzony bocian Lolek uratowany
Historia tego bociana poruszyła całą Polskę. Dziś już wiemy, że słynny Lolek ma się dobrze. A od czego się zaczęło?
Bocian trafił pod opiekę Stowarzyszenia Razem dla Zwierząt. Jak relacjonują wolontariusze, ptak był skrajnie osłabiony, ale bez widocznych urazów czy złamań. Nie mógł jednak wzbić się w powietrze, substancja na piórach praktycznie go unieruchomiła.
Wolontariuszka Marika zabrała Lolka do siebie na tydzień. Zgodnie z instrukcją Artura Paula z Ośrodka Rehabilitacji Bocianów w Gminie Żychlin, próbowała oczyścić pióra ciepłą wodą i szarym mydłem. Niestety, bez skutku.
- Lolek już po kąpieli wstępnej. Niestety to czym jest oblepiony nie chce się zmyć. To tłusta, ciemna ciecz. Może jakiś smar lub ropa? Nie wiemy. Konieczne będzie, by zajął się nim ktoś doświadczony, kto ma wiedzę jak zaopiekować się piórami. - informowało Stowarzyszenie Razem dla Zwierząt.
- Bocian z Wałcza przejechał 300 km do naszego ośrodka. Bardzo dziękuję wszystkim zaangażowanym osobom od samego początku w niesioną pomoc temu osobnikowi. Jest to świadectwo ogromnej miłości do zwierząt. - informowało Stowarzyszenie Pomagam Bocianom.
Dopiero w środku można było rozpocząć długotrwały proces ratowania jego upierzenia.
- Bocian jeszcze długo nie będzie latać, z tego względu, że jego pióra będzie trzeba stopniowo usuwać. Te, które najszybciej mogą mu odrosnąć, będziemy przycinać tak, aby pozbyć się tej mazi – wyjaśniał Artur Paul.
Kiedy trafił do specjalistów, maź była tak silnie związana z piórami, że nie dało się jej już zmyć.
- Jest to ptak, który nie ma jakichkolwiek złamań czy kontuzji uniemożliwiających mu latanie. Więc musimy się skupić przede wszystkim na jego upierzeniu, które pozwala bocianom szybować i emigrować do Afryki dzięki prądom wstępującym. - dodaje Paul.
Dopiero po „przepierzeniu”, czyli wymianie uszkodzonych piór na nowe, Lolek mógłby wrócić na wolność.
Szczęśliwy finał
Minęło już kilka tygodni podczas których Lolek przebywał w ośrodku pod Żychlinem pod stałą opieką. Jak sytuacja ma się obecnie?
- Dziś możemy wreszcie pokazać dobrą wiadomość. Pierwsze zdjęcie przedstawia efekt naszej pracy — upierzenie zostało oczyszczone bez żadnej ingerencji w jego strukturę. Bocian znów jest bielutki, a choć część piór została utracona, wkrótce odrosną. Najważniejsze jednak, że udało się bezpiecznie usunąć nieznaną substancję, która była dla niego realnym zagrożeniem. - poinformował Artur Paul.
Bocian więc dzięki pomocy wielu osób powoli dochodzi do siebie, a nim się obejrzymy zostanie wypuszczony na wolność. Cała historia pokazuje jak wiele możemy zdziałać nie będąc obojętnymi na los dzikich zwierząt.
Komentarze (0)