Tak kiedyś wyglądało dzieciństwo
Dziś obchodzimy Dzień Dziecka. Wielu mieszkańców spędza go ze swoimi dziećmi lub wnukami, organizując wspólne wyjścia i rodzinne atrakcje. To jednak także doskonały moment, by na chwilę wrócić pamięcią do własnego dzieciństwa i przypomnieć sobie świat, który choć nie był wcale tak odległy, wyglądał zupełnie inaczej.
Oczywiście wiele rzeczy pozostało niezmiennych. Dzieci nadal bawią się na placach zabaw, grają w berka, chowanego czy szukają ochłody przy fontannach. Jednak jeszcze 20, 30 czy 40 lat temu codzienność najmłodszych miała zupełnie inny smak. Nie było smartfonów, mediów społecznościowych ani gier online. Zamiast tego były trzepaki, podchody, rowery i całe dnie spędzane na świeżym powietrzu.
Poprosiliśmy mieszkańców Kutna, by podzielili się swoimi wspomnieniami. Odpowiedzi okazały się prawdziwą podróżą w czasie.
Wiele osób przede wszystkim wspomina dawne centrum miasta. Niektórzy zwracają uwagę, że było bardziej zielone niż obecnie.
– Zielone centrum Kutna, a nie beton – napisał jeden z mieszkańców.
Wspomnienia często prowadziły również na ulicę Królewską, gdzie znajdowała się kultowa cukiernia Petrynowskich.
– Najlepsze lody u Petrynowskiego na Królewskiej. Były też ptysie z prawdziwą bitą śmietaną... Pyszne lody u Petrynowskiej. Takich już nie ma – wspominają mieszkańcy.
Podobnych głosów było znacznie więcej.
– Lody na Królewskiej u Petrynowskiej i długie kolejki po te lody, ale niezapomniany smak! Park i nieśmiałe pierwsze pocałunki... a serce waliło jak młot. Dancingi w Magnolii. No tego się nie da zapomnieć – dodaje kolejna osoba.
Dla wielu kutnian dzieciństwo to przede wszystkim zabawa na podwórkach.
– Trzepak non stop zajęty, gry w klasy, potem w gumę. Podchody po całym osiedlu. Super było – wspomina mieszkanka miasta.
Inni przypominają sobie długie wycieczki rowerowe, zabawy w chowanego czy słynne „hali-hali”, które dziś dla wielu młodych brzmi jak tajemnicze zaklęcie.
- Pamiętam lody koło kościoła Św.Wawrzyńca, a po sezonie bułki z pieczarką. Zimą sanki na górkach obok KDK-u, basen miejski, moje osiedle - trzepak, zabaqa w chowanego, podchody, hali-hali, gra w gumę. Najbardziej uwielbiałam jeździć na kolonie z "Miflexu". Zobaczyło.się kawałek świata, a nawet zagranicę - wspomina mieszkanka.
Wielu mieszkańców minione lata określa jako te "najlepsze" do których z chęcią wrócili by choćby na jeden dzień.
– Jak by się chciało choć na chwilkę wrócić do lat dzieciństwa. Zabawy w podchody, długie wycieczki rowerowe, zimą jazda na łyżwach i zjazdy sankami na rogalu – czytamy w jednym z komentarzy.
Szczególne miejsce w pamięci mieszkańców zajmuje Park Traugutta. To właśnie tam zimą odbywały się szalone zjazdy na sankach, a na stawie jeździło się na łyżwach.
– Zimą sanki na rogalu w Parku Traugutta, łyżwy na stawie. Jak wagary to kierchol albo Park Wiosny Ludów. W Magnoli w okienku ciasta W-Z i takie żółte z kremem. Koło stacji w domu rzemiosła łabędzie – wspomina jeden z mieszkańców.
W komentarzach przewijały się również miejsca, których dziś już nie ma lub bardzo się zmieniły. Wspominano ogród Rodziewicza, stare drewniane domki przy ulicy Kościuszki, Wenecję, dorożki kursujące po mieście czy parkowe pawie i łabędzie.
– Blok oficerski, piękny ogród, fontanna, trzepak i zabawy na drzewach oraz w krzakach. Gry w "walczę przeciwko", klasy, chowanego, skakanka, pomidor, głuchy telefon, dwa ognie, berek i wiele innych. Kuźnia na początku Kościuszki, małe drewniane domki, ogród Rodziewicza, końskie łby, kupy końskie. Ogród księdza - też już go nie ma. Dorożki - jakże piękne i wygodne. Park Traugutta z ruinami, pawiami i łabędziami. Lody w wafelku z budki przy kościele - rewelacja. Lizaki z kwiatkiem i lody Bambino kupowane za szklane musztardówki (chyba skup był po 30 groszy). Dąbrowszczak w budynku przy Kościuszki (podstawówka i liceum). Pochody z okazji 1 Maja. No i ówczesny rarytas - margaryna (chyba Palma) kakaowa. I murek wokół placu obok kościoła , i cyrk, który tam się rozbijał. Kutno bardzo się przeobraziło i obecnie młodzi będą mieli inne wspomnienia – zauważa jedna z mieszkanek.
Wspominano również oranżadę sprzedawaną w foliowych woreczkach, słonecznik zawijany w gazetę, lizaki z kwiatkiem, lody Bambino czy zabawy w sklep i dom pod blokami.
- Słonecznik prażony kupowany na kieliszki i zawijany w gazetę w kamienicy obok Wawrzyńca albo na Królewskiej, lody z automatu, czerwona oranżada w torebkach foliowych z warzywniaka pod dworcem PKP. Graliśmy w "Królowa skoczków", w gumę i sławetne podchody z ekipami: blok kakaowy na blok zielony. Chowanie się na dachu kawiarni Agawa, a piwnicami można było przebiec całą długość bloku, no i jeszcze zabawy w dom i sklep pod balkonami, zupy z mlecza i koniczyny. Strasznie kreatywni byliśmy. A później też randki na dachu KDKu - wymieniają mieszkańcy.
Z dzisiejszej perspektywy może wydawać się, że były to drobiazgi. Jednak właśnie z takich drobiazgów składało się dzieciństwo całych pokoleń mieszkańców Kutna.
Choć miasto zmieniło się nie do poznania, a współczesne dzieci dorastają w zupełnie innej rzeczywistości, jedno pozostaje niezmienne. Najpiękniejsze wspomnienia często nie są związane z drogimi zabawkami czy nowoczesną technologią, lecz z ludźmi, miejscami i chwilami, które na zawsze pozostają w pamięci.
Komentarze (0)