reklama

Miał być start w Gdyni. Zamiast tego wziął 17 kg na plecy i ruszył w las

Opublikowano:
Autor:

Miał być start w Gdyni. Zamiast tego wziął 17 kg na plecy i ruszył w las - Zdjęcie główne
Autor: Paweł Trzybiński | Opis: Jak informuje biegacz, zostały mu w pamięci przygody, które sprawiły, że nie zmieścił się w limicie trzech godzin, docierając na metę po 3 godzinach i 15 minutach
Zobacz
galerię
5
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WydarzeniaPraca pokrzyżowała jego plany startu nad morzem, ale Piotr Staniszewski nie zrezygnował z wyzwania. Założył mundur, spakował kilkanaście kilogramów obciążenia i ruszył w trudną trasę.
reklama

Własna trasa w Łąckich lasach 

Piotr Staniszewski od lat udowadnia, że bieganie to dla niego coś znacznie więcej niż rywalizacja o wynik. To pasja, próba charakteru oraz budowanie relacji z ludźmi. Tym razem plan zakładał udział w wymagającym Biegu Morskiego Komandosa w Gdyni, gdzie uczestnicy startują w umundurowaniu. Natłok obowiązków zawodowych uniemożliwił jednak wyjazd na północ. 

Po całym tygodniu niedosytu pojawiła się alternatywa. Skoro podczas zawodów "Górska Zadyszka" w Łącku organizowano kategorię dla leśników, biegacz zapytał organizatorów o możliwość startu w pełnym umundurowaniu. Po uzyskaniu zgody zamienił nadmorską plażę na górzysty teren. 

reklama

"Górska Zadyszka" to około 14 kilometrów wymagającej trasy z dużą sumą przewyższeń, sięgającą około 800 metrów. Piotr dołożył do tego warunki, które zamieniły zwykły bieg w ekstremalną próbę. Mundur, buty taktyczne, plecak z zasobnikiem i oponą samochodową - łącznie na jego plecach spoczęło około 17 kilogramów obciążenia. Do tego doszła temperatura dochodząca do 26 stopni Celsjusza oraz strome podejścia i zejścia. Jak napisał po starcie: "Zostawiłem kawał serducha", przypominając, że w takich wyzwaniach nie liczy się walka o pozycję, lecz charakter. 

reklama

Przygody na trasie i test charakteru 

Bieg szybko obfitował w nieprzewidziane sytuacje. Nowe obuwie zdało egzamin, jednak skarpety powodowały bolesne otarcia. Na jednym z podejść biegacz musiał zdjąć plecak, który niefortunnie zjechał w dół i zabezpieczyć stopy bandażem. Po drodze pomylił trasę i zaliczył upadek z przewrotem w przód. W efekcie dotarł na metę z kwadransowym opóźnieniem wobec trzydzgodzinnego limitu. 


Ucierpiały jego stopy, co stało się dodatkowym utrudnieniem podczas biegu (fot. P. Staniszewski) 

reklama

- Zostały mi w pamięci przygody, które sprawiły, że nie zmieściłem się w limicie trzech godzin, docierając na metę po 3 godzinach i 15 minutach - relacjonuje Piotr Staniszewski.

Życiowe lekcje i zasady 

Doświadczenie to stało się dla niego metaforą codziennych zmagań. Jak podkreśla, w trudnych chwilach liczy się niezłomność i pamięć o najbliższych. 

- Dowodzi to niezwykłej determinacji, siły, zawziętości, upartości, że jeżeli masz problemy w życiu, nie poddawaj się, idź do przodu, ale przy tym zatrzymaj się i pomyśl, kto z tobą był, kiedy nie miałeś nic - zaznacza Piotr Staniszewski. 

reklama

Dodaje, że sport nie służy mu do zdobywania atencji. W życiu kieruje się stałymi zasadami, unikając konfliktów i zbędnych sporów. Mimo przekroczonego czasu na mecie, biegacz z powiatu kutnowskiego udowodnił, że najważniejszy jest stawiany krok i wierność własnym wartościom. 

WRÓĆ DO ARTYKUŁU
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo