reklama

Mieli niedosyt, więc wsiedli na rowery. Z Kutna ruszyli do Torunia

Opublikowano:
Autor:

Mieli niedosyt, więc wsiedli na rowery. Z Kutna ruszyli do Torunia - Zdjęcie główne
Autor: Stowarzyszenie Kutno Biega
Zobacz
galerię
6
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WydarzeniaNie samym bieganiem żyje człowiek. Członkowie Stowarzyszenia Kutno Biega postanowili rozszerzyć swoją aktywność i w miniony weekend spontanicznie wsiedli na rowery. Czteroosobowa grupa ruszyła z Kutna do Torunia, pokonując po drodze aż 136 kilometrów.
reklama

136 kilometrów na rowerach do Torunia

W Kutnie miłośników aktywności fizycznej nie brakuje. Jedni regularnie biegają, inni morsują, jeszcze inni łączą obie formy ruchu. W kalendarzu lokalnych wydarzeń również nie brakuje okazji do aktywnego spędzania czasu. Okazuje się jednak, że dla części kutnowskich sportowców to wciąż za mało. Zamiast czekać na kolejną imprezę, postanowili więc sami zorganizować sobie aktywny weekend.

Członkowie Stowarzyszenia Kutno Biega postanowili rozszerzyć swoją aktywność o rowery. W miniony weekend czteroosobowa grupa wyruszyła z Kutna w spontaniczną trasę do Torunia. Łącznie pokonali 136 kilometrów.

Zaczęło się od potrzeby wspólnej aktywności

reklama

Jak opowiada Agnieszka Podlasin, pomysł na rowerowe wyprawy pojawił się stosunkowo niedawno.

– Szczerze mówiąc, to od niedawna, w sumie od maja zaczęliśmy sobie dodatkowo jeździć na rowerach. Brakowało nam jako grupie wspólnej integracji poza sezonem morsowym – mówi.

Grupa nie zamierza jednak ograniczać się wyłącznie do krótkich przejażdżek. Jej członkowie mają wiele pomysłów na wspólne wyjazdy.

– Jeździmy zawsze w lipcu na osiem dni w góry oraz w długi weekend listopadowy – dodaje Podlasin.

Tym razem celem był Toruń, ale sama trasa była równie ważna jak punkt docelowy.

reklama

136 kilometrów przez pola, lasy i jeziora

W niedzielny poranek czterech członków grupy ruszyło w drogę. Trasę zaplanowała Agnieszka Podlasin. Liczyła dokładnie 136 kilometrów i prowadziła przez bardzo różnorodne tereny.

Po drodze znalazły się między innymi łąki, pola, leśne dukty oraz jeziora Skrzynki, Krzewent i Czarne. Rowerzyści przejechali również przez Włocławek i Ciechocinek, zanim dotarli do Torunia.

Pogoda nie rozpieszczała. Było pochmurno i wietrznie, a aura przypominała już bardziej jesień niż końcówkę wakacji. Nie zniechęciło to jednak grupy.

Co ważne, wyjazd nie polegał wyłącznie na pokonywaniu kolejnych kilometrów. Po drodze znalazł się czas na kawę, kanapki, rozmowy i wspólny śmiech.

reklama

Po dotarciu do Torunia uczestnicy wycieczki mogli odpocząć i pozwiedzać. Na zakończenie czekały na nich lody i ciasto, które zjedli z widokiem na pomnik Mikołaja Kopernika.

„Dla mnie osobiście nie było ciężko”

136 kilometrów może robić wrażenie, szczególnie jeśli ktoś na co dzień nie jeździ na rowerze. Dla Agnieszki Podlasin dystans nie okazał się jednak szczególnie wymagający.

– Jeśli chodzi o to, czy tyle kilometrów było ciężkie... dla mnie osobiście nie – przyznaje.

Jak wyjaśnia, regularnie jeździ na rowerze od kwietnia. Traktuje tę aktywność nie tylko jako sposób na poprawę kondycji, ale również formę odpoczynku.

reklama

– Od kwietnia jeżdżę regularnie na rowerze. Odstresowuje mnie to i relaksuje. Doceniam nasze rejony, widzę to, czego autem nie dostrzegamy – mówi.

Zwraca też uwagę na rosnącą popularność rowerów gravelowych. Jej zdaniem nie sprzęt powinien być jednak najważniejszy.

– Teraz jest moda na gravele, wszyscy na nich jeżdżą, ale ja uważam, że liczą się umiejętności i chęci, a nie jaki rower posiadamy i za jaką kasę – podkreśla.

Sama zdecydowała się na rower crossowy. Zależało jej przede wszystkim na uniwersalności.

– Zależało mi, żebym mogła na nim jechać zarówno asfaltem, szutrem, jak i wjechać do lasu – tłumaczy.

Na dłuższe wyprawy zabiera ze sobą również podstawowe wyposażenie. W sakwach ma między innymi kamizelkę odblaskową, pompkę, zapasową dętkę, apteczkę oraz miejsce na wodę i izotonik.

Najważniejsza jest przyjemność z jazdy

Członkowie Stowarzyszenia Kutno Biega mają już kolejne plany. Najbliższy wyjazd zaplanowali na 5 września – kierunkiem będzie Gniezno. Następnie, w dniach 12–14 września, chcą wybrać się do Krakowa.

Co będzie dalej? Tego jeszcze nie wiedzą. Na ten rok stawiają przede wszystkim na spontaniczne weekendowe wypady i uzależniają swoje plany między innymi od pogody.

W przyszłym roku chcą natomiast podjąć się większych wyzwań. Na ich liście znalazły się Szlak Orlich Gniazd oraz Szlak wokół Tatr.

Jednocześnie zachęcają, żeby do rowerowej grupy dołączali kolejni chętni. Nie trzeba być biegaczem ani morsem, a już na pewno nie trzeba od razu pokonywać 100 kilometrów.

– Jeżeli ktoś chciałby spróbować roweru, to jak najbardziej polecam! To nie jest tak, że od razu wsiadamy i mamy zrobić 100 km. Jazda ma sprawiać przyjemność – przekonuje Podlasin.

Jak dodaje, konkretny cel może być dodatkową motywacją.

– Jak jedziemy i mamy jakiś cel, to osiągnięcie go jest dla nas czymś motywującym. Chcemy jeszcze więcej i więcej.

Pozostaje więc trzymać kciuki za kolejne rowerowe wyprawy grupy. Jak pokazują ich przykłady, aktywny weekend pełen przygód wcale nie musi kosztować fortuny — czasem wystarczą rower, dobry plan i kilka chętnych osób.

WRÓĆ DO ARTYKUŁU
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo