Leczyła rannych żołnierzy w kutnowskim szpitalu
Halina Franciszka Rotstein-Szenicer z domu Kon urodziła się 3 marca 1907 roku w Warszawie. Pochodziła z rodziny inteligenckiej. Poszła śladami ojca i także została lekarzem. Ukończyła Wydział Lekarski Uniwersytetu Warszawskiego i rozpoczęła pracę w zawodzie.
Los sprawił, że jej życie związało się z Kutnem. Po ślubie z przemysłowcem Władysławem Rotsteinem zamieszkała w mieście przy ulicy Barcewicza. Jej mąż był kierownikiem produkcji i udziałowcem Zakładów Chemicznych w Kutnie, które dziś kojarzone są z terenem dawnego Polmosu.
Choć prowadziła spokojne życie rodzinne, wszystko zmienił wybuch wojny.
We wrześniu 1939 roku Kutno znalazło się na trasie działań wojennych. Miasto było bombardowane, a do lazaretów trafiali ranni żołnierze.
Halina Rotstein zgłosiła się tam jako wolontariuszka. Codziennie pomagała rannym, mimo że sama była matką trójki małych dzieci i spodziewała się kolejnego dziecka.
Według zachowanych wspomnień nie ograniczała się wyłącznie do pracy lekarskiej. Na własny koszt sprowadzała potrzebne leki dla ciężko rannych. Jednemu z pracowników zakładów chemicznych miała uratować życie dzięki zdobyciu leków niezbędnych do leczenia rozległych oparzeń.
Zapamiętano również inną scenę. Przy umierającym żołnierzu, który w agonii wołał swoją matkę, miała usiąść przy łóżku, chwycić go za rękę i uspokoić słowami, że jest przy nim. Żołnierz zmarł spokojnie.
Z Kutna do warszawskiego getta
Po rozwiązaniu lazaretu wróciła z dziećmi do Warszawy. Wkrótce, jako osoba pochodzenia żydowskiego, została zmuszona do zamieszkania w getcie.
Pomimo tragicznych warunków nadal pracowała jako lekarka. Opiekowała się pacjentami szpitali gettowych, a jednocześnie walczyła o przetrwanie własnych dzieci. Uczyła je czytać i pisać, starając się zachować namiastkę normalności w świecie ogarniętym wojną.
Latem 1942 roku udało się wyprowadzić dzieci poza mury getta. Trafiły pod opiekę zaprzyjaźnionych rodzin.
Najbardziej dramatyczny rozdział jej historii rozegrał się podczas likwidacji warszawskiego getta.
Na Umschlagplatzu, skąd odchodziły transporty do Treblinki, organizowała pomoc medyczną dla chorych i wycieńczonych ludzi. Razem z pielęgniarkami rozdawała wodę, opiekowała się niemowlętami pozostawionymi bez opieki i dbała o rannych pacjentów.
We wrześniu 1942 roku część pracowników szpitala mogła otrzymać tzw. „numerki życia”, dające szansę na pozostanie przy życiu.
Według relacji świadków Halina Rotstein-Szenicer miała oddać swój numerek pielęgniarce wychowującej małe dziecko.
Sama zdecydowała się pozostać z pacjentami.
Wsiadła do wagonu razem z nimi.
12 września 1942 roku została zamordowana w niemieckim obozie zagłady w Treblince.
Po wojnie udało się ocalić wszystkie czworo jej dzieci. Przetrwały dzięki pomocy ludzi, którzy ryzykowali własne życie, ukrywając żydowskie dzieci poza gettem.
I choć większość życia Haliny Rotstein-Szenicer związana była z Warszawą, to właśnie w Kutnie stworzyła dom i tutaj zapisała jedną z najpiękniejszych kart swojej biografii – niosąc pomoc rannym podczas pierwszych tygodni wojny.
Komentarze (0)