Reklama

Reklama

Nadzwyczajna sesja w powiecie: Przez sześć godzin spierali się o szpital

Opublikowano: śr, 25 mar 2015 23:47
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wydarzenia Blisko sześć godzin trwała dzisiejsza nadzwyczajna sesja w powiecie poświęcona Kutnowskiemu Szpitalowi Samorządowemu. Obecni byli na niej m.in. przewodniczący Rady Nadzorczej KSS Adam Handzelewicz, a także jej członkowie Mirosław Kucharski i Marcin Pęksyk. Na powiatowe obrady przyszli też chirurdzy, którym nowy prezes Robert Wilanowski próbował wypowiedzieć umowy. Dyskusji przysłuchiwali się także reprezentanci Diagnostyki oraz Epione, którym KSS wypowiedział w ostatnim czasie umowy.W ogniu pytań opozycji znaleźli się zwłaszcza szef Rady Nadzorczej oraz niedawno powołany prezes spółki, a także starosta Krzysztof Debich.

Reklama

- Do złożenia wniosku o sesję nadzwyczajną sprowokowała mnie wypowiedź dla mediów przewodniczącego Rady Nadzorczej. W wywiadzie powiedział, że wynagrodzenia chirurgów stanowią 80 proc. kontraktu. Tymczasem mam dla was zadanie matematyczne. Wpływy chirurgii to 4,5 mln zł, wpływy poradni chirurgicznej 283 tys. zł, a kontrakty pochłaniają 1,3 mln zł. Więc ile to procent? Daję wam na rozwiązanie dwie minuty - zaczął Konrad Kłopotowski (PiS).

- Jeżeli to ma być festiwal pytań, to możemy rozwiązać tę sesję. Tematem obrad miało być bezpieczeństwo zdrowotne mieszkańców powiatu - podnosił z kolei starosta Krzysztof Debich.

- Jaki jest problem, żeby ułożyć równanie i wyliczyć procent? - dopytywał lider opozycji. - Może nie wiecie, jak to zrobić? Przecież to wychodzi 28 proc. Skąd Wy bierzecie 80 proc.?

- Istotą mojej wypowiedzi dla mediów było wskazanie problemu, jaki jest udział kosztów wynagrodzeń w stosunku do kontraktów. W szpitalu są oddziały, w których koszty wynagrodzeń stanowią 80 proc. kontraktu - odpowiadał Adam Handzelewicz. - Jak to wygląda na poszczególnych oddziałach? Wewnętrzny pierwszy - 38 proc., wewnętrzny II - 31 proc., wewnętrzny III - 42 proc., neurologia - 78,5 proc., chirurgia urazowo-ortopedyczna - 39 proc., chirurgia ogólna - 50,7 proc., neonatologia - 111,8 proc., oddział ginekologiczno-położniczy - 64,5 proc., rehabilitacja - 70,3 proc. Szpital jako całość 52,5 proc. - wyliczał przewodniczący Rady Nadzorczej KSS.

Sytuację finansową poszczególnych oddziałów przedstawił z kolei prezes Robert Wilanowski. Szef spółki mówił m.in. o "kwiatkach", o których codziennie dowiaduje się w szpitalu. Chodziło mu m.in. o to, że szpital miał umowy z pięcioma kancelariami prawnymi lub wydał 12 tys. zł na audyt SOR, jego zdaniem zbyt dużo.

- Spółka KSS w latach 2010-2014 przyniosła przeszło 12 mln zł straty. To nie są jeszcze dane pełne. Trwa bowiem badanie biegłych rewidentów. Z tych 12 mln zł zobowiązania wymagalne przekraczają 5,5 mln zł. Funkcjonowanie jakiegokolwiek podmiotu w takich warunkach jest bardzo trudne. Problem polega na tym, że nasze wpływy są blokowane przez komorników i jest to potencjalne zagrożenie dla pensji pracowniczych - mówił Wilanowski.

Na koniec 2014 oddziały wewnętrzne przyniosły zyski: I - 470 tys. zł, II - 850 tys. zł, III - 475 tys. zł. Na plusie były też anestezjologia - 517 tys. zł i endokrynologia - 182 tys. zł. Neurologia odnotowała 975 tys. zł straty, ortopedia pół miliona straty. Na minusie były także: chirurgia - 900 tys. zł, dermatologia - 62 tys. zł, neonatologia - 616 tys. zł, oddział ginekologiczno-położniczy - 858 tys. zł, pediatria - 312 tys. zł, SOR - 900 tys. zł, rehabilitacja - 343 tys. zł i ZOL - 600 tys. zł.

Wielką burzę na sesji wywołał zwłaszcza temat chirurgów. Ich kontrakty Adam Handzelewicz określił jako "bandyckie". Podkreślał, że Rada Nadzorcza i zarząd szpitala walczą o normalne relacje. Jak mówił, dysproporcje między zarobkami lekarzy a pielęgniarek czy innego personelu są bowiem w szpitalu ogromne.

- Poprzedni prezes Musiałowicz powiedział mi, że gdyby chciał rozwiązać kontrakty z chirurgami, które są nierozwiązywalne do 2017 r., to potrzebowałby 2,7 mln zł na odszkodowania - mówił A. Handzelewicz.

Chirurgów bronił Konrad Kłopotowski.

- Teraz rozumiem po co ta sesja. Partia polityczna interweniuje w sprawie zasad kontraktowania chirurgów. Przecież pan prezes mówił, że to nie jest ani czas, ani miejsce - zauważał starosta Krzysztof Debich.

Głos podczas sesji zabrał także Piotr Maciaszczyk, zastępca ordynatora chirurgii.

- Zastanawialiście się Państwo, ile istnień ludzkich uratował ten szpital? Nie możecie zrozumieć, że osoby nie z Kutna, a z Łodzi utożsamiają się z tym szpitalem, chcą działać dla dobra mieszkańców? Nieustannie jesteśmy przedstawiamy jako krwiopijcy. Dlaczego nikt nie wspomni, że zgodziliśmy się na obniżkę naszych kontraktów o 10% - mówił lekarz.

P. Maciaszczyk chciał również, by jego kolega z oddziału zaprezentował pomysły chirurgów na polepszenie sytuacji finansowej szpitala. Radni nie dopuścili go jednak do głosu.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)