Powiedział Bartek, że dziś tłusty czwartek…
„W wielkiej tajemnicy
powiedział nam Bartek,
że zgodnie z tradycją
dziś jest tłusty czwartek…”
Tak 12 lutego 2026 r. śpiewali członkowie Stowarzyszenia Uniwersytet Trzeciego Wieku w Kutnie. Ten wyjątkowy program, przygotowany przez grupę „Metafora” sekcji literackiej, według scenariusza i reżyserii Danuty Kawki, przybliżył zebranym jedną z polskich tradycji.
- Tłusty czwartek, bo o nim mowa, to ostatni czwartek karnawału, który swą nazwę zawdzięcza obfitym i tłustym biesiadom, organizowanym hucznie przed nadchodzącym wielkim postem. Magnackie i szlacheckie stoły uginały się od różnego rodzaju mięs, zakrapianych szlachetnymi trunkami. Na deser raczono się słodkimi racuchami, blinkami, placuszkami, kołaczkami, pampuchami… - tłumaczy Marlena Kluk.
Pod wiejskimi strzechami też nie brakowało obfitego jadła – szczodrze maszczonej kaszy, kapusty ze skwarkami, słoniny, a w bogatych chatach także kiełbasy i mięsa gotowanego w rosole. Obowiązywała zasada: dużo, często i tłusto, bo to ten ostatni symbolizował dostatek i gwarantował pomyślność.
Dzięki członkom „Metafory” uczestnicy spotkania usłyszeli nie tylko o tradycjach kulinarnych tamtych lat, ale także o zwyczaju polskich przekupek, zwanym combrem, który opisał polski etnograf Oskar Kolberg w książce „Lud i jego zwyczaje”. Ten tłusty czwartek, zwany combrowym, obchodzony był różnie, w zależności od regionu Polski, ale wszędzie mówiono, że jest to babski comber, bo rządziły kobiety i to do nich należało ostatnie słowo.
- Tłusty czwartek ma swoje odpowiedniki na całym świecie, chociaż w zależności od kraju, je się tam inne słodkości. U nas – jak Polska długa i szeroka królują pączki i faworki, i to jakie! Pączki nadziewane konfiturą z płatków róży, powidłami, musem śliwkowym, marmoladą, masą toffi, orzechową, makową, bakaliową, budyniem, bitą śmietaną, serem i kawałkami ananasa. Posypane cukrem pudrem, lukrowane, oblewane polewą czekoladową. - wymienia Marlena Kluk.
A jeżeli ktoś myśli, że faworki są tylko zwykłe, to się myli, bo mamy też – migdałowe, cytrynowe, rumowe, piwne – długo jeszcze można byłoby wyliczać. Czyli jedno i drugie – do wyboru i … nie, nie, nie do koloru, kolor bowiem jest jeden, złocisto-rumiany.
Podczas całego spotkania towarzyszył słuchaczkom i słuchaczom słodki aromat lukrowanych pączków, który w połączeniu z niepowtarzalną herbatą z cytrusami i przyprawami, stwarzał wyjątkowy zapustowy nastrój.
Komentarze (0)