Reklama

Skandal w katolickim ośrodku?! „Oskarżyli mnie o kradzież, wyrzucili, przeszedłem zawał”

Opublikowano:
Autor:

Skandal w katolickim ośrodku?! „Oskarżyli mnie o kradzież, wyrzucili, przeszedłem zawał” - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wydarzenia Niesłuszne oskarżenia o kradzież, nakaz szybkiej wyprowadzi, a po tym wszystkim zawał serca. Tak w skrócie można opisać to, co słyszymy od pana Zdzisława Durki. Mężczyzna przez kilka lat przebywał w Katolickim Stowarzyszeniu Wychowania w Trzeźwości pod Kutnem. Jego walka z nałogiem zakończyła się sukcesem. W tym roku miał usłyszeć, że ukradł 1,5 tony węgla, więc ma natychmiast się wynosić. Prezes Stowarzyszenia sprawy szeroko komentować nie chce, mówi tylko, że to nie o węgiel poszło...

Pan Zdzisław Durka do Ośrodka Wychowania w Trzeźwości przy Sanktuarium Maryjnym w Głogowcu trafił w 2010 roku. Chciał wyleczyć się z nałogu i tę walkę wygrał.

- Unikam alkoholu. Nie ma nawet mowy, żebym się go napił. Nie na darmo od lat chodzę trzeźwy. Nie chcę znów „popłynąć” – mówi nam pan Zdzisław.

W samym ośrodku żyło mu się dobrze. Podkreśla, że warunki były dobre, a opłaty za pobyt wynosiły ok. 150 zł miesięcznie.

- Odbywały się tam mitingi Anonimowych Alkoholików. Na dłuższy pobyt były zakwaterowane 3-4 osoby, wśród nich byłem ja. Żyło mi się tam w porządku. Był podział obowiązków. Ktoś zajmował się sprzątaniem, ktoś inny kuchnią... - wylicza pan Zdzisław.

Dodaje, że w zakresie jego obowiązków leżało dbanie o tereny zielone, szambo, czy piec. Od czasu do czasu ktoś mu w tym pomagał, jednak bardzo sporadycznie.

Przez lata pobytu w Głogowcu pan Zdzisław zaskarbił sobie przyjaźń i szacunek ze strony miejscowych. Traktowali go jak swojego, a on nigdy nikomu nie odmawiał pomocy. Wszystko było w miarę w porządku do 30 marca tego roku. Wtedy na mężczyznę jak grom z jasnego nieba spadła informacja, że ma niemal natychmiast się wyprowadzić. Przez władze ośrodka został uznanym za winnego kradzieży pokaźnej ilości węgla. Dowody? Jak mówi mężczyzna – brak.

- Pani prezes zorganizowała zebranie. Zostałem posądzony o kradzież 1,5 tony węgla. Dostałem termin do 7 kwietnia na opuszczenie tego ośrodka. Postawili mi warunek, żebym odkupił węgiel, wtedy będę mógł zostać. Z jakiej niby racji miałem odkupić ten węgiel? Gdybym faktycznie go ukradł to nie odezwałbym się nawet słowem, ale nie zabrałem nawet grama. Przecież 1,5 tony węgla nie wsadziłbym sobie do kieszeni. To wszystko „poszło przez komin”. U księdza jest monitoring. Zrobiłem bardzo źle, że nie wezwałem wtedy policji. Zadziałały nerwy, emocje. Nie pomyślałem o tym – mówi z żalem mężczyzna.

Mężczyzna dodaje, że prezes ośrodka stwierdziła, że miał on wynieść węgiel do okolicznych mieszkanek, z którymi utrzymywał dobre kontakty.

- Niesłusznie zamieszała w to i oskarżyła nie tylko mnie, ale także niewinne kobiety – dodaje nasz rozmówca.

Pan Zdzisław wybrał się do władz gminy Kutno z prośbą o pomoc. Wówczas padła propozycja, by pobyt mężczyzny w ośrodku przedłużyć o 3 miesiące, by miał czas na znalezienie dla siebie mieszkania. Władze ośrodka przedłużyły termin wyprowadzki do 30 czerwca br.

Mężczyźnie zawalił się cały świat. Nie wiedział, jak sobie poradzi i czy w ogóle mu się to uda. To wszystko odbiło się na jego zdrowiu. 1 maja pan Zdzisław przeszedł zawał serca. Leczył się w szpitalach w Kutnie i w Gorzewie, gdzie przez 3 tygodnie przechodził rehabilitację. Wciąż nie wrócił do pełni zdrowia.

- Szpital w Gorzewie opuściłem 3 lipca. Tego samego dnia opuściłem również ośrodek wychowania w trzeźwości. „W locie” udało się załatwić mieszkanie w Kutnie, w którym obecnie mieszkam – relacjonuje pan Zdzisław.

W znalezieniu mieszkania pomogła jedna z kobiet, która rzekomo miała przyjąć kradziony węgiel od pana Zdzisława. Lokum jest małe, skromnie urządzone, ma wspólną łazienkę z jednym z sąsiadów, lecz takie warunki i tak w pełni spełniają oczekiwania mężczyzny. Za jego wynajem płaci kilkaset złotych miesięcznie.

Mężczyzna zwrócił się z prośbą o pomoc do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Kutnie. Warto dodać, że pan Zdzisław miał zatrudnienie. Pracował w ekipie sprzątającej. Lekarze póki co nie pozwalają mu do niej wrócić. W tej chwili 64-latek jest na zwolnieniu chorobowym. Mężczyzna zapewnia, że jak tylko otrzyma zgodę ze strony lekarzy natychmiast wróci do pracy. Zupełnie inaczej wygląda kwestia powrotu do ośrodka.

- Po tej awanturze nie chcę tam wracać. Wolę mieszkać tu, gdzie obecnie. Mam ciszę, spokój, nikt nie warczy mi nad głową – mówi pan Zdzisław.

Nasuwa się pytanie – czego zatem oczekuje pan Zdzisław? Odpowiedź jest niezwykle prosta, lecz świetnie puentuje historię opisywaną przez mężczyznę.

- Zależy mi na sprawiedliwości. Jedyne czego oczekuję, to żeby mnie przeprosili za niesłuszne oskarżenia. Mnie i wspomniane kobiety. Tu nawet w głównej mierze nie chodzi o mnie, tylko o nie – słyszymy od pana Zdzisław.

Do naszej redakcji zgłosiła się również jedna z mieszkanek Głogowca, wyraźnie poruszona historią pana Zdzisława. Kobieta nie szczędzi gorzkich słów.

- Sytuacja pana Durki wydaje się niezwykle niesprawiedliwa mając na uwadze jego wieloletnie zaangażowanie jakie zostało włożone podczas całego pobytu w Stowarzyszeniu. Mowa tu oczywiście o codziennych obowiązkach, które do niego należały. Były nimi m.in. koszenie trawy, wybieranie szamba, palenie/czyszczenie pieca, wyjazdy do miasta po chleb, przygotowywanie sali na zjazdy itd. Zaangażował się również w poszukiwanie dla ośrodka lodówki, zakup kosiarki czy pożyczanie od mieszkańców Głogowca narzędzi (sekator, kosiarka, grabie, konewka, wiertarka itd.) do prac, które wykonywał na terenie ośrodka chcąc później odwdzięczyć się za okazaną pomoc w możliwy dla niego sposób – opisuje kobieta.

Dodaje, że wyciągnęła do mężczyzny pomocną dłoń ponieważ uważa, że taka osoba nigdy nie powinna być pozostawiona sama sobie.

- Pan Zdzisław jest osobą, która ma ogromne trudności z podejmowaniem decyzji i rozwiązywaniem problemów dnia codziennego. Na co dzień będąc w trudnej sytuacji bardzo się boi i wstydzi prosić kogokolwiek o pomoc, nie zdając sobie sprawy, że taki rodzaj rozmowy może wywrzeć szczególnie pozytywny wpływ na jego życie – opisuje mieszkanka Głogowca.

Dodaje również, że udała się z mężczyzną do Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Tam mieli odbić się od administracyjnej ściany.

Prezes Ośrodka w rozmowie z nami nie chciała szeroko komentować tej sprawy. Powiedziała nam jedynie, że powinniśmy zapoznać się z pismem, które podpisał pan Zdzisław kiedy opuszczał Głogowiec.

- Nie mam tego pisma. Zgubiłem je zapewne w trakcie przeprowadzki. Z tego co pamiętam było w nim napisane, że mogę opuścić Ośrodek, ponieważ jestem w stanie się uniezależnić. Zapewne chodziło to, że dam sobie jakoś radę – mówi nam pan Zdzisław.

O komentarz poprosiliśmy również władze Gminy Kutno. Zapytaliśmy m.in. o pomoc jaką ze strony Gminy Kutno otrzymał pan Zdzisław. Poprosiliśmy gminne władze również o informacje czy to prawda, że pracownicy GOPS zbagatelizowali problemy, z którymi nagle musiał zmierzyć się mężczyzna, a jeśli nie, to jaką pomoc zaproponowali mu urzędniczy.

- Dziękujemy za zainteresowanie się osobą p. Zdzisława Durki. Nadmieniam, iż w chwili obecnej Pan Zdzisław Durka nie przebywa na terenie gm. Kutno, stąd wszelkie ewentualne wnioski z zakresu pomocy społecznej winien kierować zgodnie z miejscem aktualnego zamieszkania – czytamy w mailu otrzymanym od Wójt Gminy Kutno, Justyny Jasińskiej.

Włodarz gminy dodaje, że osoby z terenu gm. Kutno kwalifikujące się do objęcia stosowną pomocą są traktowane zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa.

- Wyjaśniam ponadto, iż pracownicy Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Kutnie starają się wykonywać pracę sumiennie i należycie, nie bagatelizując potrzeb swoich mieszkańców – dodaje J. Jasińska.

Więc – jaką pomocą objęto Pana Zdzisława? Tego władze gminy zdradzić nie chcą zasłaniając się ustawą o pomocy społecznej i jednym z artykułów, który mówi, że: „W postępowaniu w sprawie świadczeń z pomocy społecznej należy kierować się przede wszystkim dobrem osób korzystających z pomocy społecznej i ochroną ich dóbr osobistych. W szczególności nie należy podawać do wiadomości publicznej nazwisk osób korzystających z pomocy społecznej oraz rodzaju i zakresu przyznanego świadczenia".

- Biorąc pod uwagę powyższy przepis GOPS w Kutnie nie ma uprawnień do udzielenia informacji o otrzymanej pomocy przez daną osobę. Mam nadzieję, że udzielona odpowiedź jest zadowalająca i wyczerpująca – kończy pani wójt.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE