reklama

Syczą i stroszą pióra nad zalewem w Kutnie. Czy mogą zrobić krzywdę?

Opublikowano:
Autor:

Syczą i stroszą pióra nad zalewem w Kutnie. Czy mogą zrobić krzywdę? - Zdjęcie główne
Autor: Sandra Staniszewska | Opis: Te wyjątkowe ptaki są pod ścisłą ochroną
Zobacz
galerię
8
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WydarzeniaCzy bliskie spotkanie z tak potężnym stworzeniem jest bezpieczne, o co tak naprawdę chodzi w ich widowiskowym zachowaniu i dlaczego akurat ten zbiornik? Na te pytania odpowiedział nam Artur Paul, który na co dzień ratuje poszkodowane ptactwo w ramach stowarzyszenia „Pomagam Bocianom”.
reklama

Dlaczego akurat Kutno? 

Łabędzie są niezwykle popularne i choć szukają czystych miejsc w całym kraju, ich obecność na miejskim stawie w Kutnie zdążyła już spowszednieć mieszkańcom. Jednak z biologicznego punktu widzenia to dość nietypowe zjawisko. Okazuje się, że zalew kutnowski wcale nie jest dla nich naturalną i bezpieczną oazą.

- Dziwi mnie to, że wybierają akurat Zalew Kutnowski, bo tam nie ma trzciny, więc nie mają gdzie budować gniazd i się osiedlić - przyznaje Artur Paul ze stowarzyszenia „Pomagam Bocianom”.

Skąd więc decyzja ptaków o regularnym odwiedzaniu Kutna? Odpowiedź jest prosta - wygrywa tam chęć pójścia na łatwiznę i darmowy pokarm, który codziennie serwują im spacerowicze. Niestety, ta lokalizacja niesie za sobą ogromne ryzyko zranienia, a nawet śmierci zwierząt, ponieważ zbiornik jest intensywnie użytkowany przez ludzi.

reklama

- Staw należy do Towarzystwa Wędkarskiego, a więc jest to niebezpieczne miejsce ze względu na np. możliwość zaplątanie się w żyłki czy zjedzenie przynęty - ostrzega nasz rozmówca. 

Stroszy się i syczy. Czy może nas zaatakować? 

Wielu spacerowiczów, zwłaszcza tych odwiedzających zalew z dziećmi, czuje spory respekt przed tak potężnymi ptakami. Gdy łabędź bez strachu podpływa blisko brzegu, nienaturalnie podnosi pióra i szeroko rozkłada skrzydła, łatwo o panikę. Czy faktycznie mamy się czego obawiać? Artur Paul uspokaja i obala popularne, miejskie mity.

- Dopływają do człowieka, bo są przyzwyczajone, że daje jedzenie. Stroszą się, podnoszą pióra, ale nie zaatakują. Zaatakować by mogły, gdyby miały dzieci - wyjaśnia.

reklama

Założyciel stowarzyszenia dodaje również, że anatomia łabędzi uniemożliwia im zrobienie człowiekowi krzywdy w taki sposób, jak potrafią to robić gatunki drapieżne.

- One nie są drapieżnikami, nie zaatakują ludzi. Mają zaokrąglone dzioby, a nie tak jak bociany, które ten dziób mają ostry i mogą nawet wydłubać oko - tłumaczy Artur Paul. 

Chleb to wyrok 

Łabędzie są w naszym kraju pod ścisłą ochroną. Choć wolno je dokarmiać, robienie tego w sezonie wiosenno-letnim mija się z celem. W ciepłych miesiącach w naturze jedzenia jest pod dostatkiem, a dokarmianie sprawia jedynie, że ptaki rozleniwiają się i tracą instynkt przetrwania.

Jedną z najważniejszych kwestii jest jednak to, czym kutnowscy spacerowicze rzucają w stronę wody. Jeśli przyjdzie zima i pomoc faktycznie okaże się niezbędna, z naszych rąk bezwzględnie musi zniknąć białe pieczywo.

reklama

- Chleb nie! Powoduje anielskie skrzydło i zakwasza organizm - podsumowuje krótko Artur Paul. 

Sól oraz ulepszacze zawarte w chlebie drastycznie zakwaszają układ pokarmowego ptaka. Co najgorsze, u młodych, rosnących osobników taka dieta prowadzi do nieuleczalnej deformacji stawów, zwanej anielskim skrzydłem. Kości i lotki zaczynają rosnąć w bok, nienaturalnie odstając od ciała.

dotknięty tą wadą już nigdy nie uniesie się w powietrze, a więc staje się uwięzionym na ziemi inwalidą, skazanym na szybką śmierć ze strony drapieżników.

WRÓĆ DO ARTYKUŁU
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo