Dlaczego akurat Kutno?
Łabędzie są niezwykle popularne i choć szukają czystych miejsc w całym kraju, ich obecność na miejskim stawie w Kutnie zdążyła już spowszednieć mieszkańcom. Jednak z biologicznego punktu widzenia to dość nietypowe zjawisko. Okazuje się, że zalew kutnowski wcale nie jest dla nich naturalną i bezpieczną oazą.
- Dziwi mnie to, że wybierają akurat Zalew Kutnowski, bo tam nie ma trzciny, więc nie mają gdzie budować gniazd i się osiedlić - przyznaje Artur Paul ze stowarzyszenia „Pomagam Bocianom”.
Skąd więc decyzja ptaków o regularnym odwiedzaniu Kutna? Odpowiedź jest prosta - wygrywa tam chęć pójścia na łatwiznę i darmowy pokarm, który codziennie serwują im spacerowicze. Niestety, ta lokalizacja niesie za sobą ogromne ryzyko zranienia, a nawet śmierci zwierząt, ponieważ zbiornik jest intensywnie użytkowany przez ludzi.
- Staw należy do Towarzystwa Wędkarskiego, a więc jest to niebezpieczne miejsce ze względu na np. możliwość zaplątanie się w żyłki czy zjedzenie przynęty - ostrzega nasz rozmówca.
Stroszy się i syczy. Czy może nas zaatakować?
Wielu spacerowiczów, zwłaszcza tych odwiedzających zalew z dziećmi, czuje spory respekt przed tak potężnymi ptakami. Gdy łabędź bez strachu podpływa blisko brzegu, nienaturalnie podnosi pióra i szeroko rozkłada skrzydła, łatwo o panikę. Czy faktycznie mamy się czego obawiać? Artur Paul uspokaja i obala popularne, miejskie mity.
- Dopływają do człowieka, bo są przyzwyczajone, że daje jedzenie. Stroszą się, podnoszą pióra, ale nie zaatakują. Zaatakować by mogły, gdyby miały dzieci - wyjaśnia.
Założyciel stowarzyszenia dodaje również, że anatomia łabędzi uniemożliwia im zrobienie człowiekowi krzywdy w taki sposób, jak potrafią to robić gatunki drapieżne.
- One nie są drapieżnikami, nie zaatakują ludzi. Mają zaokrąglone dzioby, a nie tak jak bociany, które ten dziób mają ostry i mogą nawet wydłubać oko - tłumaczy Artur Paul.
Chleb to wyrok
Łabędzie są w naszym kraju pod ścisłą ochroną. Choć wolno je dokarmiać, robienie tego w sezonie wiosenno-letnim mija się z celem. W ciepłych miesiącach w naturze jedzenia jest pod dostatkiem, a dokarmianie sprawia jedynie, że ptaki rozleniwiają się i tracą instynkt przetrwania.
Jedną z najważniejszych kwestii jest jednak to, czym kutnowscy spacerowicze rzucają w stronę wody. Jeśli przyjdzie zima i pomoc faktycznie okaże się niezbędna, z naszych rąk bezwzględnie musi zniknąć białe pieczywo.
- Chleb nie! Powoduje anielskie skrzydło i zakwasza organizm - podsumowuje krótko Artur Paul.
Sól oraz ulepszacze zawarte w chlebie drastycznie zakwaszają układ pokarmowego ptaka. Co najgorsze, u młodych, rosnących osobników taka dieta prowadzi do nieuleczalnej deformacji stawów, zwanej anielskim skrzydłem. Kości i lotki zaczynają rosnąć w bok, nienaturalnie odstając od ciała.
dotknięty tą wadą już nigdy nie uniesie się w powietrze, a więc staje się uwięzionym na ziemi inwalidą, skazanym na szybką śmierć ze strony drapieżników.
Komentarze (0)