Czas mija, dzieci rosną, a budka wciąż stoi
Na kutnowskim osiedlu przy ul. Wyszyńskiego 12 czas wydaje się płynąć własnym rytmem. Zmieniają się pory roku, wychowują kolejne pokolenia, a w tym samym miejscu niezmiennie działa niepozorna budka z lodami.
Sezon w tym miejscu zależy przede wszystkim od pogody. Zazwyczaj praca rusza w maju, a przy sprzyjających warunkach - już w kwietniu. Sezon kończy się we wrześniu, tradycyjnie w okolicach Święta Róży. Jak przyznaje właścicielka, po tym wydarzeniu pogoda zazwyczaj się psuje, a chłodniejsze miesiące to czas na przerwę i przygotowania do kolejnego roku.
fot. Sandra Staniszewska
W ofercie lokalu znajdują się lody włoskie o smaku śmietankowym, czekoladowym oraz bananowym. Klienci mogą wybierać spośród wielu rodzajów polew i posypek. Dostępne są również granity w różnych smakach.
Działalność ma długą historię i jest tradycją rodzinną. Wszystko zaczęło się ponad trzydzieści lat temu.
- Działamy już ponad trzydzieści lat, wydaje mi się, że nawet około trzydziestu dwóch czy trzydziestu czterech lat. Pałeczkę przejęłam po teściowej, gdy ta pochorowała się i nie mogła już dalej prowadzić interesu - mówi w rozmowie z nami Patrycja Łuczak.
Mieszkańcy osiedla wracają po latach
Prowadzenie kultowego miejsca w jednym punkcie przez dekady sprawia, że właścicielka obserwuje, jak na jej oczach zmienia się osiedle i jego mieszkańcy. Dla wielu z nich budka przy Wyszyńskiego 12 to stały element codzienności.
fot. Sandra Staniszewska
- Jak zaczynałam pracę, przychodziły do mnie małe, około sześcioletnie dzieci. Najbardziej upływ czasu widać właśnie po najmłodszych. Teraz to już dorośli ludzie. To pokazuje, jak szybko ucieka czas - przyznaje Patrycja Łuczak.
Oprócz codziennej sprzedaży w pamięci właścicielki zostają historie konkretnych ludzi. Jedna z nich szczególnie zapadła jej w pamięci i do dziś wywołuje silne emocje.
Historia starszego małżeństwa
Wśród stałych klientów przez długi czas wyróżniała się jedna para. Starszy pan przychodził do budki codziennie ze swoją żoną, która zmagała się z zaawansowaną demencją.
- Bardzo lubiłam to małżeństwo. Pan codziennie przychodził z żoną, bo widział, że dzięki temu kobieta miała cel, żeby wyjść z domu. Codziennie ze mną rozmawiała i choć nie pamiętała, że robiła to dzień wcześniej, te wizyty dodawały jej energii. Mąż kupował jej loda w kubeczku. Z każdym rokiem widziałam, jak jej stan się pogarszał. Mimo trudności mężczyzna sam się nią opiekował, nie chciał oddawać jej do ośrodka - wspomina właścicielka.
Kobieta zmarła niedawno, o czym mężczyzna poinformował właścicielkę podczas jednej ze spacerowych tras.
- Był przy niej do ostatnich chwil. Do dziś codziennie mija moją budkę tą samą drogą, idąc samemu. Za każdym razem, gdy go widzę, jest mi niezwykle smutno - dodaje Patrycja Łuczak.
Mimo upływu lat, zmian pokoleniowych i trudnych historii, punkt przy ul. Wyszyńskiego 12 nadal działa i co roku w sezonie wiosenno-letnim serwuje kutnianom smaki, które łączą pokolenia.
Komentarze (0)