reklama

Truskawki są, miejsca nie ma? Handlarze wskazują na problem w Kutnie

Opublikowano:
Autor:

Truskawki są, miejsca nie ma? Handlarze wskazują na problem w Kutnie - Zdjęcie główne
Autor: pixabay | Opis: To duży problem.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WydarzeniaKolorowe łubianki pełne truskawek pojawiają się niemal na każdym osiedlu. Za tym pozornie prostym obrazkiem kryje się jednak problem, który od lat pozostaje nierozwiązany.
reklama

Problem handlowców

Sezon truskawkowy trwa w najlepsze. Na ulicach Kutna nietrudno spotkać sprzedawców oferujących świeże owoce, a mieszkańcy chętnie zatrzymują się przy stoiskach, by kupić kilka kilogramów sezonowych przysmaków. Dla wielu osób handel pod chmurką może wydawać się przyjemnym zajęciem – kontakt z ludźmi, świeże powietrze i możliwość pracy na własny rachunek. Rzeczywistość wygląda jednak nieco inaczej.

O kulisach ulicznego handlu opowiedziała nam jedna ze sprzedawczyń, pani Marysia. Jak podkreśla, wielu handlujących funkcjonuje dziś w poczuciu niepewności.

– W większości miejsc handlowcy stoją nielegalnie. I nie wynika to ze złej woli, tylko z braku innych możliwości – mówi.

reklama

Jak wspomina, jeszcze kilka lat temu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Miasto wyznaczało miejsca do handlu, które można było legalnie wynająć za niewielką opłatą.

– To były groszowe koszty. My mieliśmy pozwolenie, a miasto dodatkowy dochód. Problem pojawił się wtedy, gdy część osób zaczęła oczekiwać, że miasto zapewni wiaty, toalety i inne udogodnienia. Handel uliczny zawsze wiąże się jednak z pewnymi niedogodnościami. Ostatecznie miasto z tego rozwiązania zrezygnowało – opowiada pani Marysia.

Przez lata jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc handlu był słynny murek na Placu Wolności. Po przebudowie centrum miasta zniknął jednak zarówno murek, jak i sprzedawcy, którzy regularnie prowadzili tam swoją działalność.

reklama

Teoretycznie istnieją miejsca, gdzie handel można prowadzić legalnie. W praktyce nie zawsze jest to takie proste.

– Próbujemy stanąć przy Biedronkach, ale nie dostaliśmy zgody od regionalnej kierowniczki. Oczywiście pracownicy sklepu są dla nas wyrozumiali i zwykle nie reagują, ale zawsze pozostaje obawa, że któregoś dnia ktoś podejdzie do sprawy inaczej – tłumaczy kobieta.

Jak dodaje, również Straż Miejska zazwyczaj nie interweniuje, dopóki nie otrzyma zgłoszenia od mieszkańców lub właściciela terenu.

Alternatywą są prywatne grunty, między innymi należące do Spółdzielni Mieszkaniowej „Pionier”.

– Można wynająć miejsce między innymi przy ulicach Zamoyskiego, Jagiełły czy Skłodowskiej. Problem w tym, że często obok siebie stoi tam po kilku sprzedawców i konkurencja jest bardzo duża – mówi.

reklama

Zdaniem pani Marysi dobrym przykładem jest Gostynin, gdzie funkcjonuje prosty system opłat za handel.

– Tam płacą kilkanaście złotych za miejsce. Miasto ma dodatkowe wpływy, a kupcy święty spokój. Tak powinno być również u nas. Ale najwyraźniej miasto ma za dużo pieniędzy – kwituje z przekąsem.

O stanowisko w tej sprawie zapytaliśmy Urząd Miasta Kutno.

– W Kutnie obowiązują przepisy dotyczące handlu na terenach miejskich. Uchwała z 2021 roku jasno wskazuje trzy miejsca przeznaczone do handlu dla mieszkańców - informuje Kamil Klimaszewski z biura prasowego Urzędu Miasta Kutno.

Miasto umożliwia handel na ulicy Narutowicza 52 (giełda samochodowa), ulicy Bałtyckiej oraz ulicy Cmentarnej, gdzie dozwolony jest handel wyłącznie kwiatami i zniczami.

reklama

Dodatkowo handel możliwy jest podczas wydarzeń organizowanych przez miasto, takich jak Święto Róży. Wtedy do dyspozycji kupców pozostaje zarówno ulica Królewska, jak i Plac Wolności oraz Plac Piłsudskiego.

Produkty rolne można sprzedawać również na terenie przy ulicy Narutowicza 35 we wtorki, piątki i soboty.

- Każdy inny przypadek handlu jest traktowany jako wykroczenie. Strażnicy miejscy nie ingerują jednak w handel na prywatnych terenach np. zasobach Spółdzielni Mieszkaniowej "Pionier" lub na parkingach sklepów wielkopowierzchniowych – informuje nas Kamil Klimaszewski.

Sprawa pokazuje, że choć mieszkańcy chętnie kupują sezonowe owoce od lokalnych sprzedawców, sami handlujący od lat funkcjonują w szarej strefie pomiędzy potrzebami mieszkańców a obowiązującymi przepisami. Wielu z nich liczy, że w przyszłości uda się wypracować rozwiązanie, które pozwoliłoby prowadzić handel legalnie, bez obaw o kontrole i zgłoszenia.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo