Sekretarz Wisławy Szymborskiej z wizytą w kutnowskiej bibliotece
W czwartkowy wieczór (19 lutego) sala Miejskiej i Powiatowej Biblioteki publicznej w Kutnie wypełniła się po same brzegi. Była to niepowtarzalna okazja, by udać się w podróż do świata Wisławy Szymborskiej, z Michałem Rusinkiem w roli przewodnika.
O gościu zaproszonym do kutnowskiej instytucji można by powiedzieć wiele — literaturoznawca, tłumacz, pisarz, doktor habilitowany nauk humanistycznych, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek Unii Literackiej, laureat nagród literackich.
Czwartkowe spotkanie skupiło się jednak na jego relacji z Wisławą Szymborską. Michał Rusinek przez 15 lat był bowiem sekretarzem poetki, jej prawą ręką. Od kwietnia 2012 roku pełni natomiast funkcję prezesa Fundacji Wisławy Szymborskiej, utworzonej na mocy testamentu pozostawionego przez noblistkę.
Publiczność zgromadzona w bibliotece mogła wysłuchać opowieści o wyjątkowym poczuciu humoru poetki, jej zwyczajach, pasjach literackich i słabościach. Część zgromadzonych pojawiła się na spotkaniu zaopatrzona w książkę „Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej”, wydanej przez Michała Rusinka w 2016 roku.
Jak skrzyżowały się życiowe drogi Rusinka i Szymborskiej? Otóż stało się to po otrzymaniu przez poetkę Nagrody Nobla, w 1996 roku. Znajoma poetki, Teresa Walas, była bowiem promotorką pracy magisterskiej Michała Rusinka.
Wieloletni sekretarz noblistki zdradza, że ta nie potrafiła przywyknąć do sławy. Relacjonował, że po otrzymaniu Nagrody Nobla na jakiś czas dopadł ją tzw. pocałunek śmierci, czyli artystyczna stagnacja. Wisława Szymborska nie była też pasjonatką podróży, choć w Italii — nawet pod dziś dzień — przez wielu postrzegana jest jako Włoszka, a jej poczucie humoru wydawało się iście brytyjskie.
Specyficzne było również spojrzenie pisarki na interpunkcję. Za przecinkami bynajmniej nie przepadała, miała do nich lekki, niezobowiązujący stosunek. To właśnie Michał Rusinek dopisywał je, gdy wiersz był już ukończony. Z przymrużeniem oka przyznaje, że było tego sporo, co jest jego nieocenionym wkładem w literaturę.
- Powinienem kiedyś opublikować książkę „Przecinki zebrane" — stwierdził żartobliwie.
Jak wspomina, Szymborska uważała, że najważniejszy w pokoju poety jest kosz na śmieci.
- Jeśli wiersz nie przejdzie próby nocy, kończy w koszu — cytował M. Rusinek.
W relacji dwojga pisarzy nie zabrakło także momentów wzruszających. Za jedną z nich Maichał Rusinek uważa rozmowę, która miała miejsce trzy lata po przyznaniu Nagrody Nobla. Wisława Szymborska, dając swojemu sekretarzowi do przeczytania swoje najnowsze dzieło, poprosiła, by ten wstrzymał się od komentarza.
- Jak będziesz chwalił, to nie uwierzę. Jak skrytykujesz, to będzie mi przykro — miała powiedzieć noblistka.
Łzy pojawiły się w oczach Michała Rusinka również podczas koncertu Sanah. Mimo że — jak przyznaje — nie jest fanem twórczości Zuzanny, 65 tysięcy gardeł śpiewających „Nic dwa razy się nie zdarza”, sprawiły, że jego serce zabiło mocniej.
Historii z życia Wisławy Szymborskiej pojawiło się oczywiście dużo więcej.
Po spotkaniu można było nabyć książki Michała Rusinka, do czego zresztą gości biblioteki nie trzeba było specjalnie namawiać.
Komentarze (0)