reklama

"Wyrzucili mnie z Burkina Faso, a w Etiopii połamali rękę!" Kutnowski podróżnik utknął w Afryce

Opublikowano:
Autor:

"Wyrzucili mnie z Burkina Faso, a w Etiopii połamali rękę!" Kutnowski podróżnik utknął w Afryce - Zdjęcie główne
Autor: Dariusz Świerczyński | Opis: To jego 145 odwiedzony kraj!
Zobacz
galerię
8
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WydarzeniaRozmawiamy z Darkiem, gdy jego auto po raz kolejny stoi unieruchomione. Tym razem u mechaników z Pakistanu, którzy próbują reanimować gasnący silnik. Darek śmieje się, że awarie prześladują go od samego początku, ale to właśnie one pozwalają mu poznać prawdziwe, surowe oblicze miejsc, do których turyści nigdy nie zaglądają.
reklama

,,Nie potrafiłem się zatrzymać, a miało być tylko Maroko..." 

Darek Świerczyński - mieszkaniec Kutna - to człowiek, którego w Kutnie, jak i w całej Polsce zna coraz więcej osób, choć on sam rzadko bywa w domu! Jak sam mówi, od 28 lat krąży po świecie i może pochwalić się tym, że suma odwiedzonych przez niego krajów wynosi 144.

Aktualnie podbija sto czterdziesty piąty - Somalię.

Choć wcześniej przemierzał świat głównie na motocyklu, tym razem wsiadł w samochód i ruszył w podróż, która miała być jedynie krótką wycieczką.

Przyznaje, że nie potrafił się zatrzymać, a cena za ten afrykański sen bywa gigantyczna. 

reklama

,,To nie jest kontynent dla białych ludzi!" 

Afryka fascynuje, ale potrafi być bezwzględna. Darek bez owijania w bawełnę przyznaje, że to najtrudniejsza wyprawa w jego trwającym blisko trzy dekady życiu podróżnika. Przejechał już Amerykę Południową, Północną, Azję, Himalaje, Syberię i Mongolię.

Jednak czarny ląd postawił mu poprzeczkę najwyżej. 

- Najbardziej podoba mi się w Afryce to, że jest trudno. To nie jest kontynent dla białych ludzi, ciężko się podróżuje przez Afrykę, zwłaszcza swoim samochodem. Każda kraina jest nieporównywalna z żadnym innym miejscem na świecie. Afryka jest trudna po prostu, a ja lubię trudne wyprawy i podróżnicze wyzwania - opowiada Darek.

reklama

O tym, jak niebezpiecznie potrafi być na afrykańskich bezdrożach, przekonał się na własnej skórze w Etiopii. To tam musiał stoczyć fizyczną walkę z napastnikami. 

- Musiałem bronić swojego portfela. Poobijali mi nogę, wybili zęba. Złamali mi też palec, od miesiąca mam rękę w gipsie. To była chyba jedyna taka sytuacja, gdzie musiałem się szarpać z ludźmi - wspomina. 

Przygoda w Kenii i Burkina Faso? 

Sceny (prawie jak z filmu) rozegrały się również w innych państwach! Przejazd przez blisko 30 afrykańskich krajów (w tym tak niebezpieczne rejony jak Nigeria, Sudan Południowy czy Somalia) przyniósł też bliskie spotkania z tamtejszym wymiarem sprawiedliwości.

reklama

W Kenii kutnowski podróżnik spędził dobę w więzieniu i musiał stanąć przed sądem.

Jeszcze goręcej było w Burkina Faso, gdzie spędził tydzień zamknięty w hotelu po tym, jak służby odebrały mu paszport.

- Dlaczego siedziałem? No, siedziałem…ale może nie wnikajmy w szczegóły? - śmieje się Darek. - W Burkina Faso miałem sprawę w sądzie. Gdybym wtedy nie podróżował z psem, to zamknęliby mnie na ten tydzień w normalnym, ciężkim więzieniu. Pies mnie uratował. 

Największy dramat wydarzył się w Beninie

Choć poturbowane ciało, zniszczone zęby i problemy z prawem brzmią groźnie, dla Darka najsmutniejszym i najbardziej bolesnym momentem całej trwającej 2,5 roku wyprawy była strata najwierniejszego kompana.

reklama

Na pierwszy etap podróży zabrał ze sobą swojego psa. Czworonóg nie wytrzymał jednak trudów podróży i skrajnych temperatur - w samochodzie, który służy Darkowi za dom, nie ma klimatyzacji, a temperatura w środku regularnie sięga 40 stopni Celsjusza...

- Wszystkie noce spędzam w swoim kamperze, bez klimatyzacji, czasami jest tam jak w piekarniku. Najbardziej szkoda mi mojego psa, który umarł w Beninie półtora roku temu. Podróżował ze mną na początku. Pochowałem go w Beninie, na ziemi mojego miejscowego przyjaciela - mówi poruszony.

Polacy dają siłę 

Darek podróżuje bez szczegółowego planu. Wyjechał spontanicznie, z biegu. Choć komunikuje się głównie po angielsku (choć, jak sam mówi, jego angielski nie jest idealny, a francuskiego, popularnego w Afryce, nie zna), to paradoksalnie największe wsparcie dostaje z ojczyzny. 

 - Dużo osób odzywa się do mnie z całej Polski. Piszą głównie po to, żeby dać mi motywację. Wysyłają same pozytywne wiadomości, żebym był silny, że wyprawa im się podoba. To daje kopa - przyznaje podróżnik.

Co ciekawe, najmniej wiadomości dostaje... od samych mieszkańców rodzinnego miasta. 

Mimo to Darek nie zapomina, skąd pochodzi. Po przejechaniu 75 krajów na motocyklu i zaliczeniu obecnej, ekstremalnej wyprawy samochodowej, cel jest już tylko jeden i jest jasny…Powrót do domu!!! 

 - Auto znowu gaśnie i nie chce się uruchamiać, mam duży problem zmechanizowany. Ale cały czas, od dwóch lat, jestem w drodze do domu. Kieruję się prosto do Kutna, do naszego Kucienka, ale po drodze na pewno jeszcze coś odwiedzę - kończy Darek. 

WRÓĆ DO ARTYKUŁU
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo