,,Nie potrafiłem się zatrzymać, a miało być tylko Maroko..."
Darek Świerczyński - mieszkaniec Kutna - to człowiek, którego w Kutnie, jak i w całej Polsce zna coraz więcej osób, choć on sam rzadko bywa w domu! Jak sam mówi, od 28 lat krąży po świecie i może pochwalić się tym, że suma odwiedzonych przez niego krajów wynosi 144.
Aktualnie podbija sto czterdziesty piąty - Somalię.
Choć wcześniej przemierzał świat głównie na motocyklu, tym razem wsiadł w samochód i ruszył w podróż, która miała być jedynie krótką wycieczką.
Przyznaje, że nie potrafił się zatrzymać, a cena za ten afrykański sen bywa gigantyczna.
,,To nie jest kontynent dla białych ludzi!"
Afryka fascynuje, ale potrafi być bezwzględna. Darek bez owijania w bawełnę przyznaje, że to najtrudniejsza wyprawa w jego trwającym blisko trzy dekady życiu podróżnika. Przejechał już Amerykę Południową, Północną, Azję, Himalaje, Syberię i Mongolię.
Jednak czarny ląd postawił mu poprzeczkę najwyżej.
- Najbardziej podoba mi się w Afryce to, że jest trudno. To nie jest kontynent dla białych ludzi, ciężko się podróżuje przez Afrykę, zwłaszcza swoim samochodem. Każda kraina jest nieporównywalna z żadnym innym miejscem na świecie. Afryka jest trudna po prostu, a ja lubię trudne wyprawy i podróżnicze wyzwania - opowiada Darek.
O tym, jak niebezpiecznie potrafi być na afrykańskich bezdrożach, przekonał się na własnej skórze w Etiopii. To tam musiał stoczyć fizyczną walkę z napastnikami.
- Musiałem bronić swojego portfela. Poobijali mi nogę, wybili zęba. Złamali mi też palec, od miesiąca mam rękę w gipsie. To była chyba jedyna taka sytuacja, gdzie musiałem się szarpać z ludźmi - wspomina.
Przygoda w Kenii i Burkina Faso?
Sceny (prawie jak z filmu) rozegrały się również w innych państwach! Przejazd przez blisko 30 afrykańskich krajów (w tym tak niebezpieczne rejony jak Nigeria, Sudan Południowy czy Somalia) przyniósł też bliskie spotkania z tamtejszym wymiarem sprawiedliwości.
W Kenii kutnowski podróżnik spędził dobę w więzieniu i musiał stanąć przed sądem.
Jeszcze goręcej było w Burkina Faso, gdzie spędził tydzień zamknięty w hotelu po tym, jak służby odebrały mu paszport.
- Dlaczego siedziałem? No, siedziałem…ale może nie wnikajmy w szczegóły? - śmieje się Darek. - W Burkina Faso miałem sprawę w sądzie. Gdybym wtedy nie podróżował z psem, to zamknęliby mnie na ten tydzień w normalnym, ciężkim więzieniu. Pies mnie uratował.
Największy dramat wydarzył się w Beninie
Choć poturbowane ciało, zniszczone zęby i problemy z prawem brzmią groźnie, dla Darka najsmutniejszym i najbardziej bolesnym momentem całej trwającej 2,5 roku wyprawy była strata najwierniejszego kompana.
Na pierwszy etap podróży zabrał ze sobą swojego psa. Czworonóg nie wytrzymał jednak trudów podróży i skrajnych temperatur - w samochodzie, który służy Darkowi za dom, nie ma klimatyzacji, a temperatura w środku regularnie sięga 40 stopni Celsjusza...
- Wszystkie noce spędzam w swoim kamperze, bez klimatyzacji, czasami jest tam jak w piekarniku. Najbardziej szkoda mi mojego psa, który umarł w Beninie półtora roku temu. Podróżował ze mną na początku. Pochowałem go w Beninie, na ziemi mojego miejscowego przyjaciela - mówi poruszony.
Polacy dają siłę
Darek podróżuje bez szczegółowego planu. Wyjechał spontanicznie, z biegu. Choć komunikuje się głównie po angielsku (choć, jak sam mówi, jego angielski nie jest idealny, a francuskiego, popularnego w Afryce, nie zna), to paradoksalnie największe wsparcie dostaje z ojczyzny.
- Dużo osób odzywa się do mnie z całej Polski. Piszą głównie po to, żeby dać mi motywację. Wysyłają same pozytywne wiadomości, żebym był silny, że wyprawa im się podoba. To daje kopa - przyznaje podróżnik.
Co ciekawe, najmniej wiadomości dostaje... od samych mieszkańców rodzinnego miasta.
Mimo to Darek nie zapomina, skąd pochodzi. Po przejechaniu 75 krajów na motocyklu i zaliczeniu obecnej, ekstremalnej wyprawy samochodowej, cel jest już tylko jeden i jest jasny…Powrót do domu!!!
- Auto znowu gaśnie i nie chce się uruchamiać, mam duży problem zmechanizowany. Ale cały czas, od dwóch lat, jestem w drodze do domu. Kieruję się prosto do Kutna, do naszego Kucienka, ale po drodze na pewno jeszcze coś odwiedzę - kończy Darek.
Komentarze (0)