Reklama

"... o moich doświadczeniach mógłbym napisać książkę"

Opublikowano:
Autor:

"... o moich doświadczeniach mógłbym napisać książkę" - Zdjęcie główne
Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Sport W środowe popołudnie przed pierwszym gwizdkiem w spotkaniu KS-u z Pogonią Zduńska Wola oficjalnie pożegnaliśmy żywą legendę kutnowskiej piłki - Andrzeja Królaka, który odszedł na zasłużoną piłkarską emeryturę. Nie obyło się bez wzruszeń, kwiatów i podziękowań.

Andrzej Królak przez wiele lat pełnił funkcję kierownika Stali Kutno, MKS-u Kutno i KS Kutno. Jego przygoda z kutnowską piłką rozpoczęła się w 1983 i trwała aż do końca sezonu 2017/ 2018. Był świadkiem wzlotów i upadków kutnowskiej piłki, będąc z nią na dobre i na złe zarówno w trzeciej lidze, jak i A-klasie. Z tej okazji poprosiliśmy pana Andrzeja o krótką rozmowę.

Jak rozpoczęła się Pana przygoda z kutnowską piłką?

Na wstępie chciałbym się odnieść do kuluarowych informacji, które do mnie docierają na temat mojego odejścia z funkcji kierownika. Fakt ten zakomunikowałem zarządowi klubu dużo wcześniej, bo już na początku stycznia tego roku. O moim odejściu wiedzieli zawodnicy, trener Grzegorek oraz prezes klubu. Dementuję plotki, że ktoś mnie z KS-u wyrzucił. Nie mam do klubu żadnych pretensji, rozstaliśmy się w przyjaźni. Po prostu powiedziałem sobie "stop, wystarczy". Dalej jednak piłka jest moją pasją i hobby.

Wracając do pytania, na początku sierpnia minęło dokładnie 35 lat od kiedy jestem związany z kutnowską piłką. O współpracę poprosił mnie wtedy śp. trener Stali Jerzy Jasiński. Pamiętam, że bardzo się wtedy wahałem, ale ostatecznie przyjąłem propozycję. Byłem kierownikiem klubu do 1992 roku. Przeżyłem wielu trenerów, charakterów i osobowości. W momencie, kiedy zawiązał się Miejski Klub Sportowy już na pierwszym zebraniu zostałem mianowany ponownie na stanowisko kierownika razem z trenerem Jasińskim. Po niespełna 24 godzinach decyzja została jednak cofnięta przez ówczesnego prezesa. Nowym trenerem został wówczas Sławomir Ryszkiewicz wraz z bratem. Mój rozbrat z piłką trwał niemal dwa lata. Wszystko zmieniło się kiedy prezesem został pan Bartol. Wtedy to ponownie zostałem kierownikiem drużyny. Taki stan rzeczy utrzymał się aż do czasu rozpadu MKS-u. Później nastały czasy KS-u, gdzie również pełniłem tę funkcję.

Jaki moment w swojej karierze wspomina Pan najlepiej?

Było wiele takich momentów. Najlepiej wspominam jednak okres współpracy z trenerem Ślęzakiem i grę w trzeciej lidze, która była wtedy bardzo silna. Pamiętam, jak na początku lat dziewięćdziesiątych mieliśmy naprawdę mocną ekipę, która przeszła do historii kutnowskiej piłki. Pamiętam jak w Kutnie przegrywała Polonia Warszawa czy GKS Bełchatów. Bardzo miło wspominam również pracę z trenerem Kamilem Sochą w trzeciej lidze. Pamiętam, że trener wprowadził nowe metody treningowe, które niekiedy traktowano z przymrużeniem oka. Życzę jednak każdemu prezesowi i trenerowi takich sukcesów, jakie osiągnął trener Socha. Zajęliśmy wtedy drugie miejsce w III lidze łódzko-mazowieckiej, tuż za Radomiakiem. Zdobyliśmy również Puchar Polski na szczeblu wojewódzkim, pokonując w finale LKS Kwiatkowice.

Jak mógłby Pan podsumować swoją karierę w roli kierownika drużyny?

Mało jest ludzi w naszym regionie, którzy tyle lat pełnili tę funkcję. Z jednej strony jest to bardzo fajna i ciekawa praca. Z drugiej jednak rola jaką musi pełnić w drużynie kierownik jest funkcją niewdzięczną. Masz bowiem wrażenie, że znajdujesz się miedzy młotem a kowadłem, będąc łącznikiem między zawodnikiem a trenerem. Zawsze jednak powtarzałem, że w 90 proc. byłem z zawodnikami. Czasem nawet śmiano się, że jestem dla chłopaków jak ojciec i matka. Moją praca podzielona była na etapy, zależne od tego, w jakim klubie pracowałem, a o moich doświadczeniach mógłbym napisać książkę.

Na koniec chciałbym podziękować wszystkim tym, którzy w tak piękny sposób mnie pożegnali. Szczególnie prezesowi Ślęzakowi i prezesowi Tomczakowi. Nie spodziewałem się, że kierownik drużyny może liczyć na takie pożegnanie. Nie jest łatwo patrzeć na to z boku, gdyż przez tyle lat wpadłem już w swoisty rytm meczowy. Wciąż przychodzę na treningi i mecze, zawsze służąc radą i wiedzą chłopakom. Jestem jednak już z drugiej strony barykady.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE