Wzrost liczby zwolnień z powodu alkoholu
Z danych ZUS wynika, że w 2025 roku wystawiono blisko 10 tys. zaświadczeń lekarskich z tytułu czasowej niezdolności do pracy spowodowanej nadużyciem alkoholu (kod C). To o 5,1% więcej niż rok wcześniej, kiedy takich przypadków było 9,5 tys.
Najwięcej takich zwolnień odnotowano w województwach: mazowieckim – 1,3 tys. (13,3% wszystkich w kraju), śląskim – 1,1 tys. (11,2%) oraz wielkopolskim – 1,1 tys. (11,1%). Najrzadziej występowały w lubuskim – 252 (2,5%), opolskim – 307 (3,1%) i podlaskim – 319 (3,2%).
– W Polsce rocznie wystawianych jest ponad 20 milionów zwolnień lekarskich. Te z kodem C stanowią więc bardzo niewielki odsetek wszystkich absencji chorobowych, ale nie można tych danych całkowicie bagatelizować. Mówimy bowiem o sytuacjach, w których nadużycie alkoholu wpłynęło na stan zdrowia pracownika na tyle, że konieczna była czasowa niezdolność do pracy. Nie oznacza to automatycznie uzależnienia. Część przypadków może dotyczyć jednorazowych epizodów, zatruć czy powikłań zdrowotnych – komentuje Michał Pajdak, wykładowca akademicki i ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.
Koszty dla firm i gospodarki
Eksperci zwracają uwagę, że choć skala zjawiska wydaje się niewielka, jego skutki są odczuwalne, szczególnie na poziomie przedsiębiorstw.
Dr n. o zdr. Katarzyna Sejbuk-Rozbicka z Uczelni Łazarskiego podkreśla, że alkohol generuje koszty pośrednie, takie jak spadek produktywności, absencje, wypadki przy pracy czy wcześniejsze wycofywanie się z rynku pracy. W mniejszych firmach nawet krótkie nieobecności mogą zaburzać organizację pracy i wymuszać nadgodziny lub zastępstwa.
– Sam wzrost rdr. liczby zaświadczeń z kodem C warto traktować poważnie. Mówimy o sytuacjach, w których alkohol realnie wyłącza ludzi z bezpiecznego funkcjonowania zawodowego, a to zwykle nie dzieje się bez powodu. Jednocześnie te dane nie przesądzają, że mamy nagły wybuch uzależnień. Na liczbę zwolnień wpływa też to, czy lekarze częściej rozpoznają problem i czy pacjenci rzadziej ukrywają tło alkoholowe. Możliwy jest więc również efekt większej szczerości i świadomości – zaznacza psycholog Michał Murgrabia, ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.
Krótkie absencje dominują
Łączna liczba dni absencji chorobowej związanej z nadużyciem alkoholu w 2025 roku wyniosła 99,7 tys., czyli niemal tyle samo co rok wcześniej (99,6 tys.).
Najczęściej były to krótkie zwolnienia:
1–5 dni – 3,6 tys. przypadków (35,6%),
6–10 dni – 2,7 tys. (26,9%),
11–20 dni – 2,7 tys. (27,4%).
Dłuższe absencje zdarzały się rzadziej – 728 przypadków trwało 21–30 dni (7,3%), a powyżej miesiąca jedynie niewielki odsetek.
– Struktura zwolnień wskazuje przede wszystkim, że niezdolność do pracy związana z alkoholem ma w większości charakter ostrych, krótkotrwałych następstw spożycia, takich jak zatrucia, zaburzenia snu, pogorszenie funkcji poznawczych czy urazy. Fakt, że ponad 10% zwolnień trwa przeszło 21 dni, można interpretować jako sygnał, że w pewnej części przypadków mamy do czynienia z poważniejszymi konsekwencjami zdrowotnymi. To m.in. urazy, powikłania somatyczne lub zaburzenia psychiczne związane z nadużywaniem alkoholu, które wymagają dłuższego leczenia i rekonwalescencji – mówi dr n. o zdr. Katarzyna Sejbuk-Rozbicka.
Skala zjawiska w liczbach
Eksperci podkreślają, że mimo wzrostu liczby zwolnień, ich wpływ na gospodarkę w skali makro pozostaje ograniczony.
– Blisko 100 tys. dni absencji to około 400 etatów rocznie, przyjmując 250 dni pracy. W porównaniu z ponad 16 milionami pracujących i milionami dni absencji ogółem, jest to zjawisko marginalne makroekonomicznie. Oczywiście, każda absencja generuje koszt, ale w skali całej gospodarki mówimy o relatywnie niewielkich kwotach w porównaniu z całkowitą wartością wytwarzanych dóbr i usług. Załóżmy, że średni koszt dnia pracy wynosi 350 zł. Jeśli pomnożymy go przez liczbę dni absencji z ww. tytułu, to otrzymamy wynik ok. 35 mln zł rocznie. W skali gospodarki wartej ponad 3 biliony zł PKB to znikoma wartość – dodaje Michał Pajdak.
Kto najczęściej korzysta z L4 przez alkohol?
Najwięcej zaświadczeń wystawiono osobom w wieku 35–49 lat. W 2025 roku:
- 40–44 lata – 1,8 tys. przypadków (18,2%),
- 45–49 lat – 1,6 tys. (15,7%),
- 35–39 lat – 1,5 tys. (15,1%).
Najrzadziej dotyczyły najmłodszych (do 19 lat – 44 przypadki) i najstarszych (65+ – 86 przypadków).
– Niemal połowa wszystkich takich zwolnień dotyczy osób między 35. a 49. rokiem życia. Taki rozkład nie jest zaskakujący. To właśnie ta grupa wiekowa stanowi rdzeń rynku pracy. Statystycznie to w niej będzie występować najwięcej zwolnień – niezależnie od ich przyczyny. Badania epidemiologiczne wskazują, że właśnie w tej fazie życia ryzyko nadużywania alkoholu bywa podwyższone. Jednocześnie zaczynają ujawniać się pierwsze poważniejsze konsekwencje zdrowotne długotrwałych zachowań ryzykownych – podkreśla Michał Pajdak.
Mężczyźni dominują, ale kobiety też w statystykach
Zwolnienia z kodem C zdecydowanie częściej dotyczą mężczyzn. W 2025 roku stanowili oni 77,5% wszystkich przypadków (7,7 tys.), podczas gdy kobiety – 22,5% (2,2 tys.). Proporcje te nie zmieniły się względem roku wcześniejszego.
Jak wskazuje dr n. o zdr. Katarzyna Sejbuk-Rozbicka, taki rozkład odpowiada globalnym trendom – mężczyźni częściej i więcej piją. Nie oznacza to jednak, że problem nie dotyczy kobiet.
– Ponad jedna piąta przypadków pokazuje, że to zjawisko dotyczy także kobiet w sposób, który wpływa na zdolność do pracy. Fakt, że panie gorzej tolerują alkohol i szybciej doświadczają skutków zdrowotnych, może oznaczać, że gdy już dochodzi do zwolnienia, problem bywa bardziej obciążający biologicznie i psychicznie. Jednak często dłużej pozostaje ukryty z powodu większego wstydu i presji społecznej. W praktyce to może prowadzić do późniejszego zgłaszania się po pomoc, a więc – do większych konsekwencji, mimo mniejszej liczby zwolnień – podsumowuje Michał Murgrabia z platformy ePscyholodzy.pl.
Info: MondayNews
Komentarze (0)