reklama

Czy Polacy boją się realizmu? Kontrowersyjne dzieła sztuki, które mylimy z żywymi dziećmi

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Czy Polacy boją się realizmu? Kontrowersyjne dzieła sztuki, które mylimy z żywymi dziećmi - Zdjęcie główne
Autor: Aneta Biegun-Yeterllen | Opis: O pasji, która przeraża Polaków...
Zobacz
galerię
6
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WydarzeniaWyglądają jak noworodki, ważą tyle samo co one, a ich głowa bezwładnie opada, wymagając podtrzymania. Lalki Reborn w Polsce wciąż wywołują skrajne emocje - od zachwytu po lęk. O tym, jak powstają te unikatowe dzieła sztuki, dlaczego na świecie są symbolem luksusowego kolekcjonerstwa, a w kraju bywają tematem tabu, opowiada artystka z Rybnika, Aneta Biegun-Yeterllen.
reklama

Hiperrealzim tworzony warstwa po warstwie 

Proces powstawania lalki reborn jest pracochłonny i wymaga precyzji rzeźbiarskiej oraz malarskiej. Każda praca to w rzeczywistości efekt współdziałania dwóch twórców. Pierwszym jest rzeźbiarz, który tworzy projekt (tzw. kit) odlewany z miękkiego winylu. Dba on o najmniejsze szczegóły: proporcje, detale, mimikę ust czy układ palców. Drugim etapem jest praca rebonera, który ożywia szaro-różowy odlew.

- Na model nakłada się specjalne farby, warstwa po warstwie, tak aby powstał obraz przypominający ludzką skórę - wyjaśnia Aneta Biegun-Yeterllen. - Na koniec stosuje się werniks końcowy, który zabezpiecza wcześniejsze warstwy i tworzy strukturę imitującą pory oraz drobne grudki na skórze dziecka. Do tego dochodzi czasochłonne wszczepianie włosów. Tu technika samego wszczepiania oraz rodzaj igieł mają kluczowe znaczenie. W rękach i nogach artysta wyczarowuje paznokcie, które również wyglądają jak prawdziwe, co wymaga użycia odpowiednich komponentów.

reklama

Czas wykonania jednej lalki w wersji hiperrealistycznej to około miesiąc. Rybnicka twórczyni podkreśla, że unika pośpiechu, a do poszczególnych elementów wraca wielokrotnie, aż uzyska satysfakcjonujący efekt. Anatomia niemowląt nie stanowi dla niej bariery - doświadczenie opiera na obserwacji, ponieważ sama jest matką czwórki dorosłych już dzieci.

W rzemiośle tym występuje wyraźny podział na dwie kategorie prac. Część osób wykonuje na modelach jedynie pracę podstawową, czyli tzw. płaskie malowanie, a włosy zamiast wszczepiania są domalowywane. Taki proces wymaga mniej nakładu pracy, co przekłada się na niższą cenę. Pełny realizm wymaga jednak zaawansowanych technik, szklanych oczu dobrej firmy dopasowanych do wieku niemowlęcia (zielone lub piwne tęczówki u noworodka są błędem) oraz unikania przerysowań, takich jak zbyt widoczne zadrapania, siniaki czy wybroczyny, które zamiast realizmu wprowadzają efekt przerażenia.

reklama

Kto kupuje lalki reborn?

Wokół lalek reborn narosło wiele mitów, sugerujących, że są one zamawiane głównie przez osoby w żałobie. Praktyka pokazuje jednak, że struktura odbiorców od lat pozostaje niezmienna, a motywacje zakupowe są zróżnicowane.

Główną część zamówień stanowią prezenty dla dziewczynek - córek i wnuczek. Kolejną grupą są kobiety, których dzieci już dorosły, a one same wciąż odczuwają sentyment do widoku śpiących niemowląt. Lalki te spełniają również funkcje czysto praktyczne i edukacyjne:

  • służą jako pomoc dydaktyczna w szkołach rodzenia,
  • wykorzystywane są jako rekwizyty na planach filmowych, 
  • funkcjonują jako manekiny do prezentacji ubranek niemowlęcych,
  • pomagają młodym fotografom w nauce odpowiedniego układania noworodków podczas sesji zdjęciowych.
reklama

 

Sytuacje związane z traumą stanowią niewielką część pracy. W swojej praktyce trwającej od 2011 roku, Aneta Biegun-Yeterllen spotkała się tylko z jednym takim przypadkiem. Zamówienie pochodziło od klientki z Czech, która chciała odwzorować wygląd dziecka, które straciła. 

Kolekcjonerskie lalki z pracowni artystycznych posiadają międzynarodowe oznaczenie OOAK (One Of A Kind), co gwarantuje, że nigdy nie powstanie drugi identyczny egzemplarz. Każda z nich otrzymuje certyfikat autentyczności potwierdzający autorstwo.

Psychologia odbioru...czyli edukcja przez prowokację i internetowy hejt 

Reakcje Polaków na widok lalek reborn ujawniają barierę psychologiczną w odbiorze sztuki hiperrealistycznej. Podczas gdy na świecie reborning jest uznawany za dyscyplinę artystyczną powiązaną z prestiżowym kolekcjonerstwem i międzynarodowymi wystawami, w Polsce pasjonaci zmagają się z silną stygmatyzacją.

reklama

W dobie internetowego hejtu posiadacze takich lalek bywają publicznie obrażani na grupach społecznościowych, gdzie padają zarzuty m.in. o zaburzenia psychiczne. Strach przed odrzuceniem sprawia, że polscy kolekcjonerzy często ukrywają swoją pasję. Sytuacji nie ułatwia fakt, że przez lata w krajowych mediach promowano niemal wyłącznie narrację o terapeutycznym przeznaczeniu lalek po stracie ciąży, co utrwaliło w opinii publicznej ich mroczny i żałobny wizerunek.

Zjawisko to próbuje przełamać środowisko artystyczne. To właśnie skrajne reakcje - w tym komentarze typu tak realistyczne, że aż przerażają - stają się formą edukacji przez prowokację. Skłaniają one odbiorcę do zdefiniowania granicy między obiektem martwym a żywym.

- Ludzie nie spodziewają się takiego stoiska na targach rzeczy artystycznych, bo typowych pokazów rebornów w Polsce nie ma - mówi Biegun-Yeterllen. - Uwielbiam obserwować reakcje ludzi, którzy zamierają, nie rozumieją, dlaczego dzieci leżą na wystawce. Zachęcam wtedy do rozmowy, daję lalkę na ręce. I wtedy widzę roześmiane, czasem zamglone oczy. Oprócz wyglądu te lalki mają dodatkową cechę: odpowiednią wagę i specyficzne przelewanie się przez ręce. Głowa opada i nagle trzeba trzymać lalkę jak żywe dziecko. Moje stoiska odwiedzają też pielgrzymki innych artystów - malarzy czy rzeźbiarzy - którzy chcą zobaczyć te prace z bliska.

Plaga z Chin i technologia AI 

Artystka, która swoją pasję rozpoczęła w 2010 roku od zakupu pierwszej lalki dla córki na platformie eBay (i dziś posiada własną kolekcję), wskazuje na poważne problemy rynkowe, z jakimi mierzy się ta branża.

Pierwszym z nich jest zalew tanich, niskiej jakości produktów z azjatyckich platform sprzedażowych. Handlarze sprowadzają gumowe lalki w cenie około 200 złotych, przebierają je w dziecięce ubranka, pokrywają nietrwałą farbą i sprzedają jako rzekome rękodzieło za kwoty sięgające 1500 złotych. Proceder ten ułatwia kradzież zdjęć autentycznych prac z internetowych stron artystów.

Drugim problemem jest masowe wykorzystywanie sztucznej inteligencji do generowania ofert sprzedaży. Przepuszczone przez filtry AI, nierealistycznie idealne obrazy lalek zalewają sieć, co budzi nieufność kupujących i psuje rynek rzemiosła.

Aneta Biegun-Yeterllen otwiera wkrótce stacjonarny sklep i pracownię w Rybniku. Będzie to biały, drewniany domek w bajkowym klimacie, w którym klienci będą mogli osobiście zweryfikować jakość prac, odebrać zamówienie, porozmawiać przy kawie i oswoić się z tą unikalną dziedziną sztuki w bezpiecznej, wolnej od uprzedzeń atmosferze.

Nieformalnym krokiem w tym kierunku było już wcześniejsze założenie przez artystkę grupy internetowej, w której obowiązuje bezwzględny zakaz hejtu i oceniania innych pasjonatów.

 

 

WRÓĆ DO ARTYKUŁU
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo