Reklama

Reklama

Jak wychować dziecko mówiąc do niego w czterech językach? Kutnianka zna na to sposób!

Opublikowano: pon, 22 lis 2021 06:00
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wydarzenia Wychować dziecko nie jest łatwo, a wychować dziecko w trzech językach i trzech kulturach to już prawdziwa sztuka. Sztuka, którą posiadła Martyna Górniak-Pełech - pochodząca z Kutna matka dwójki dzieci, którą los rzucił na głęboką wodę Morza Śródziemnego, gdzie na maleńkiej wyspie okazało się, że... trzy języki to wciąż za mało. Swoje życie pełne zabawnych sytuacji i wzruszających momentów opisała w książce pt. "Dzieci wielojęzyczne", której promocja odbyła się w sobotę w Centrum Kultury Gminy Kutno w Leszczynku.

Reklama

Statystyczna Matka Polka, która prowadzi zupełnie niestatystyczne życie - tak opisuje siebie autorka. Urodziła się i wychowała w Kutnie. W wieku 19 lat wyjechała by studiować dziennikarstwo na Uniwersytecie Śląskim w Rybniku i Katowicach. Na czwartym roku studiów pojawiła się przed nią szansa wyjazdu na studia do Hiszpanii i ten właśnie moment stał się przełomowym w jej życiu. Właśnie wtedy rozpoczęła się prawdziwa podróż. Przez Nowy Jork, Hiszpanię, Anglię, Luxemburg, Szwajcarię dotarła na Maltę. Tu wraz z rodziną osiadła „ na dłużej” i tu na małej śródziemnomorskiej wyspie wychowuje swoje dzieci.

- Przeprowadzałam się ponad 30 razy. Zawsze byłam gotowa, żeby podróżować. Na dzień dzisiejszy jesteśmy (ja i moja rodzina - dop. red) na Malcie, ale jeśli pewnego dnia podejmiemy decyzję, że będzie to inny kraj, to spakujemy się i wyjedziemy - mówiła Martyna Górniak-Pełech.

Skąd się wzięła wielojęzyczność u jej dzieci?

- Przede wszystkim nigdy tego nie planowałam - mówiła autorka książki. - Sytuacja wyglądała tak, że kiedy zaszłam w ciążę i pracowałam w Krakowie w szkole językowej ucząc hiszpańskiego, jedna z lektorek zapytała mnie "Kiedy zaczniesz mówić do swojego dziecka w języku hiszpańskim?". Ja jeszcze nawet wózka nie kupiłam, a ona chciała, żebym już mówiła do dziecka po hiszpańsku. Ona mówi, że powinnam zacząć jak najszybciej, zapytałam ją, co to znaczy, a ona na to "Wiesz co, w sumie to ty już jesteś spóźniona". Mówię sobie "Matko Święta, przecież nawet jeszcze dziecka nie ma", ale zaczęłam o tym czytać i faktycznie okazało się, że dziecka możemy uczyć już języka obcego kiedy się jest w ciąży.

Później pani Martyna zaczęła zastanawiać się z mężem nad taką naturalną formą wprowadzenia u jej dzieci wielojęzyczności.

- Pojawiła mi się wtedy pierwsza myśl, że będę mówić do dziecka w języku hiszpańskim. Powiedziałam o tym swojemu mężowi, na co on "Dobrze, to ja będę mówił po angielsku". Do tego język polski - język środowiska, dziadkowie, ciocia, wujek - opowiadała autorka książki.

Co było najtrudniejsze?

- Trudność nie polegała na tym, żeby nauczyć się języka, którym będzie mówić się do dziecka, ale to, by w mojej głowie zmienić wszystko, by swoje uczucia do nowo narodzonego dziecka wyrazić w języku hiszpańskim. Musiałam myśleć po hiszpańsku i czuć po hiszpańsku, żeby w momencie po urodzeniu matka chce coś pięknego powiedzieć musi to zrobić właśnie w obcym języku - opowiadała pani Martyna.

Jak potoczyła się dalej historia jej rodziny, skąd pomysły na kolejne przeprowadzki, dlaczego Malta (i kolejny język dla jej dzieci) oraz co z tego wszystkiego wynika - dowiedzieć można się z książki "Dzieci wielojęzyczne", którą można nabyć TUTAJ.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)