Ulica staje się otwartą pracownią
Stworzenie wymiarowego obrazu w przestrzeni publicznej wymaga nie tylko talentu, ale również przejścia przez skomplikowane procedury formalne. W przypadku tradycyjnego budynku mieszkalnego artysta zawsze musi uzyskać zgodę właściciela lub wspólnoty.
Z kolei praca pod wiaduktem, jak się dowiadujemy, była projektem realizowanym z bezpośredniej inicjatywy Miasta Kutno, dlatego niezbędna okazała się oficjalna zgoda ze strony Urzędu Miasta. Gdy urzędnicy dali zielone światło, autorka ruszyła do fizycznej pracy, która szybko okazała się sporym wyzwaniem.
- Wchodzenie na drabinę z paletą w jednej dłoni i pędzlem w drugiej bywa po prostu trudne - przyznaje autorka dzieła - Małgosia Maćkowiak. - Choć na co dzień pracuję z farbami akrylowymi, które słyną z tego, że błyskawicznie schną, to w starciu z jesienną wilgocią i deszczem realizacja projektu okazała się wyzwaniem. Musiałam poprawiać fragmenty obrazu zmyte przez deszcz.
Trudne warunki pogodowe i konieczność ciągłego poprawiania spływającej farby zrekompensowali jednak sami mieszkańcy Kutna. Ludzie przechodzący codziennie pod wiaduktem bardzo szybko zaczęli reagować na to, co powstaje na ich oczach.
- Zazwyczaj odbiór jest bardzo pozytywny! Kiedy maluję w przestrzeni publicznej, to ulica staje się otwartą pracownią. Wielu ludzi przystaje, zagaduje i wyraża swoje zaciekawienie. Te krótkie rozmowy, uśmiechy i pochwały dają mi ogromną motywację do działania - wspomina autorka.
Pomysł z tableta przeniósł się na wielką ścianę
Cała koncepcja na ten konkretny mural narodziła się w głowie autorki po zaobserwowaniu tego, jak na miejski apel odpowiedzieli inni pasjonaci ulicznej sztuki.
Szara ściana zaczęła się zapełniać, a Małgosia idealnie wpasowała się w ten klimat.
- Projekt zaczęłam od szkicu. Inspiracją było pierwsze graffiti, które powstało w odpowiedzi na tę inicjatywę. Pan Adam stworzył świetną papugę i pomyślałam, że ja też pójdę w temat z ptakiem. Wybrałam kosa, ponieważ to ptaki, które otaczają nas w przestrzeni miejskiej. Stworzyłam wstępny projekt na tablecie graficznym, który później przesłałam do akceptacji Urzędu Miasta - opowiada o kulisach powstania pracy.
Samo przeniesienie cyfrowego rysunku na wielki, betonowy filar poszło niezwykle sprawnie. Właściwe malowanie zajęło artystce zaledwie dwa dni.
Trzeba jednak pamiętać, że do tego czasu należy doliczyć kolejne kilkadziesiąt godzin na samo obmyślenie koncepcji, dobór materiałów odpornych na warunki atmosferyczne oraz całą skomplikowaną logistykę na żywo.
Sztuka uliczna żyje własnym życiem, ale jest ulotna
Wiele osób zastanawia się, czy twórcom street artu nie jest po prostu żal tworzyć dzieł, które ze względu na swoje ogólnodostępne miejsce mogą szybko ulec zniszczeniu, zabrudzeniu lub ponownemu zamalowaniu przez wandali.
Małgosia Maćkowiak podchodzi do tego tematu z ogromnym dystansem i uważa, że właśnie na tym polega cała magia tej dziedziny sztuki.
- Moim zdaniem ulotność dzieła to zaleta sztuki ulicznej. Tworząc mural, świadomie oddaję kawałek mojej energii miastu, dzieląc się sztuką z każdym, kto obok niej przechodzi. Godząc się na ten format, liczę się z tym, że sztuka uliczna ma swoje zasady i żyje własnym życiem. Miasto się zmienia, pogoda się zmienia, więc sztuka też może. To, że coś znika, nie odbiera temu żadnej wartości - podsumowuje Małgosia Maćkowiak.
Dzięki takim inicjatywom Kutno zyskuje unikalne, kolorowe punkty, które skutecznie wypierają z przestrzeni miejskiej brzydkie, nielegalne napisy.
Dama z kosem okazale prezentuje się na ul. Kochanowskiego w Kutnie.
Komentarze (0)