Bocian i sarna zamieszkały razem
Wszystko odbywa się w ośrodku rehabilitacji dzikich zwierząt stowarzyszenia „Pomagam Bocianom”, który funkcjonuje w Pasiecie (powiat kutnowski, gmina Żychlin).
Bocian Lolek trafił do ośrodka dużo wcześniej. W listopadzie 2025 roku w Wałczu (woj. zachodniopomorskie) para młodych ludzi natrafiła na dramatyczny widok: na polu, niedaleko oczyszczalni ścieków, siedział wychłodzony i skrajnie wycieńczony bocian. Nie próbował uciekać, ponieważ nie mógł latać. Jego pióra były oblepione trudną do usunięcia, tłustą i ciemną substancją.
Ostatecznie – po nieudanych próbach udzielenia pomocy Lolkowi na miejscu - ptak przejechał ponad 300 kilometrów i trafił pod opiekę Artura Paula ze stowarzyszenia „Pomagam Bocianom”.
- Jest to ptak, który nie ma jakichkolwiek złamań czy kontuzji uniemożliwiających mu latanie. Więc musimy się skupić przede wszystkim na jego upierzeniu, które pozwala bocianom szybować i emigrować do Afryki dzięki prądom wstępującym - mówił wówczas Artur Paul.
Lolek został otoczony troskliwą, specjalistyczną opieką, jego upierzenie udało się uratować i zwierzę wkrótce wróci na wolność.
- Bocian znów jest bielutki, a choć część piór została utracona, wkrótce odrosną. Najważniejsze jednak, że udało się bezpiecznie usunąć nieznaną substancję, która była dla niego realnym zagrożeniem - poinformował w styczniu Artur Paul.
Natomiast sarna została uratowana w Leszczynku (gmina Kutno).
- Prawdopodobnie potrącił ją samochód, leżała przy płocie mojego kolegi chyba dwa dni. Obdzwonił wszystkie numery alarmowe. Jedyna metoda, jaką mu zaproponowano, to uśpienie zwierzęcia. On stwierdził, że nie pozwoli tego zrobić. Zadzwonił do mnie, czy podejmiemy się udzielenia jej pomocy. Początkowo nie wiedziałem z czym tak naprawdę mamy do czynienia – mówi w rozmowie z Kutnowskim Centrum Informacyjnym Artur Paul.
Społecznik miał już pewne, lecz niewielkie doświadczenie z sarnami. Skonsultował się więc z ośrodkiem, który specjalizuje się w opiece nad tym gatunkiem.
Sarna trafiła do weterynarza, miała liczne urazy, w tym nogi. Otrzymała leki. Rokowania były jednak mało optymistyczne.
- Była w amoku, miała obrzęk mózgu, prawdopodobnie wstrząśnienie mózgu, nie widziała. Podawaliśmy leki i liczyliśmy na postępy. Sarna nie wstawała, przewracała się. Nie było to nic dobrego, aczkolwiek doszliśmy do takiego momentu, że zaczęła siedzieć, jeść sama. Wcześniej była karmiona z butelki i kroplówkami – relacjonuje Artur Paul.
Wszystko wiązało się z nieprzespanymi nocami. Trzeba było poprzez monitoring obserwować zachowanie Krysi i interweniować, kiedy robiła coś niepokojącego.
Dzisiaj zwierzę jest już w dużo lepszej kondycji. Sarna porusza się sama, zdarza się jej skakać.
"Zaprzyjaźniły się i nie stanowią dla siebie zagrożenia"
- Aczkolwiek wydaje nam się, że do pełnej sprawności raczej nie dojdzie. Nie będzie w stanie podjąć ucieczki w razie zagrożeń, czy długotrwale się poruszać. Zapewne zostanie już z nami – dodaje A. Paul.
Jak to się jednak stało, że sarna Krysia zamieszkała z Lolkiem? Sprawa jest prosta – trzeba było znaleźć gdzieś dla niej miejsce. Stwierdzono, że trzeba ją „wprowadzić” do bociana.
Pytamy Artura Paula - czy w wolierze dochodzi do międzygatunkowych nieporozumień?
- Początkowo nie było łatwo, bo bocian to typowo dziki osobnik. Nie był w żaden sposób udomowiony, reagował ucieczką. Natomiast sarna przez pierwsze tygodnie leżała. Jak bocian widział, że do niej przychodzimy, to stawał przed nią, stroił pióra. Pokazywał, kto tutaj rządzi – opowiada Artur Paul.
Zapanowało jednak swego rodzaju porozumienie. Bocian ma swoje ulubione miejsce w wolierze, sarna swoje.
- Jak jedno drugiemu mocniej wejdzie w paradę, to bocian potrafi Krysię troszeczkę usadowić. Sarna jest ciekawska, próbuje go obwąchiwać, szuka takiej interakcji. Natomiast bocian jest trochę zdystansowany, ale wie, że jest obok niego i potrafi ją zaakceptować. Dwa zupełnie odmienne gatunki, ptak i ssak. Ale zaprzyjaźniły się i nie stanowią dla siebie zagrożenia – opisuje Artur Paul.
Przypomnijmy - „Pomagam Bocianom” działa w powiecie kutnowskim. Stowarzyszenie prowadzi Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt zgodnie z pozwoleniem Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Warszawie.
- Odchowujemy pisklęta, które pozbawione bocianich rodziców nie miałyby najmniejszych szans na przeżycie, przywracamy do naturalnego środowiska bociany, które potrzebują pomocy człowieka. Jesteśmy przystankiem dla bocianów zimujących u nas w kraju, które nie mogły odlecieć ze względu na problemy zdrowotne, kondycyjne – wylicza stowarzyszenie.
Oprócz tego to miejsce jest azylem dla zwierząt, które z powodu różnych urazów nie są w stanie latać i nigdy nie wrócą na wolność.
Warto więc wspierać tę inicjatywę. Jak to zrobić? Szczegóły znajdziesz TUTAJ.
Komentarze (0)