reklama

Sąsiedzi słyszeli skomlenie psa. Interwencja zakończyła się zabraniem zwierząt

Opublikowano:
Autor:

Sąsiedzi słyszeli skomlenie psa. Interwencja zakończyła się zabraniem zwierząt - Zdjęcie główne
Autor: podglądowe, Felkowy Stryszek | Opis: Znęcał się nad psem.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WydarzeniaPrzez dłuższy czas sąsiedzi mieli przyglądać się temu, co dzieje się z psem w jednym z mieszkań przy ul. Grunwaldzkiej w Kutnie. Ich niepokój wzbudziły m.in. sytuacje, w których zwierzę miało być szarpane i ciągnięte przez właściciela. Kiedy tym razem z klatki schodowej ponownie dobiegło skomlenie psa, mieszkańcy postanowili działać. Na miejsce wezwano policję i wolontariuszy Felkowego Stryszka.
reklama

Interweniowali wolontariusze i policja

Ta historia to przykład tego, jak w obronie bezbronnych potrafimy się zjednoczyć. Ale pokazuje też, jak niektórzy potrafią bez skrupułów nie tylko nie dbać o swoich podopiecznych, ale także znęcać się nad nimi. Choć wszystko zaczęło się już jakiś czas temu, kiedy sąsiedzi zaczęli bacznie przyglądać się właścicielowi psa rasy buldog amerykański, to właśnie w tym tygodniu historia miała swój finał.

Podczas jednego ze spacerów mieszkańcy ponownie zauważyli, jak właściciel ciągnie i szarpie swojego psa. Postanowili zadzwonić do Angeliki Morawskiej z Felkowego Stryszka z prośbą o interwencję. Ta poleciła im w pierwszej kolejności wezwać policję.

reklama

Policja przyjechała, ale nikt nie otworzył drzwi

Funkcjonariusze pojawili się pod wskazanym adresem, jednak podczas pierwszej interwencji mężczyzna nie otworzył drzwi.

- Ten oto ,,bohater" znęca się notorycznie nad psem. Dzisiaj po raz kolejny bił psa. Mieszkańcy zachowali się jak należy. Została wezwana policja ale jak na bohatera tego pokroju przystało, ulotnił się i nie otworzył policji. Policja przyjęła zawiadomienie. Jeżeli będziecie świadkiem takiego zachowania zgłaszajcie natychmiast na policję. Nie macie się czego obawiać – apelowała Angelika Morawska.

Jak relacjonuje Angelika, na tym sprawa się jednak nie zakończyła. Sąsiedzi ponownie skontaktowali się z wolontariuszką. Tym razem informowali, że z mieszkania wydobywa się skomlenie psa.

reklama

– Dowiedziałam się o tej sytuacji dzisiaj, a horror zwierząt trwał tam podobno od zeszłego roku – relacjonowała później Angelika.

To ona ponownie zawiadomiła policję. Na miejsce przyjechali funkcjonariusze oraz wolontariusze. Tym razem właściciel otworzył drzwi.

W mieszkaniu był również kot

Podczas interwencji okazało się, że w mieszkaniu przebywa nie tylko pies, ale również kot. Według relacji wolontariuszy zwierzę było domowe, jednak miało pchły. 

Na miejscu pojawiła się także technik weterynarii Klaudia Graczyk, która miała pomóc w ocenie sytuacji zwierząt.

Wolontariusze zabrali oba zwierzęta. Pies i kot trafili pod opiekę Felkowego Stryszka.

reklama

Angelika w swoich relacjach podkreślała również, że stan mieszkania budził poważne zastrzeżenia.

– Smród meliny wypalał oczy – opisywała.

Sprawa ma również trafić do administracji. Wolontariusze wskazują, że konieczna może być także interwencja odpowiednich służb w związku ze stanem lokalu.

„Sąsiedzi nie odpuszczą”

W całej historii szczególnie ważna okazała się reakcja mieszkańców. To oni mieli od dłuższego czasu obserwować sytuację i ostatecznie zdecydowali się zareagować.

– Drodzy sąsiedzi, nie musicie się obawiać. Nie jesteście sami. Dzisiaj społeczność pokazała, że potrafi się zjednoczyć – podkreśla Angelika.

reklama

Wolontariuszka apeluje również, aby osoby będące świadkami przemocy wobec zwierząt nie pozostawały obojętne.

– Na szczęście mamy wystarczająco świadków aby nie odpuścić! Szczepienie w książeczce to nie oznaką dbania, Kopanie na oczach sąsiadów, bicie i szarpanie za tylne łapy to bestialstwo – dodaje Angelika.

Co dalej z psem?

Po odebraniu psa rozpoczęło się ustalanie, skąd zwierzę trafiło do mężczyzny. Nie był to przypadkowy kundelek. Pies jest przedstawicielem rzadkiej w Polsce rasy – buldogiem amerykańskim.

Po nitce do kłębka udało się odkryć z której hodowli pies został kupiony.

Angelika przed kontaktem z hodowlą miała dokładnie sprawdzić, z kim ma do czynienia. Jak relacjonuje, reakcja hodowców na informacje o sytuacji psa była natychmiastowa.

Małżeństwo wraz z córką miało praktycznie od razu ruszyć z Kołobrzegu do Felkowego Stryszka. Mężczyzna przerwał pracę i razem z rodziną przyjechał po psa.

Według relacji Angeliki hodowczyni bardzo emocjonalnie zareagowała na wiadomość o tym, co spotkało psa.

Najważniejsza okazała się jednak reakcja samego buldoga.

Kiedy zobaczył swoich wcześniejszych opiekunów z hodowli, miał bardzo się ucieszyć i bez problemu wskoczyć do samochodu.

Pies wrócił zatem do hodowli, gdzie – jak zapewniają jej właściciele – ma pozostać już na stałe.

„Jest jeszcze młody”

Wolontariusze mają nadzieję, że mimo tego, czego zwierzę mogło doświadczyć, jego dalsze życie będzie wyglądało zupełnie inaczej. Pies jest jeszcze młody, dlatego przy odpowiedniej opiece, bezpieczeństwie i miłości ma mieć szansę odzyskać spokój i zaufanie do człowieka.

Historia ma jednak również drugą stronę. Jak ustalili wolontariusze, mężczyzna wcześniej posiadał psa tej samej rasy. Zwierzę miało żyć u niego około trzech lat, a następnie zdechnąć.

Pojawiają się więc obawy, że właściciel nie tylko spróbuje odzyskać psa, ale także, że za jakiś czas kupi bądź zaadoptuje kolejnego.

„Sąsiedzi zachowali się jak należy”

Wolontariusze podkreślają, że bez reakcji mieszkańców historia tego psiaka mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej. To sąsiedzi zauważyli niepokojące zachowania, zaczęli szukać pomocy i konsekwentnie informowali o kolejnych sygnałach.

W działania zaangażowali się policjanci, wolontariusze Felkowego Stryszka, osoby pomagające w transporcie oraz technik weterynarii.

– Jeszcze raz dziękuję wszystkim za mega współpracę, w tym Policji Kutnowskiej, która nigdy mnie osobiście w takich sytuacjach nie zawiodła – podsumowała Angelika.

Pies i kot są już bezpieczne. Dla jednego z nich historia zakończyła się powrotem do ludzi, którzy znali go od początku. Dla drugiego rozpoczyna się kolejny etap pod opieką wolontariuszy.

Jedno pozostaje jednak niezmienne – reakcja sąsiadów pokazała, że w sytuacji podejrzenia krzywdy zwierzęcia nie warto przechodzić obojętnie.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo