Mieszkańcy alarmowali od rana. Liczyła się każda minuta
Mieszkańcy od rana szukali pomocy dla młodego bociana. Obdzwaniali służby, urzędy i prosili o interwencję. Ptak zawisł w gnieździe, zaplątany w sznurek.
Na miejsce przyjechali strażacy, którzy uwolnili zwierzę.
– Na miejsce przyjechała straż pożarna i uwolniła bociana z uwięzi. Wstępnie stwierdzono uraz prawej kończyny powyżej goleni. Noga nie była zimna, bocian nią poruszał. Wszystko wskazywało na to, że przy odpowiednio szybkiej pomocy miał realną szansę na powrót do zdrowia. Mieszkańcy byli zrozpaczeni. Emocje sięgały zenitu – mówi Artur Paul ze stowarzyszenia „Pomagam Bocianom”, które działa w okolicach Żychlina.
Pomoc była coraz bliżej, ale wydarzyło się coś nieprzewidzianego
Choć od miejsca zdarzenia dzieliło ich ponad 300 kilometrów, przedstawiciele stowarzyszenia rozpoczęli organizowanie transportu i szukali ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt, który mógłby natychmiast przyjąć rannego bociana.
Mimo wielu telefonów przez długi czas nie udało się znaleźć miejsca gotowego do przejęcia ptaka.
– Ostatecznie transport udało się zorganizować dzięki ludziom o wielkich sercach. Koszt przewozu pokryła Pani Bogusia z Stowarzyszenia na Rzecz Bezdomnych Zwierząt "Schronisko", a po bociana pojechała Zuza Taxi. Na miejscu czekał jednak zupełnie inny obraz niż ten, który opisano nam przez telefon. Bocian był cały zakrwawiony i owinięty bandażem – relacjonuje Artur Paul.
Jak przekazali mieszkańcy, w nocy ptak wydostał się z miejsca, w którym był zabezpieczony. W wyniku tego doznał otwartego złamania lewej kończyny oraz zwichnięcia prawego biodra.
"To był wyrok"
Mimo dramatycznego stanu zwierzę zostało przewiezione do ośrodka, gdzie przeprowadzono szczegółowe badania.
– Mimo wszystko przewieźliśmy go do naszego ośrodka. Chcieliśmy mieć pewność, że zrobiliśmy wszystko, co było możliwe. Niestety, po dokładnym badaniu lekarz potwierdził nasze najgorsze przypuszczenia. Jedynym humanitarnym rozwiązaniem była eutanazja, aby zakończyć jego cierpienie. Naprawdę niewiele zabrakło. Gdyby pomoc specjalistyczna dotarła wcześniej, być może dziś ten młody bocian miałby szansę na życie – podkreśla Artur Paul.
Społecznicy apelują o zmiany
Zdaniem przedstawiciela stowarzyszenia ta historia pokazuje poważny problem związany z pomocą rannym dzikim zwierzętom.
Jak podkreśla, po interwencji służb zwierzę nie powinno pozostawać pod opieką przypadkowych osób, nawet jeśli kierują się one najlepszymi intencjami. Bez odpowiedniej wiedzy trudno właściwie zabezpieczyć rannego ptaka i zapobiec pogłębianiu się obrażeń.
– W takich sytuacjach zadaniem służb powinno być przekazanie zwierzęcia pod opiekę ośrodka rehabilitacji lub osób posiadających odpowiednie kwalifikacje. Pozostawienie ciężko rannego bociana bez specjalistycznej opieki sprawiło, że stracił swoją szansę na życie.
– Dziękujemy wszystkim mieszkańcom, którzy nie pozostali obojętni i walczyli o jego życie. Dziękujemy również strażakom za uwolnienie bociana z uwięzi. Niestety sam moment uwolnienia to nie koniec akcji ratunkowej. Dzikie zwierzę po interwencji powinno zostać przekazane w ręce specjalistów, a nie pozostawione osobom, które – mimo ogromnych chęci – nie mają wiedzy ani doświadczenia w postępowaniu z rannymi dzikimi zwierzętami – podkreśla.
Jak dodaje, ta historia powinna być impulsem do zmian, bo w podobnych sytuacjach o życiu zwierzęcia często decydują nie godziny, lecz minuty.
Druga historia zakończyła się inaczej
Artur Paul poinformował również o kolejnym młodym bocianie, który w tym sezonie trafił pod opiekę stowarzyszenia. Tym razem zwierzę miało więcej szczęścia, chociaż również odniosło poważne obrażenia.
– Podczas swoich pierwszych lotów napotkał przeszkodę, z którą zderzył się z ogromną siłą. Skutkiem wypadku było złamanie lewego nadgarstka. Ranny i zdezorientowany ptak znalazł się na środku drogi wojewódzkiej nr 702 w miejscowości Stefanów, w kierunku Piątku. Zauważył go jeden z mieszkańców, który natychmiast powiadomił Komendę Powiatową Policji w Kutnie – opisuje.
Bocian już nigdy nie wróci na wolność (fot. Pomagam Bocianom)
Bocian został zabezpieczony przez policjantów i przewieziony do ośrodka rehabilitacji.
– Z całego serca dziękujemy za błyskawiczną reakcję, profesjonalizm i pomoc w transporcie tego ptaka. Po dokładnej diagnostyce okazało się, że obrażenia skrzydła są na tyle rozległe, iż jedyną szansą na uratowanie życia była amputacja części skrzydła. To zawsze niezwykle trudna decyzja, ale dzięki niej bocian będzie żył. Nigdy nie wróci już na wolność, jednak od dziś pozostanie naszym stałym rezydentem i będzie przypominał, jak kruche jest życie młodych bocianów oraz jak ważna jest szybka reakcja ludzi – zauważa Paul.
Pierwsze loty to najtrudniejszy moment
Jak przypominają społecznicy, pierwsze tygodnie samodzielnego życia młodych bocianów są najbardziej niebezpieczne. Zderzenia z liniami energetycznymi, budynkami, pojazdami czy innymi przeszkodami każdego roku kończą się dla wielu z nich śmiercią lub trwałym kalectwem.
Przedstawiciele stowarzyszenia nie ukrywają, że na tym ich interwencje się nie kończą.
– Niestety, na tym nie kończą się nasze interwencje. Wyruszamy po kolejnego bociana z Łowicza, który obecnie jest zabezpieczony w lecznicy weterynaryjnej i znajduje się pod opieką lekarza weterynarii. Trzymajcie za niego mocno kciuki – mamy nadzieję, że i jemu uda się dać kolejną szansę na życie – dodaje przedstawiciel „Pomagam Bocianom”.
Komentarze (0)