reklama

Kaczki, pomyłki i dziwne sprawy. Dawne Kutno bawi i zaskakuje (ZDJĘCIA)

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Kaczki, pomyłki i dziwne sprawy. Dawne Kutno bawi i zaskakuje (ZDJĘCIA) - Zdjęcie główne
Autor: Zbiory PiMBP w Kutnie
Zobacz
galerię
7
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WydarzeniaStare gazety potrafią być prawdziwą kapsułą czasu. Dzięki nim możemy zajrzeć do codzienności sprzed lat i odkryć historie, które dziś zaskakują, bawią, a czasem szokują.
reklama

Ponad 100 lat temu

Dzięki archiwalnym wydaniom prasy możemy dowiedzieć się, czym żyło miasto kilkadziesiąt, a nawet sto lat temu. To właśnie w takich materiałach kryją się zapomniane fakty, sekrety i niezwykłe historie mieszkańców. Jednym z takich źródeł jest „Tygodnik Kutnowski” z 1924 roku, który mieliśmy okazję przejrzeć w kutnowskiej bibliotece.

Już pierwsze strony pokazują, jak bardzo różniła się ówczesna rzeczywistość – nie tylko pod względem wydarzeń, ale też języka i sposobu opowiadania historii. Nagłówki przyciągają uwagę i często brzmią bardziej bezpośrednio niż dzisiejsze. Choć współczesnej prasie nie brakuje kreatywności (tu dobrym przykładem jest słynne "Ćpanie w altanie"), stare artykuły mają swój niepowtarzalny klimat.

reklama

Wśród opisywanych wydarzeń znajdziemy zarówno sprawy poważne, jak i te z pogranicza absurdu. Jedna z historii dotyczy mieszkańca, który został skazany za dwużeństwo, za co trafił do więzienia. W innym artykule czytamy o właścicielu kamienicy, który postanowił ją odnowić, dając przykład innym mieszkańcom, bo – jak pisano – wiele budynków w mieście „wyglądało okropnie”.

Także drobne przestępstwa znajdowały swoje miejsce w gazetach – młody mieszkaniec Kutna został skazany na 10 miesięcy więzienia za kradzież… kaczki.

Niektóre historie brzmią dziś wręcz niewiarygodnie. Tu na przykład mężczyzna został ukarany za niestawienie się do przeglądu wojskowego, ponieważ… nie znał dokładnie swojego roku urodzenia.

Poniżej zamieszczamy fragmenty artykułów z Tygodnika Kutnowskiego:

reklama

Dwużeństwo. Wincenty Matuszkiewlcz z Pabjanic zawarł w r. 1921 związek małżeński z Anną Stud,  świadomie podczas istnienia poprzedniego związku małżeńskiego zawartego przez niego z Marją Prosnerówna w r. 1910, czem dopuścił się przestępstwa przewidzianego w art, 412 K, K, Sąd Okręgowy w Włocławku na sesji wyjazdowej w Kutnie w dniu 16 maja skazał Matuszkiewicza za to przestępstwo na I rok więzienia, zmniejszając karę na mocy amnestji do polowy.

Odnawianie domów. P. Bogdański, właściciel najpiękniejszej kamienicy w Kutnie, odnawia swój dom z dużym  nakładem pieniężnym. Przykład godny naśladowania, gdyż inne domy w Kutnie wyglądają okropnie. 

Muł zabójca. W majątku Głogowa gm. Krośniewice muł uderzył kopytem chłopca Stanisława Stolińskiego, który zmarł po kilku minutach. 

reklama

Za kradzież kaczki. Sąd Pokoju skazał mieszkańca m. Kutna Stanisława Jankowskiego, syna Antoniego, 19 lat, za kradzież kaczki ze stawu Józefa Gruszki z Łąkoszyna – wobec poprzedniej karalności za kradzież na 10 miesięcy wiezienia i 40 złotych kosztów sądowych. 

Kradzież sikawki. Straż Ogniowa we wsi Nowe, gminy Krośniewice została bez sikawki – sikawka nie zepsuła się, ani nie spaliła się – ukradziono ją w czasie między 5 a 24 b. m. - kiedy mianowicie – Zarząd Straży nie wie. Jakkolwiek była sikawka przenośna, jednakże jeden człowiek na pewno nie wyniósł jej. 

Musisz wiedzieć, kedy się urodziłeś. Rochwerger Gerszon z ul. Kościelnej, ur. w r. 1902, posiadał dowód osobisty, w którym podano mylnie rok ur. 1903. Gerszon sądził, że urodził się w 1903 i nie stawił się do przeglądu wojskowego rocznika 1902. Sąd Pokoju uznawszy pozostawanie Rochwergera w błędzie za okoliczność łagodzącą – skazał go za niestawiennictwo do przeglądu na 5 zł. Grzywny. 

reklama

Jednemu zginął syn, a drugiemu kaczki. W ppniedziałek 7 b. m. na ulicy Kościelnej 10 – letni chłopiec chciał sprzedać żydom stado kaczek, złożone z 23 młodych kaczek i 1 starej za sumę ryczałtową 17 miljonów marek. Żydom taka „lichwiarska” cena wydawała się podejrzaną i zameldowali o tym policji. Policja przytrzymała chłopca na posterunku a kaczki w komórce. „Tani” kupiec tłumaczył się, że pochodzi z Walentynowa, nazywa się Bartczak, ojciec kazał mu sprzedać kaczki, a sam poszedł do młyna p. Olińskiego po matkę. Okazało się, że ani w młynie Bartczak nie był, ani w Walentynowie nie mieszka. Chłopczyk chciał przenocować na posterunku. Nazajutrz rano zgłosił się na posterunek policji Antoni Pachnowski ze Starych Piasków  i zameldował, że zginęło mu stado kaczek, złożone z 24 sztuk. Po chwili zjawił się na posterunku Kaczmarek z Konstancji z doniesieniem, że zaginął mu syn. Policja okazała jednemu kaczki, drugiemu chłopca, który chciał je sprzedać. Wielka była radość obydwu poszukiwaczy. Jeden poznał swoje kaczki, drugi zaginionego syna. Kaczki poszły na Piaski, a chłopczyk do Konstancji. Ze znalezionych zgub – ta z Konstancji stanie przed Sądem, jeśli ukończyła już lat 10. 

Nie wstydź się stanu małżeńskiego! Józef Gładykowski vol Gładzikowski, robotnik młynarski, w czasie, gdy pracował w młynie w gm. Żychlinie, używał dowodu osobistego, z którego wyskrobał słowo „żonaty”. Został za to pociągnięty do odpowiedzialności za fałszerstwo. 

reklama
WRÓĆ DO ARTYKUŁU
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo