Zamknięta brama i urzędowy mur. Jak zaczął się konflikt?
Pan Jarosław od ponad 20 lat wspólnie z żoną opiekuje się działką rekreacyjną przy ul. Łukasińskiego 44 w Żychlinie. Gdy w 2023 roku przeszedł na emeryturę, postanowił wykorzystać wolny czas na gruntowną modernizację ogródka: wycinanie starych drzew, nasadzenia i układanie chodników. Ze względu na poważne schorzenia narządów ruchu (orzeczenie o niepełnosprawności 10-N i 05-R), wykonywanie tych prac bez pomocy samochodu było fizycznie niemożliwe. Ponieważ jego działka nie leży bezpośrednio przy drodze, mężczyzna musiał dowozić ciężkie materiały budowlane, ziemię i kompost przez wewnętrzną alejkę.
Na początku korzystał z klucza do bramy wjazdowej, który udostępniali mu inni działkowicze. Aby nikomu nie robić kłopotu i nie prosić się za każdym razem, postanowił dorobić własny egzemplarz. Wszystko funkcjonowało dobrze do dnia, w którym przeżył na działce prawdziwy szok.
- Przyjechałem, zrzuciłem towar na działkę, a żeby nie tamować drogi innym, wyjechałem samochodem trochę do tyłu, w okolice domu działkowca. Gdy po godzinie wróciłem z narzędziami, nie mogłem uwierzyć. Patrzę, a na bramie jest założona zupełnie nowa kłódka i zapięta oczywiście od środka! Nie mogłem w ogóle wyjechać. Mocno się wtedy zdenerwowałem, a w mojej sytuacji to od razu uderza w zdrowie. Fizycznie i mentalnie to po prostu boli - relacjonuje pan Jarosław.
Mężczyzna musiał szukać gospodarza ogrodu, by ten go wypuścił. Usłyszał wtedy, że kluczem do bramy może dysponować wyłącznie zarząd. Przez kolejne dwa tygodnie niepełnosprawny działkowicz nie miał jak wjechać na teren ROD.
Drwiny zamiast empatii
Mężczyzna miał nadzieję, że sprawę uda się rozwiązać polubownie. Liczył na to, że na czele zarządu stoi osoba wykształcona - prezes p. Malinkiewicz, będący na co dzień nauczycielem i wychowawcą młodzieży w lokalnej szkole. Na oficjalne spotkanie z władzami ogrodu pan Jarosław udał się wspólnie z żoną.
Zapisy paragrafu 70 regulaminu są w tej kwestii jednoznaczne: osoba ze stwierdzonym urzędowo problemem z poruszaniem się ma prawo nieskrępowanego dotarcia pojazdem mechanicznym bezpośrednio do swojej działki. Reakcja zarządu, w którym zasiadali m.in. wspomniany prezes, gospodarze oraz księgowa, głęboko go jednak upokorzyła.
- Cały zarząd drwił sobie ze mnie. Zaczęli się wręcz licytować i wyśmiewać moje orzeczenie, twierdząc, że oni albo ich bliscy też mają grupy inwalidzkie. Traktowali mnie jak intruza. Prezes kategorycznie zabronił mi parkowania na terenie ogrodów. Zapytałem go więc, jak mam rozładować ciężki towar, skoro postój powyżej trzech minut to już parkowanie, a ja w tym czasie fizycznie nie dam rady tego zrobić? Usłyszałem, że klucza na stałe nie dostanę, a co najwyżej mogą mi go chwilowo „użyczać”.
Działkowicz poczuł ogromny niesmak i złość. Wskazuje przy tym na jawną hipokryzję władz ROD. Twierdzi, że gdy na sąsiednich działkach trwały remonty u znajomych prezesa (również nauczycieli), wielkie samochody dostawcze i załadowane przyczepy blokowały jedyną drogę dojazdową przez wiele godzin i nikomu to nie przeszkadzało. Pan Jarosław uwiecznił te sytuacje na zdjęciach, które teraz stanowią dowód w sprawie.
Urzędowy ping-pong
Widząc, że na miejscu zderzył się ze ścianą, pan Jarosław rozpoczął trwającą wiele miesięcy batalię urzędową. Słał oficjalne skargi do Okręgowego Zarządu PZD w Łodzi oraz do Krajowej Rady w Warszawie. Szybko jednak utknął w martwym punkcie.
- Z Żychlina nie dostawałem zupełnie nic, kompletna cisza. Wysyłałem więc pisma do Łodzi, a potem do Warszawy, żeby stamtąd ich mobilizowali. Lokalny zarząd z Żychlina kompletnie ignorował zalecenia ze strony swoich zwierzchników z Łodzi i Warszawy, którzy wprost nakazywali im bezpośredni kontakt ze mną i załatwienie sprawy. Zamiast tego przysyłali jakieś bzdurne argumenty o rzekomej trosce o drożność drogi, twierdząc, że mój wjazd mógłby na przykład zablokować przejazd karetki pogotowia.
Przełom - choć pozorny - nastąpił dopiero wtedy, gdy zdesperowany emeryt napisał wprost, że jeśli sytuacja się nie zmieni, zgłosi całą sprawę do ogólnopolskich mediów i sądu. Dopiero ta groźba poskutkowała tym, że w czerwcu 2025 roku zorganizowano w Żychlinie spotkanie mediacyjne, na które przyjechała m.in. przedstawicielka łódzkiego zarządu PZD.
- Przed spotkaniem rozmawiałem z tą panią, krótko naświetliłem jej sytuację. Ona sama próbowała tłumaczyć zarządowi z Żychlina, że jeśli pójdę z tym do sądu, to i tak będą musieli wydać mi ten klucz. I co? I nic. Prezes Malinkiewicz już na samym wstępie oświadczył bezczelnie, że ich stanowisko się nie zmieniło i żadnego klucza do dyspozycji nie otrzymam. Chodziło im tylko o to, żebym za każdym razem musiał się przed nimi płaszczyć i prosić o otwarcie bramy. Chcieli mnie po prostu upodlić jako człowieka. Wyszedłem stamtąd - wspomina wzburzony mężczyzna.
W sprawę zaangażowało się nawet Biuro Pełnomocnika Rządu do Spraw Osób Niepełnosprawnych w Warszawie. W oficjalnym piśmie zastępca dyrektora Piotr Cieszewski potwierdził, że choć instytucja nie ma prawnych możliwości nakazania zmiany decyzji władzom ROD, to wystosowała do Żychlina oficjalną i stanowczą prośbę o natychmiastowe rozwiązanie tego problemu i pomoc niepełnosprawnemu działkowiczowi. Lokalny zarząd zignorował jednak nawet pismo z ministerstwa.
Prezes ROD szczegółowo tłumaczy, o co chodzi
O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy również prezesa ROD „Wiosna”. W rozmowie z naszą redakcją szef żychlińskiego ogrodu stanowczo odpiera zarzuty o złą wolę, brak empatii czy rzekome drwiny z niepełnosprawności działkowca. Podkreśla, że decyzje zarządu wynikają wyłącznie z przepisów bezpieczeństwa oraz troski o dobro całej społeczności ogrodowej.
- Sprawa była załatwiona polubownie. Nie chodzi o to, że my klucza nie chcemy dać, bo było mówione, że klucz zawsze będzie do jego dyspozycji, gdy o to poprosi. Chodzi też o to, że to jest jedyna przejezdna alejka. I nie chodzi o robienie na złość, czy niezrozumienie, ale ludzie jeżdżą tam rowerem, wywożą coś taczkami, co będzie, gdy ktoś mu auto porysuje? - tłumaczy prezes zarządu.
Odnosi się również do kwestii rzekomego licytowania się na schorzenia i braku szacunku do dokumentów medycznych.
- Jeśli chodzi o orzeczenie, nie było żadnych drwin, my jako zarząd nie mamy prawa wołać od niego dokumentów. Druga sprawa jest taka, że na działce jest wiele osób z orzeczeniami, jeśli on dostanie swoją parę kluczy, to nagle każdy będzie chciał. Kolejna sprawa, tak jak mówiłem, to jedyna alejka przejezdna, trzeba brać też pod uwagę to, że gdy coś się stanie, to gdy pan postawi swoje auto, to ani karetka ani straż nie przejedzie - dodaje szef ROD.
Ostatecznie starcie na sali sądowej w Kutnie
Po tym, jak zarząd ROD „Wiosna” pozostawił bez jakiejkolwiek odpowiedzi ostateczne, przedsądowe wezwanie do wydania kluczy, pan Jarosław uznał, że granice ludzkiej cierpliwości zostały przekroczone. Pod koniec 2025 roku złożył oficjalny pozew cywilny przeciwko Polskiemu Związkowi Działkowców.
Były policjant nie domaga się odszkodowań - żąda jedynie sprawiedliwości, poszanowania prawa i ludzkiej godności. W pozwie wnosi o sądowy nakaz zobowiązujący zarząd do wydania mu klucza do bramy wjazdowej na stałe, również przy każdej kolejnej zmianie kłódki. Mężczyzna chce w końcu móc swobodnie i bez stresu korzystać ze swojej działki, kiedy tylko zdrowie mu na to pozwoli.
Wielka, blisko dwuletnia batalia o jedną kłódkę i prawo do godnego traktowania osób z niepełnosprawnościami znajdzie swój wielki finale. Oficjalna rozprawa sądowa odbędzie się już w najbliższy czwartek, 25 czerwca 2026 roku o godzinie 11:00 w Sądzie Rejonowym w Kutnie.
- Oczywiście jeśli Sąd wyda rozkaz, że klucze mają być przekazane, to zostaną przekazane, tu żadnego problemu nie będzie - deklaruje prezes.
Do tematu będziemy wracać.
Komentarze (0)