Uczniowie... zarabiają pieniądze
Po zaproszeniu mnie do odwiedzenia Zespołu Szkół nr 4 im. Zygmunta Balickiego w Kutnie - Azorach koncepcja była prosta – przyjechać, porozmawiać, zrobić zdjęcia i napisać tekst, taki jak zwykle przy takich okazjach, czyli „Szkoła oferuje to i to. Uczniowie mówią o niej tak i tak…”. Uznałem jednak, że takie przedstawienie tej placówki wprawdzie oddałoby rzeczywistość, ale jednak zbyt „sucho”.
Zróbmy to więc w stylu relacji znanych z przedwojennych gazet. Po wejściu do szkoły powitał mnie nauczyciel języka niemieckiego, Tomasz Czajkowski. Nieco wprowadził mnie w ten – nie ma co ukrywać – trochę obcy dla mnie świat.
Opowiedział o szkole branżowej. Szczerze? Nie widzę w niej wad. Uczeń w szkole bierze udział w zajęciach ogólnokształcących, a zawodu uczy się od razu poprzez praktykę. Pracuje w kutnowskich firmach. Słowo „pracuje” nie jest przypadkowe, bo dostaje za to wynagrodzenie. A więc – młody człowiek zdobywa praktyczną wiedzę przekazaną mu przez ludzi, którzy od lat siedzą w branży w której on też chce się znaleźć. Poznaje wartość pieniądza i tego, że trzeba na niego ciężko zapracować.
Uczniowie szkoły branżowej uczą się pracując w kutnowskich firmach
Trzy lata nauki są wliczone do stażu pracy. Pan Tomasz powiedział jeszcze jedną ciekawą rzecz – w szkole branżowej są kierunki, którym nie grozi to, że w dającej się przewidzieć przyszłości zagrozi im rozwój sztucznej inteligencji. No bo jak AI zastąpi mechanika samochodowego, cukiernika, kucharza, magazyniera-logistyka, sprzedawcę, fryzjera, murarza, elektryka, albo piekarza?
Dodatkowo wiele z tych zawodów to te, które po zdobyciu odpowiedniej wiedzy i doświadczenia dają bardzo fajne comiesięczne wpływy na konto. Na przykład ja zazdroszczę mechanikom za każdym razem, gdy odbieram od nich swój samochód. Wiem, że praca ciężka i trudna, ale godziwie wynagradzana.
No serio – jeśli ktoś nie zamierza studiować, albo nawet zdawać matury, to gdzie tu są wady?
"Atmosfera jest bardzo miła"
Szkoła oferuje jeszcze inne kierunki i sposoby kształcenia, ale o tym później. Zatrzymajmy się na chwilę przy rozmowie z panem Tomaszem. Rozmawialiśmy w sali lekcyjnej, uczniowie normalnie w niej siedzieli. Kiedy wychodzili podawali na „do widzenia” rękę swojemu nauczycielowi. Nie wiem, może to normalne, ale dla mnie to była nowość, pierwszy raz coś takiego widziałem. Nie mówiąc już o tym, że w moich czasach szkolnych takich gestów na linii młodzież-nauczyciel zwyczajnie nie było.
Spodobało mi się to. Potem do sali weszły dwie uczennice, żeby coś przegadać z moim imiennikiem. Widać było, że czują się swobodnie, nawet mimo mojej obecności. Pan Tomasz zresztą też. Rozmawiali na luzie. Ciężko to do czegoś porównać. Ja mając naście lat w taki sposób rozmawiałem z jakimiś wujkami, czy znajomymi moich rodziców. Czyli na luzie, trochę żartując, ale wszystko z szacunkiem z obu stron. To chyba najlepiej oddaje ten obraz.
O tej atmosferze już później, chodząc po szkole, rozmawiałem z samymi uczniami. Mówili, że faktycznie jest ona serdeczna, nikt nie „cwaniakuje”, a jak ktoś próbuje, to jest szybko doprowadzany do porządku. Mówili, że jest tak, jak mi się wydaje – z nauczycielami mają po prostu fajne relacje.
A kiedy chodziłem po tej szkole za przewodnika robiła mi dyrektor – Mieczysława Włodarczyk, oraz jeden z uczniów – Borys. Pochodzi z Płocka. Wcześniej dojeżdżał, teraz mieszka w bursie. Do szkoły w Azorach przyszedł z innej placówki.
- Atmosfera jest bardzo miła. Kadra nauczycielska jest bardzo dobrze nastawiona do uczniów. Pani dyrektor chce zapewniać nam jak najlepsze warunki – podkreślał mój przewodnik po szkole, Borys (dodam, że pani dyrektor nie było przy tej rozmowie. Tak dla jasności).
Widzą świat oczami dyżurnego ruchu
Kiedy później rozmawiałem z panią Mieczysławą przyznała, że ma swój spory wkład w to, że w szkole jest taki klimat.
Chodziliśmy po salach lekcyjnych. Lekcje oczywiście trwały. Niektórzy nauczyciele byli nieco zakłopotani, ale czemu tu się dziwić – nagle wchodzi dyrektor i to jeszcze w towarzystwie pismaka z aparatem na szyi. Na ich miejscu też byłbym zakłopotany. Ale wszyscy byli uprzejmi.
Wrażenie zrobił na mnie symulator centrum sterowania ruchem kolejowym. Korzystają z niego uczniowie Technikum Transportu Kolejowego, które działa pod patronatem PKP. Czyli to kolejne miejsce, gdzie uczniowie poznają coś praktykując, a nie tylko siedząc w podręcznikach. Co nieco przybliżył wspomniany już Borys.
Uczniowie korzystają z symulatora centrum sterowania ruchem kolejowym
- Jestem na kierunku Technik Transportu Kolejowego i jestem z niego bardzo zadowolony. Mam zamiar skończyć tę szkołę i pracować na kolei. Sam symulator dyżurnego ruchu to kilka monitorów. Na jednym wyświetla się prawdziwy panel sterowania stacji, na drugim rozkład. Innymi słowy to jest to, co prawdziwy dyżurny ma przed sobą pokazane – wyjaśniał mi Borys.
- W centralnej Polsce jesteśmy chyba jedyną szkołą, która posiada taką pomoc dydaktyczną. Jeśli się dobrze orientuję, to w całej Polsce są chyba tylko trzy takie symulatory – dodawała dyrektor Mieczysława Włodarczyk.
Podobny przykład to pracownia wypełniona sprzętem fotograficznym. Ona z kolei służy uczniom Technikum Fotografii i Multimediów. Jeśli zastanawiacie się ile jest wart zgromadzony tam sprzęt, to powiem tylko, że dużo. To tekst dostępny publicznie, nie chciałbym po jego publikacji żadnych prób włamań.
Ciągłe inwestycje
Z panią dyrektor zobaczyłem też coś unikatowego. Wirtualną strzelnicę. Uczniowie poznają tam – znowu w praktycznych, ale też bezpiecznych warunkach – tajniki obronności i bezpieczeństwa. Obok jest niewielka sala wykładowa. O jej utworzenie zabiegała sama Mieczysława Włodarczyk i to fajne rozwiązanie – kiedy grupa uczniów jest na strzelnicy, inna grupa dowiaduje się wielu przydatnych rzeczy, jak np. zasad udzielania pierwszej pomocy. Też praktykując, bo jest tam sprzęt to umożliwiający.
Oprócz tego jest siłownia. Na jednej z jej ścian rzuca się w oczy mural. Jest dość dobrze wyposażona. Stoi tam nawet stół bilardowy.
Stół bilardowy i mural. To tylko niektóre z elementów szkolnej siłowni
Kiedy dyrektor oprowadzała mnie po szkole opowiadała, że tutaj ciągle coś się zmienia. Prowadzone są np. remonty korytarzy. W każdej sali lekcyjnej są tablice interaktywne. No, prawie każdej. Jedna jeszcze jej nie ma, ale ma zostać wkrótce zamontowana.
Pamiętam, że w moich latach szkolnych to była całkowita nowość. Były pojedyncze takie tablice, a niektórzy nauczyciele bali się z nich korzystać. A tam ma je każda sala lekcyjna… I założono je tylko w trzy lata.
Czymś ciekawym jest pomieszczenie socjalne dla uczniów. Obecnie jest w trakcie remontu. Po nim młodzież będzie mogła tam przyjść, zrobić sobie coś ciepłego do picia, coś do jedzenia. Znów – nie wiem, czy to normalne, może tak, może nie. Ale ja z czymś takim spotkałem się pierwszy raz.
Czymś jeszcze ciekawszym jest to, że w szkole niedługo uruchomią symulator maszynisty. No sztos. Wspomnianego symulatora centrum sterowania ruchem bym nie dotknął, bo wyglądał dla mnie jak panel obsługujący elektrownię jądrową, ale w takim symulatorze maszynisty bym usiadł. Pani dyrektor, liczę na taką możliwość ;)
- W dzisiejszym świecie chcąc dokonywać edukacji zawodowej musimy korzystać z pomocy dydaktycznych wysokiej klasy. Żeby uczyć praktycznie. Czas tablicy i kredy, oraz wykresów jest już dawno za nami – mówiła mi Mieczysława Włodarczyk.
Z ciekawostek jest sala lekcyjna przystosowana dla obcokrajowców z oddziału przygotowawczego. Poznają tam język polski. By jak najszybciej go przyswoić tygodniowo odbywają kilkanaście takich zajęć.
Takim szkołom należy się szacunek
Oczywiście, nie jest tak, że w tej szkole wszystko jest idealne. Na przykład niektóre korytarze nadal przypominają słusznie już minioną epokę. No tylko jak wspomniałem – takie miejsca są krok po kroku remontowane, wszystkiego na raz nie da się zrobić.
Według mnie sala gimnastyczna mogłaby być większa. Tylko, że to problem, który trapi wiele szkół średnich. Ta placówka po prostu nie jest wyjątkiem posiadającym obiekt najwyższych standardów.
Do niedawna dojazd do szkoły był udręką, ale droga już wygląda sporo lepiej. Pierwszy raz będąc w tym miejscu nie martwiłem się, że znowu będę zazdrościł mechanikom odbierając auto.
Dla niektórych wadą może być położenie z dala od centrum miasta, ale jak dla kogoś takie kryterium jest aż tak ważne, to może faktycznie niech da sobie spokój.
Żeby nie było – to nie jest żadna reklama. Nikt nie zapłacił za tę relację. Zaproszono mnie, więc skorzystałem. A, że zobaczyłem fajną społeczność i ciekawą, trochę przez niektórych może lekceważoną szkołę, to postanowiłem spróbować lekko odczarować ten obraz.
Ta placówka nie ma się czego wstydzić. Jej uczniowie to normalni, sympatyczni, młodzi ludzie. Jeśli ktoś uważa, że jest lepszy, bo chodzi do renomowanego liceum, albo na super studia i wyśmiewa takie miejsca i osoby je tworzące – uczniów, nauczycieli - to ma ze sobą jakiś duży problem.
Dlatego zanim zaczniesz się wywyższać, zadaj sobie pytanie – gdyby nie takie szkoły, to kto zrobiłby ci porządny remont łazienki? Kto zaopatrzyłby piekarnię w której codziennie robisz zakupy? Kto zadbałby o twoje bezpieczeństwo, kiedy podróżujesz Intercity? Kto był w kuchni knajpy do której na pierwszą randkę zabrałeś swoją drugą połówkę i do której wracacie – bo jedzenie pierwsza klasa, a do tego sentyment? Kto rozprowadziłby instalację elektryczną w domu, który właśnie budujesz?
Bez ludzi kończących takie szkoły nie byłoby świata, który znamy.
Tomasz Zagórowski
Komentarze (0)