Reklama

Reklama

Tak trudnej kadencji burmistrz Żychlina nie pamięta. "Będziemy jak te kaczki na strzelnicy"

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor: | Zdjęcie: archiwum KCI

Tak trudnej kadencji burmistrz Żychlina nie pamięta. "Będziemy jak te kaczki na strzelnicy" - Zdjęcie główne

Burmistrz Żychlina, Grzegorz Ambroziak przyznaje, że obecna kadencja jest najtrudniejszą w jego dotychczasowej karierze | foto archiwum KCI

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wydarzenia Od pewnego czasu Grzegorz Ambroziak nie gryzie się w język i dosadnie daje do zrozumienia, co myśli na temat obecnych rządów Prawa i Sprawiedliwości. Burmistrzem Żychlina jest już od 16 lat, lecz - jak przyznaje - obecna kadencja jest najtrudniejszą w jego dotychczasowej karierze. Nie ukrywa, że to wynik działań partii rządzącej i zapowiada, że PiS jeszcze nie raz da się we znaki samorządom.

Reklama

Grzegorz Ambroziak objął stery żychlińskiego urzędu gminy pod koniec 2006 roku, kiedy polskim rządem kierował nie kto inny, jak Jarosław Kaczyński. Po czasach kolacji PO-PSL, do władzy powróciło PiS. W międzyczasie polską polityką i gospodarką wstrząsnęły serie afer i wielki kryzys. Czy z perspektywy czasu, obecna kadencja jest najtrudniejszą dla burmistrza Żychlina w ciągu 16-letniego urzędowania? 

- Myślę, że tak. Kadencja z okresu 2009-2012, kiedy była reforma finansów, kiedy był kryzys ekonomiczny na świecie, wtedy byliśmy tą zieloną wyspą, ale to też było bardzo kosztowne dla wszystkich. Musieliśmy wprowadzić poważną reformę finansów publicznych, którą zafundował nam rząd PO-PSL. Nasz ukochany minister Jan Wincent Rostowski, niestety wprowadził taki rygor, takie zapisy, wskaźniki, trudne do osiągnięcia, na które jednak dano nam trzy lata do przygotowania - wspomina Grzegorz Ambroziak - Nie zrobiono tego jednak na zasadzie jak teraz, że wprowadza się Polski Ład, reformy finansów publicznych poprzez zmniejszenie podatków dla mieszkańców, ogranicza się dochody samorządów, nie dając czasu na jakiekolwiek przygotowanie do takiej sytuacji. I dopiero post factum, kiedy mamy już utratę w ciągu roku pieniędzy rzędu 2 - 2,5 mln zł i jeszcze galopujące wzrosty cen wszystkich usług, mówi się nam "no, to teraz coś z tym zróbcie" - komentuje włodarz. 

Burmistrz podkreśla, że z jednej strony Program Polskiego Ładu dał samorządom pieniądze na inwestycje, z drugiej ograniczył dochody bieżące. 

- Z jednej strony mamy dużo, jeśli chodzi o inwestycje, z drugiej mamy ogromny deficyt, jeśli chodzi o wydatki bieżące, czyli te sztywne wydatki na płace w szkołach i wszystkich jednostkach, na energię elektryczną, ciepło itd. I to ze sobą się ogromnie kłóci i mało kto z rządu to wyłuszcza. 

Zdaniem Grzegorza Ambroziaka korekty Polskiego ładu robione są "półgębkiem", na zasadzie częściowego łatania ubytków. Tymczasem straty spowodowane m.in. zmianami systemu podatkowego, czy obniżeniem PIT sprawiają, że gmina notuje straty dwukrotnie wyższe niż wynoszą rządowego rekompensaty.

- My mamy wyliczoną stratę za ostatnie lata na ok. 10,8 mln zł, a dostaliśmy rekompensaty tyle, że wiąż mamy 5,5 mln zł straty. Więc tutaj jest tak naprawdę takie łatanie dziury, ale też nie w 100 procentach. Pozostaje kwestia "co dalej?". To jest tak kolosalna kwota, że trudno to porównywać do czegokolwiek. Przy naszym budżecie 60-milionowym to jest prawie 10 procent tego budżetu - wylicza burmistrz. 

Jak dodaje, kolejnym bieżącym problemem są potężne wzrosty kosztów energii, a co za tym idzie - kosztów usług.

-  Dochodzi do sytuacji takiej, że inwestycje, które planowaliśmy, stają się inwestycjami wyjątkowo kosztownymi. A najczęściej samorządy muszą zaciągać zobowiązania kredytowe, co powoduje, że rosną również odsetki. Jesteśmy przed przetargiem na energię elektryczną, a już wiemy, że w Bedlnie wzrosła o 400 proc. Z 50 gr zrobiło się 1,97 zł. Jeżeli u nas z 60 gr zrobi się 2,40 zł, to mamy wydatek nie 500 tys. rocznie, a 2 mln zł. To już jest taki pieniądz, że nawet jak zaoszczędziliśmy na zmianie systemu organizacji transportu publicznego i zyskaliśmy 700 tys. rocznie, to co z tego, jak wyssie z tego budżetu dwa razy więcej pieniędzy - komentuje włodarz Żychlina. 

W ostatnim czasie sporo mówi się na temat przesunięcia wyborów samorządowych z 2023 na 2024 rok, czego chcieliby politycy PiS. Jak na ten pomysł zapatruje się Grzegorz Ambroziak?

- To ma swoje dobre i bardzo złe strony. Dobrą stroną jest to, że pozwoli nam spokojnie dokończyć zadania, które będą w toku w ramach Polskiego Ładu. Natomiast, nie wnikając w szczegóły konstytucyjne, czy tak wolno, czy nie wolno zrobić, tak naprawdę będzie to bardzo trudny okres dla samorządowców, bo możemy w tym okresie pozimowym spaść z deszczu pod rynnę - stwierdza burmistrz - Przy tym, co się w tej chwili dzieje, to nie jest wcale dobra zmiana dla samorządów. Bo będzie coraz gorzej, opinia publiczna będzie dla nas coraz bardziej krytyczna, bo przerzuca się w mediach ciężar na samorząd i będzie się wskazywać na to, że to my jesteśmy winni pewnym zjawiskom. Przepraszam samorządowców za takie określenie, ale będziemy jak te kaczki na strzelnicy. Uważam, że to nie będzie zbyt korzystne pod kątem społecznym - przekonuje Grzegorz Ambroziak. 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy