Nowe zagrożenie dla zwierząt domowych
Eksperci podkreślają – to nie jest hejt na te zwierzęta, ale przestroga dla właścicieli czworonogów, które mogą wchodzić z nimi w interakcję. A ta może ciągnąć za sobą poważne skutki.
Mowa o lisach. W naszym mieście coraz łatwiej jest je spotkać. Wiemy, że widywane są w rejonie ulicy Mickiewicza, czy wzdłuż nieużytków i wałów przeciwpowodziowych rzeki Ochni.
Jak wskazują eksperci, koty wychodzące na zewnątrz już teraz są narażone na cały wachlarz zagrożeń. Wśród nich można wyliczyć:
- Ruch uliczny i samochody
- Choroby
- Trucizny
- Walki z innymi zwierzętami
Te zwierzęta mają również kontakt z dziką przyrodą, która rządzi się własnymi prawami.
"Czy kot, który wychodzi samopas jest bezpieczny?"
- Mały, młody lub osłabiony kot może stać się łatwą ofiarą między innymi lisa - nie dlatego, że świat jest „zły”, ale dlatego, że działa według naturalnych zasad przetrwania. Czy kot, który wychodzi samopas, naprawdę jest bezpieczny? Czy „zawsze wracał” oznacza, że wróci także jutro? Każdy opiekun chce wierzyć, że jego kot poradzi sobie na zewnątrz. Ale codzienne historie pokazują, że jeden moment może zmienić wszystko – podkreśla Fundacja Kocie Anioły.
Na ten temat porozmawialiśmy z lekarz weterynarii Martą Domalewską, która prowadzi w naszym mieście przychodnię weterynaryjną „Król Lew”, a także stoi za inicjatywą pomagającą kotom – „Kutno ma Kota”.
Lek. wet. Marta Domalewska mówi, że lisy stanowią zagrożenie dla kotów, ale wcale nie największe (fot. archiwum KCI)
- Rzeczywiście, lisy i koty mogą wchodzić w róże „utarczki”. To jest dokładnie takie samo zagrożenie, jakie dla kota stanowią psy. Lisy są większe od kotów. Może nie jakoś bardzo, ale jednak. Zdarzają się też takie interakcje, że to lis ucieka przed kotem – zauważa lek. wet. Marta Domalewska.
Z doświadczenia naszej rozmówczyni wynika, że najwięcej kotów odnosi obrażenia nie w wyniku kontaktu z psem czy lisem, ale w walkach z innymi kotami. Wskazują na to charakterystyczne obrażenia – rany zadawane przed kota różnią się od ran zadawanych przez inne zwierzęta.
Koty niewychodzące nie są nieszczęśliwe
- Koty uczą się unikać psów, czy lisów. Oczywiście nie zawsze jest to możliwe. Natomiast z innymi kotami częściej wchodzą w agresywne interakcje. Wynika to z tego, że to zwierzęta bardzo terytorialne – podkreśla lek. wet. M. Domalewska.
Wracając do lisów – póki co do przychodzi weterynaryjnej „Król Lew” rzadko trafiają koty, które zostały pogryzione przez te drapieżniki. Zdarza się to raz-dwa razy w roku.
Eksperci przypominają – koty niewychodzące, spędzające swoje życie w domu, nie są kotami nieszczęśliwymi. Są za to zwierzętami dla których zagrożenia takie jak samochody, choroby i kontakty z innymi zwierzętami po prostu nie istnieją.
- Lis nie jest winny. Działa zgodnie z instynktem - nie moralnością. Jest częścią świata w którym przetrwanie oznacza polowanie. To od nas zależy, czy zapewnimy kotu życie, które nie opiera się na ryzyku, którego nie rozumie. Odpowiedzialność za kota zawsze zaczyna się u jego opiekuna – puentuje wspomniana już Fundacja Kocie Anioły.
Dobrze zabezpiecz śmieci
Temat lisów poruszaliśmy już na naszych łamach. Te drapieżniki mają coraz większe tereny żerowiskowe. Te zwierzęta migrując przechodzą przez nasze miasto. Ponad to w mieście mają łatwiejszy dostęp do pożywienia.
Jeśli więc mieszkamy w miejscu w którym widywane były lisy, to lepiej odpowiednio zabezpieczać wszelkie odpady – te zwierzęta kiedy przyzwyczają się do łatwego zdobycia pokarmu w danym miejscu, na pewno będą do niego wracać. Nie powinniśmy robić im krzywdy, panikować, czy zawracać głowę ich obecnością policjantom, albo strażnikom miejskim.
Warto obserwować zachowanie lisa. Agresja czy ślinotok mogą sugerować, że lis choruje na wściekliznę. Wtedy faktycznie należy powiadomić odpowiednie służby.
Kluczową informacją, którą powinni przyswoić sobie mieszkańcy, jest jednak to, że w obliczu dzikiego zwierzęcia należy zachować środki ostrożności.
Co zrobić w przypadku ugryzienia przez lisa?
- Najważniejsze dla mieszkańców jest to, żeby nie udomawiać tych lisów, nie dokarmiać ich, nie podchodzić. Lisy są bardzo dużymi nosicielami wścieklizny i różnych chorób, które przechodzą na człowieka — mówił nam jakiś czas temu Kacper Opas, rzecznik prasowy Nadleśnictwa Kutno.
Jak podkreślał, pomimo cyklicznych akcji szczepień, lisy obciążane są dużym prawdopodobieństwem zakażenia wścieklizną. Najważniejsze to nie prowokować ich do ataku.
- One nie są nami zainteresowane, a mogą poczuć duże zagrożenie, kiedy będziemy próbowali się do nich zbliżyć. Ugryzienie lisa może skończyć się zarażeniem wścieklizną. Jest to poważny problem. W przypadku ugryzienia lisa radziłbym, żeby jak najszybciej skontaktować się z lekarzem — tłumaczy Kacper Opas.
Rzecznik zaznacza, że wbrew pozorom największe zagrożenie ze strony lisów wcale nie dotyczy obecnie terenów zurbanizowanych. Drapieżniki te najchętniej zakradają się bowiem do gospodarstw, gdzie prowadzony jest chów drobiu.
Komentarze (0)