Reklama

Wojna między sąsiadami: ''Jest myśliwym i zastrzelił mojego psa!''

Opublikowano:
Autor:

Wojna między sąsiadami: ''Jest myśliwym i zastrzelił mojego psa!'' - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wydarzenia Czy myśliwy wycelował lufę swojej broni w kierunku 3-letniej suczki, po czym pociągnął za spust? Pan Józef - właściciel Saby - jest przekonany, że tak właśnie było. Swoją pewność opiera na zeznaniach świadka, który uważa, że pies został zastrzelony, a jego ciało ukryte. Sam myśliwy odpiera te zarzuty. Sprawę bada policja.

Zniknięcie psa pana Józefa Wojtczaka, mieszkańca Holendrów Strzeleckich (gm. Strzelce), owiane jest wielką tajemnicą. Pewne jest jedynie to, że psa nie ma, a w dniu swojego zaginięcia widziany był w sąsiedniej wsi. Według jednego z mężczyzn, pies został zastrzelony.

- Mam wiarygodnego świadka, mimo to myśliwy wszystkiemu zaprzecza – mówi pan Józef.

Z relacji świadka wynika, że do wszystkiego doszło w środę rano (6 listopada) w sąsiedniej wsi – Bielawy.

- Usłyszałem strzały. Potem zobaczyłem, jak ten człowiek zabiera ciało psa – mówi nam świadek całego zajścia.

Potem okazało się, że zastrzelonym psem miała być Saba, 3-letnia suczka pana Józefa Wojtczaka. Z relacji naszych rozmówców wynika, że feralnego poranka po polach w Bielawach biegały trzy psy. Pozostałym dwóm nic się nie stało – były widziane w okolicy po całym zajściu.

- A Saba do tej pory nie wróciła... - mówi pan Józef.

- No nie wróciła, bo ją zastrzelił – dodaje świadek.

Nasuwa się więc pytanie – dlaczego myśliwy miałby strzelać w kierunku psa? Czy ma jakiś konflikt z panem Józefem?

- Nie mamy żadnego konfliktu, chyba zrobił to po prostu dla zabawy – mówi pan Józef, który dodaje, że Saba była łagodnym zwierzęciem.

Sprawę zgłoszono policji. Mundurowi tego samego dnia pojawili się na miejscu. Jak mówi nam świadek, policyjne czynności trwały kilka godzin. Mundurowi prowadzili także działania na posesji myśliwego.

- Mogę potwierdzić, że przyjęliśmy takie zgłoszenie. Wciąż prowadzimy czynności zmierzające do wyjaśnia tego zajścia, dlatego na tym etapie jest za wcześnie, by mówić o szczegółach – mówi nam st. sierż. Daria Fraszczyk z Komendy Powiatowej Policji w Kutnie.

Problemem jest fakt, że jak dotąd nie udało się odnaleźć ciała psa. Póki co jedyne co pozostaje panu Józefowi to zeznania świadka obciążające myśliwego. Zupełnie innego zdania jest sam myśliwy, z którym również udało nam się porozmawiać. Mężczyzna pragnie jednak zachować anonimowość.

- Tak, ja strzelałem. Ale dzień wcześniej i to do sarny. Może temu świadkowi coś się pomyliło? Nie strzeliłem w kierunku żadnego psa. Nie rozumiem, dlaczego mnie oskarżają o to, że pies zaginął. Wcale się nie zdziwię, jeśli zwierzak się odnajdzie za kilka dni. Wtedy posądzę ich o pomówienie – mówi nam myśliwy.

Dodaje, że w jego okolicy ciągle kręcą się psy pozbawione opieki lub bezpańskie i nigdy żadnemu nie stała się żadna krzywda.

- Szukają pewnie kozła ofiarnego. Wiadomo, w pierwszej kolejności zawsze podejrzewa się myśliwego. A w okolicy tylko ja jestem myśliwym. To jest śmieszne – mówi mężczyzna.

Która strona ma więc rację? Czy policja znajdzie dowody na to, że pies został zastrzelony? Do sprawy na pewno wrócimy.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE