Reklama

Reklama

Wiking z miasta róż!

Opublikowano: pon, 9 lut 2015 09:00
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wydarzenia Morskie wyprawy łodzią wikingów w XXI wieku? To możliwe! Doskonale przekonał się o tym kutnianin Jan Stanisławski. Mężczyzna od lat bierze bowiem udział w rejsach do Wolina, gdzie wspólnie z kolegami z załogi na kilka tygodni zamienia się w wikinga z prawdziwego zdarzenia, prowadząc życie rodem z czasów średniowiecza. Jak zaczęła się przygoda pana Jana z morską żeglugą?

Reklama

Jan Stanisławski odtwórstwem historycznym zafascynował się już jako nastoletni chłopiec. Jak mówi, od tamtej pory jego życie nabrało nowego smaku.

- Bakcyla złapałem na początku gimnazjum, to był 2003 rok. Uczestniczyłem w wielu rekonstrukcjach historycznych, m.in Odysei, która co roku rozgrywa się w Leszczynku. W miarę możliwości uczestniczę we wszystkich tego typu wydarzeniach, które odbywają się w naszym regionie - mówi pan Jan.

Prawdziwe zauroczenie przyszło jednak w 2008 roku. Wtedy to J. Stanisławski uczestniczył w imprezie dla odtwórców wczesnego średniowiecza, gdzie po raz pierwszy miał okazję z bliska podziwiać repliki statków wikingów.

- Podczas imprezy poznaliśmy pana Marka Szablińskiego, który od lat `60 zajmuje się budową łodzi średniowiecznych. Jedną z atrakcji były właśnie repliki łodzi wikingów i to one sprawiły, że nasze serca zabiły mocniej. Już wtedy wiedziałem, że chcę spróbować swoich sił i przekonać się na własnej skórze, jak to jest być wikingiem w XXI wieku - wspomina z uśmiechem kutnianin.

Jak postanowił, tak też uczynił i marzenia o morskich żeglugach stały się rzeczywistością. Dziś pan Jan ma za sobą siedem lat morskich wypraw do Wolina, gdzie wspólnie z 30-osobową załogą Floty Jarmeryka biorą udział w corocznym festiwalu Słowian i Wikingów.

- Rejsy odbywają się co roku od początku lipca do końca sierpnia. Szkoda, że jest to jedynie wakacyjne hobby, chciałoby się więcej. Żegluga sprawia, że można oderwać się od rzeczywistości, codzienności, żyć chwilą - tu i teraz. Najdłuższy rejs trwał 10 dni, kiedy to przemierzyliśmy 700 km z Kruszwicy na Gopłem. To niezwykłe przeżycie - opowiada Janek.

W ciągu kilku lat J. Stanisławski zdążył zdobyć doświadczenie w fachu modern-wikinga oraz uznanie kolegów z załogi. Dziś jest bosmanem swojej łajby oraz oficerem drużyny.

- Jesteśmy jedyną flotą w Polsce, która posiada kilka swoich łodzi. Mamy ich trzy 18-, 12- oraz 8-metrową. Ja pływam na "dwunastce". Podczas wypraw śpiewamy, opowiadamy dowcipy, anegdoty, bawimy się i jedynym co nas otacza jest bezkresna woda. Jesteśmy jak jedna wielka rodzina - mówi kutnianin.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)