Mimo problemów pracowała i pomagała innym
O dramatycznej sytuacji pani Marioli pisaliśmy w ubiegłym roku W TYM MIEJSCU. Jej walka nadal trwa, a każdy z nas może w tej sprawie zrobić coś dobrego.
- Choć los od młodości mnie nie oszczędzał, zawsze walczyłam - dla siebie i dla innych. Niestety zachorowałam na raka i na jednym się nie skończyło. Gdy myślałam, że wygrałam pierwszą walkę, przyszły kolejne nowotwory - jeden po drugim, bez litości. Dziś mój organizm to pole bitwy, a ja walczę o życie po raz ostatni – mówi pani Mariola.
Kobieta w swoim życiu wiele przeszła. Operacja kręgosłupa, operacje ortopedyczne z powodu porażenia nerwu strzałkowego, operacja guzów tarczycy, choroba na zespół Guillaina-Barrégo, endometriozę, wodonercze.
- A mimo to pracowałam, pomagałam ludziom chorym, zagubionym, żyjącym w niedostatku. Byłam pedagogiem, pracowałam w szkole, w sądzie, w rodzinnej firmie. Zawsze po tej stronie, która podaje rękę słabszym i potrzebującym. W 2021 roku wszystko zmieniło się diametralnie. Nie miałam żadnych objawów. Poszłam tylko na rutynową wizytę do ginekologa. Wtedy wykryto guz na jajniku o wielkości 5 cm. Niestety okazało się, że to rak – opisuje kobieta.
Rak jajnika często nazywany jest cichym zabójcą, bo rozwija się, nie dając żadnych objawów, a jest śmiertelnie niebezpieczny. Zaczęła się walka o życie. Usunięto guz w raz z jajnikami i macicą.
- Zaczęłam ciężką chemioterapię, która trwała aż do 2022 roku. Myślałam, że wygrałam. Niestety, jakże się myliłam. Potem na szyi pojawiło się „jajko". Kazano mi czekać na biopsję. Zmiana rosła i sprawiała ból. Nie czekałam dłużej, pojechałam do szpitala – relacjonuje.
Pani Marioli już nie wypuszczono z placówki. Okazało się, że wykryto kolejne nowotwory. Rak był na języku, migdałku, były też przerzuty na węzły chłonne. Kobieta przeszła dwie operacje, wycięto fragment języka. Pół roku spędziła w szpitalu.
Jedyną szansą kosztowne leczenie
- Nikt w mojej rodzinie nie chorował na nowotwory. Testy genetyczne wyszły prawidłowo. Nie mam żadnej mutacji, zwiększającej ryzyko zachorowania. A jednak rak obrał mnie sobie za cel. Dlaczego? Nikt nie potrafi tego wytłumaczyć. W kwietniu 2024 roku przyszło kolejne uderzenie: przerzuty do wątroby, piersi i otrzewnej. Bolał mnie brzuch. Rak był już wszędzie – opisuje mieszkanka.
W czerwcu 2025 badanie PET potwierdziło najgorsze: przerzuty w tłuszczu przysercowym, śródbrzuszu, jamie otrzewnej, wokół wątroby i śledziony, nad pęcherzem moczowym.
- Jestem w trakcie intensywnej chemioterapii - co tydzień zjawiam się w szpitalu w Bydgoszczy. Niestety, leczenie nie przynosi nadziei na wyleczenie, ma jedynie kupić mi czas. Rak szaleje i odbiera mi siły. Jedyną szansą na uratowanie mojego życia jest terapia komórkowa CAR-NKT - nowoczesne leczenie, działające na podobnej zasadzie jak CAR-T. To zaawansowana, przełomowa immunoterapia, która uczy układ odpornościowy, jak walczyć z rakiem. Polega na modyfikacji naturalnych komórek odpornościowych (komórek NK), aby dokładnie rozpoznawały i niszczyły komórki rakowe – wyjaśnia pani Mariola.
Dzięki temu terapia działa precyzyjnie – atakuje raka, a nie cały organizm, co oznacza mniejsze ryzyko ciężkich powikłań. Daje realną szansę tam, gdzie standardowe leczenie już nie działa.
Niestety - to terapia dostępna wyłącznie za granicą. Jej koszt jest naprawdę ogromny, poza zasięgiem finansowym pani Marioli.
- Dlatego proszę o pomoc. Mam 22-letnią córkę. Nie jestem gotowa jej zostawić. Nie jestem gotowa odejść. Jestem w ciężkim stanie, ale wciąż walczę - także dla innych chorych, którym pomagam, dzieląc się doświadczeniem i wiedzą. Teraz jednak to ja muszę błagać o pomoc – mówi.
W tej sytuacji każda wpłata, każde udostępnienie, każda dobra myśl ma znaczenie. Zbiórka dla pani Marioli prowadzona jest W TYM MIEJSCU.
Komentarze (0)